Gosia Rdest: W motorsporcie też są wyjątki. Jestem tego przykładem

Gosia Rdest Foto: Materiały prasowe

Nie sądzę, że simracing to przyszłość motorsportu, ale zdecydowanie uważam, że to nowa prężnie rozwijająca się gałąź motorsportu, która już teraz staje mu się nieodłączna. Treningi, poznawanie się z nitką toru, doskonalenie umiejętności - a to wszystko odbyć się może z domowego zacisza - mówi nam Gosia Rdest, jedna z najpopularniejszych Polek uprawiajacych motorsport.

Marcin Stus: Przeżywamy złoty okres simracingu - taką tezę słyszymy coraz częściej. Pandemia stworzyła wyjątkowe warunki dla rozwoju tej dyscypliny. Zgadzasz się z tym?

Gosia Rdest: Oczywiście! Simracing dotychczas miał się dobrze, ale w gronie zainteresowanych było dużo węższe grono. Dziś, gdy kierowcy nie mogą tak swobodnie wybrać się na tor, stawiają na symulator. Tak samo fani motorsportu – gdy więcej czasu spędzali w domu, zdecydowali się na sprawdzenie swoich sił, a nawet zmierzenie się z profesjonalistami, czy prawdziwymi kierowcami wyścigowymi. Cała społeczność simracingowa się powiększyła. Obserwujemy też coraz większy trend do streamowania własnych treningów, wyścigów. To nowy obszar, który napędza ten mały motorsportowy świat i pozwala pozostać w kontakcie z fanami.

Pandemia mocno odbiła się na motorsporcie, co widzimy choćby w Formule 1 - odwołane wyścigi, poprzekładany sezon. Można powiedzieć, że motorsport się nieco "skurczył" przez ten okres?

Dziś nie ma dziedziny, na której pandemia się nie odbiła. Motorsport się nieco skurczył, w niektórych przypadkach skondensował swoją formę, ale zdecydowanie trzeba przyznać, że mimo wielu niedogodności pozwoliło to na rozwój innych obszarów. Mowa tutaj oczywiście o simracingu, który dotychczas towarzyszył kierowcom, a w ostatnich miesiącach był niemal najważniejszym polem do doskonalenia swoich motorsportowych umiejętności i jedyną w zasadzie szansą na dawkę adrenaliny, której mi również niesamowicie brakowało.

Gosia Rdest Foto: Materiały prasowe

Kobieta w motorsporcie to nadal rzadkość. Dlaczego tak jest i czy to się zmienia?

To prawda, wciąż na padoku dominują mężczyźni i myślę, że nie odwrócimy tej proporcji. Przyczyny są proste i wcale nie jest tak, że musimy z tym usilnie walczyć. To naturalne, że młodzi chłopcy są zafascynowani nowinkami samochodowymi, a dziewczynki kierują się ku bardziej kobiecym dziedzinom. Podczas gdy młody chłopiec zapała miłością do gokartów – mała dziewczynka skieruje się raczej w stronę tańca czy śpiewu. Wynika to z uwarunkowań kulturowych obecnych jeszcze w latach osiemdziesiątych, które z biegiem czasu powoli bledną. Najpopularniejsza przecież dziedzina – piłka nożna, również jest zdecydowanie zdominowana przez męskie grono. I nikt nie próbuje tego odwrócić, choć coraz częściej zdarzają się dziewczynki w szkółkach piłkarskich. W motorsporcie też coraz więcej takich wyjątków – i ja sama jestem tego najlepszym przykładem.

Czemu ta branża jest aż tak mocno zdominowana przez mężczyzn?

Tak jak wspomniałam – to uwarunkowanie kulturowe, ale również fizyczne. Podczas gdy młody chłopiec ma siłę, aby kontrolować na początku swojej motorsportowej drogi gokart, tak dziewczynka potrzebuje włożyć dużo pracy, aby mu swoją siłą dorównać. Wraz z ewolucją zawodnika uwydatniają się inne cechy, w których to kobiety często okazują się lepsze - radzenie sobie ze stresem, silna psychika, wytrwałość w dążeniu do celu. Początek motorsportowej przygody to też przede wszystkim rodzice, którzy widzą swoich synów za kierownicą auta i kierują ich dziecięce pasje w tym kierunku, a nie przychodzi im do głowy, aby zaszczepić pasję do motorsportu wśród córek. Moi rodzice szczęśliwie zabrali mnie kiedyś na gokarty, a gdy ja byłam tym zafascynowana wsparli mnie i poprowadzili tak, abym mogła się rozwijać i dziś być w miejscu w którym jestem.

Co powiesz o Tatianie Calderon, rezerwowej zawodniczce Alfa Romