Materiał sponsorowany

TP-Link Archer AX6000

TP-LINK
TP-LINK Foto: Materiały prasowe

To jeden z pierwszych dostępnych w sprzedaży routerów zgodnych ze standardem Wi-Fi w standardzie 802.11ax, znanym także jako Wi-Fi 6. Teoretycznie należy więc oczekiwać wyższych transferów i niższych lagów. Ale czy tak faktycznie jest?

Zanim jednak przejdziemy do tego konkretnego modelu, parę słów o tym, czemu Wi-Fi 6 to z punktu widzenia gracza, a już szczególnie esportu, najważniejsza zmiana od czasu… w zasadzie to w ogóle. Dotychczas Wi-Fi – choć zapewnia już wysokie transfery i w miarę dobry zasięg – miało bowiem jedną, dyskwalifikującą w oczach poważniejszych graczy wadę. Tak, chodzi o lagi, zmorę nie tylko esportowców, ale wszystkich, który grają on-line.

Te bowiem nie dość, że są wyższe, niż gdy gra się po kablu, to jeszcze na dokładkę potrafią nieoczekiwanie wzrosnąć z poziomu „lekko irytujących” do „niecenzuralnych”. Niemal wszyscy dobrzy producenci mają wprawdzie w ofercie routery stworzone specjalnie z myślą o graczach, ale ich wyjątkowość – o ile faktycznie są wyjątkowe – polega na wydzieleniu dodatkowej podsieci Wi-Fi, z osobnym modułem nadawczo-odbiorczym, przeznaczonej tylko do grania. Jeśli korzystało z niej tylko jedno urządzenie, efekty były faktycznie dobre. Jeśli jednak ktoś miał w domu więcej niż jedną maszynę do grania… Albo się zapomniał i podłączył do niej na przykład telewizor czy smartfona… Albo też – jak większość osób – po prostu mieszka w bloku i w okolicy ma całe mnóstwo sąsiedzkich sieci Wi-Fi… cóż, w każdym z tych wypadków efekty były już niestety dalekie od ideału.

Wi-Fi 6 z tym kończy. Dzięki znacznie lepszemu zarządzaniu czasem transmisji, podziałem wszystkiego na mniejsze paczki, możliwością dokładnego umawiania się urządzeń, kiedy będzie przesyłana kolejna porcja danych, dużo wyższej odporności na zakłócenia, a także wymaganej przez standard „grzeczności” względem innych urządzeń, które również transmitują dane, czasy lagów i konieczności stosowania dedykowanych podsieci Wi-Fi w końcu odejdą w zapomnienie. Dobry router z Wi-Fi 6 do pary z pecetem, który również jest z tym standardem zgodny i tak zapewni lepsze warunki do grania, niż dowolne modele zgodne z Wi-Fi 5 (802.11ac) czy tym bardziej wcześniejszymi. Pytanie brzmi tylko, czy model TP-Link Archer AX6000 faktycznie pozwala na skorzystanie z dobrodziejstw nowego standardu?

Pudełko i wygląd

Pierwsze co rzuca się w oczy przy rozpakowywaniu, to wielkość. Archer AX6000 widziany od góry wygląda jak kwadrat o boku długości niemal 26 cm, ze ściętymi rogami. Ze złożonymi antenami (aż ośmioma) ma jednak tylko nieco ponad 5 cm wysokości, a z rozłożonymi i gotowymi do pracy – niecałe 12 cm. Router ma na spodzie dwa otwory montażowe pozwalające na powieszenie go na ścianie, zaś dzięki stonowanemu wyglądowi (wszechobecny czarny plastik w wersji błyszczącej i matowej, do tego złota plakietka z logo i dyskretne podświetlenie, którego kolor informuje nas o stanie urządzenia – jeśli wszystko jest ok, świeci na biało), nie będzie straszył gości. Chyba, że zostanie powieszony antenami do dołu na suficie, a ktoś z gości ma arachnofobię. Generalnie na tle gamingowej konkurencji, a także innych routerów obsługujących standard Wi-Fi 6, mamy jednak do czynienia z urządzeniem nie tylko ładnym, ale i dość dyskretnym.

Zawartość pudełka i budowa

W pudełku prócz samego routera znajduje zewnętrzny zasilacz, pojedynczy kabel Ethernet oraz gruby zestaw instrukcji. Zasilacz ma standardową okrągłą wtyczkę 12 V i może maksymalnie dostarczyć prawie 50 W. Na szczęście nie znaczy to, że Archer pobiera tyle podczas normalnej pracy. W stanie spoczynku zadowala się bowiem około 8 W, natomiast przy przesyłaniu plików pobór mocy rośnie do około 12 W. Oczywiście podczas korzystania z bardziej zaawansowanych funkcji, jak na przykład przesyłania danych z podłączonego dysku pobór będzie większy (co sugeruje także fakt, że niemal cała góra i dół urządzenia jest ażurowa, zapewnia więc bardzo dobre pasywne chłodzenie), ale na co dzień nie należy się go obawiać.

TP LINK Foto: Materiały prasowe

Do podłączenia routera do internetu służy pojedyncze gniazdo WAN o prędkości 2,5Gb/s, a nie najczęściej spotykane 1Gb/s. W większości wypadków obecnie nie ma to znaczenia, mało kto ma przecież w domu łącze o parametrach powyżej 1Gb/s. Z drugiej strony dobrze jest mieć świadomość, że kupując teraz Archera AX6000 będzie się miało spory zapas na przyszłość. Dziwić może tylko fakt, że choć dodatkowo mamy aż osiem portów LAN, korzystają one ze standardu 1Gb/s. Jest on nadal powszechnie stosowany, ciężko więc to uznać za wadę, zwłaszcza że przejście na 2,5 czy 10Gb/s znacząco zwiększyłoby cenę, nie poprawiając przy tym żadnych parametrów istotnych z punktu widzenia gracza. No, może poza czasem ściągania i instalacji nowych gier, ale zanim w domach upowszechnią się łącza szybsze niż 1Gb/s, będziemy już pewnie mieli Wi-Fi 7 lub sieci 6G. Tym bardziej, że w Archerze AX6000 mamy opcję połączenia dwóch gniazd fizycznych w jedno logiczne, więc np. NAS czy inny serwer multimediów może mieć do dyspozycji dwukrotnie wyższą przepustowość.

Poza ośmioma gniazdami LAN i jednym WAN, w Archerze AX6000 mamy jeszcze dwa gniazda USB. Co ważne, jedno to typowy typ A w standardzie 3.0, drugie natomiast to USB-C. I znowu – obecnie nie ma to większego znaczenia, w przyszłości będzie jak znalazł. Prócz tego mamy jeszcze przełącznik zasilania, przycisk resetowania (wymaga użycia szpilki) oraz trzy większe przyciski: do włączenia parowania przy użyciu WPS, do wyłączenia Wi-Fi oraz podświetlenia LED.

Uruchomienie

Po podłączeniu routera do sieci elektrycznej oraz internetu można się zabrać za jego konfigurowanie. Na dwa sposoby: albo przy pomocy przeglądarki uruchomionej na komputerze lub smartfonie, albo przy wykorzystaniu oficjalnej aplikacji, dostępnej na Androida i iOS-a. Potem wystarczy wybrać kreatora lub ustawić parametry połączenia ręcznie i gotowe. Oczywiście router może pracować także w trybie punktu dostępowego, odpowiadając jedynie za rozsyłanie sygnału Wi-Fi, co bywa przydatne gdy jest się zmuszonym do korzystania ze sprzętu dostawcy internetu – choć nawet w takim przypadku lepiej jednak pozostawić Archera w trybie routera, dzięki czemu będzie można wykorzystać wszystkie opcje oferowane przez sprzęt TP-Link.

Router można także przypisać do TP-Link Cloud Service, co pozwala na zarządzanie nim z dowolnego miejsca na świecie. Z jednej strony to wygodne, z drugiej – potencjalnie zwiększa ryzyko ataku hakerskiego. Decyzja na szczęście należy do użytkownika, tak samo zresztą jak w przypadku ułatwiającego podłączanie nowych urządzeń systemu WPS, który też bez najmniejszych problemów da się wyłączyć.

A skoro już przy uruchamianiu i konfiguracji jesteśmy: prócz głównej sieci (co ważne, zarządzaniem kanałami i częstotliwościami standardowo zajmuje się sam router, nie trzeba więc mieć doktoratu z sieci komputerowych, by sobie poradzić z włączeniem Wi-Fi w standardzie ax) dostępna jest również sieć dla gości. Podłączone do niej urządzenia nie tylko nie widzą tych, które korzystają z głównego Wi-Fi, ale dodatkowo mogą nie widzieć siebie nawzajem, co dodatkowo zwiększa bezpieczeństwo.

TP LINK Foto: Materiały prasowe

Funkcje

A skoro już przy bezpieczeństwie jesteśmy: Archer AX6000 ma rzecz jasna wbudowany firewall i system kontroli dostępu, przy pomocy którego można stworzyć nie tylko listę urządzeń zablokowanych, ale także tak skonfigurować router, by mogły się z nim połączyć jedynie urządzenia wprost wymienione. Prócz tego mamy jeszcze dostęp do opcji związanych z konfiguracją NAT-u, ze strefą DMZ włącznie. Można skonfigurować serwer VPN w standardzie OpenVPN lub PPTP. Jest także nieco kontrowersyjne UPnP, które z jednej strony zmniejsza bezpieczeństwo sieci lokalnej, z drugiej automatyzuje jednak proces konfigurowanie dostępu do internetu na konsolach, dzięki czemu niezależnie od poziomu wiedzy technicznej w kilka chwil da się bez problemu dołączać do gier online.

Rodzie z kolei docenią rozbudowany system kontroli rodzicielskiej. Przy jego pomocy można na przykład przypisać do danego użytkownika więcej niż jedno urządzenie, a następnie nie tylko wszystkim im w łatwy sposób wprowadzić ograniczenia, ale także liczyć czas dostępu do netu, dzięki czemu można np. ustawić regułę, by dla progenitur internet dostępy był jedynie w godzinach od 16 do 21, ale dodatkowo nie więcej niż przez 2 godziny dziennie. Działa to rewelacyjnie, choć trzeba sobie zdawać sprawę z faktu, że na smartfonie prócz Wi-Fi jest jeszcze internet mobilny, którego z poziomu routera kontrolować się nie da. A skoro już przy rodzinie jesteśmy, fajną opcją jest także wbudowany antywirus, za którego aktualność odpowiada Trend Micro – zawsze to dodatkowo linia obrony, bardzo przydatna zwłaszcza w przypadku urządzeń mobilnych.

TP LINK Foto: Materiały prasowe

Graczy najbardziej zainteresuje jednak i tak wbudowany system QoS. W prostszej wersji można dzięki niemu ustawić priorytety, jaki mają w dostępie do internetu konkretne maszyny (czyli przede wszystkim zwiększyć priorytet tych, które służą do grania). Znacznie ciekawsza jest jednak druga z możliwości. Pozwala ona bowiem na wybranie nie maszyny, a rodzaju danych, które mają mieć wyższy priorytet. Dzięki temu jedno kliknięcie wystarczy, by gry on-online zawsze miały wyższy priorytet, niezależnie od tego, na jakiej maszynie ktoś będzie w danej chwili chciał zagrać. Świetna sprawa, bo takie podejście w dobie wszechobecnego streamingu wideo i audio oraz wielkich patchy sprawdza się to znacznie lepiej, niż tradycyjny QoS, w którym np. konsola czy pecet zawsze będą miały wyższy priorytet, niezależnie od tego, czy akurat się na nich gra (i kiedy liczy się każda milisekunda), czy coś ogląda (a milisekundy nie mają znaczenia). I jeszcze jedno: dostępna jest także opcja dowolnego ustalenia priorytetów dowolnej z usług (do wyboru: gry, rozmowy głosowe, streaming oraz www), można więc grom dać najwyższy, rozmowom normalny, a reszcie niski.

Wydajność

Na koniec zostawiliśmy wydajność, a zaczniemy od lagów. W ciągu dwóch tygodni testów ani razu nie zdarzyło się, by coś z jakością połączenia było nie tak. Albo żeby router dodawał od siebie większe opóźnienie, niż 1 ms. To oczywiście nie daje gwarancji, że w innych miejscach będzie równie dobrze, ale tak dobrego i pewnie działającego routera jeszcze w rękach nie mieliśmy (warto jednak pamiętać, że takie efekty osiągnie się dopiero, gdy i pecet czy laptop będą miały kartę Wi-Fi zgodną ze standardem ax).

Co bardzo miłe, nie tylko lagi były równie dobre, co w przypadku korzystania z kabla. Świetne wrażenie robią również transfery (ok, dla graczy nie są tak ważne, ale i tak im szybciej tym lepiej, prawda?). W paśmie 2,4 GHz maksymalne transfery dochodzą do prawie 900Mb/s, natomiast w 5GHz – aż 1600 Mb/s! Czyli więcej, niż przy wykorzystaniu kabla, który wraz z upowszechnieniem się Wi-Fi 6 w końcu będzie mógł odejść na zasłużoną emeryturę! Oczywiście wraz z odległością szybkość transferu spada, ale nawet przez ścianę przekracza w paśmie 5GHz 500Mb/s. Biorąc pod uwagę stosunkowo niewielkie anteny i generalnie mało kosmiczny wygląd Archera AX6000, to bardzo dobry wynik.

Przy okazji sprawdziliśmy także transfery, jakie można osiągnąć w przypadku dysku podłączonego do routera przez USB – to do 160MB/s, a więc więcej, niż zapewnia kablowy Ethernet 1Gb/s. Innymi słowy jeśli nie masz jeszcze NAS-a, wykorzystanie w tym celu routera TP-Link to świetny pomysł, bo wydajność takiego rozwiązania jest całkowicie wystarczająca, a do tego potrafi on przecież dzielić się multimediami w standardzie DLNA.

Drogo ale warto!

Na koniec zostaje kwestia ceny. Archer AX6000 kosztuje obecnie 1450 zł. To niewiele więcej, niż trzeba dać za gamingowe routery w standardzie AC! Jeśli na poważnie podchodzisz do gier sieciowych, a korzystasz (lub chcesz to robić) z Wi-Fi, testowany model to znacznie bardziej przyszłościowe rozwiązanie. I choć by w pełni skorzystać z jego wydajności trzeba zainwestować także w inne urządzenia, np. karty sieciowe zgodne z Wi-Fi 6 do gamingowego peceta czy laptopa, ale nie trzeba przecież od razu wymieniać wszystkiego. Wystarczy że zaczniemy od swojego komputera do grania – pozbycie się kabli przy jednoczesnym zwiększeniu wydajności jest tego warte!

Źródło: Materiały prasowe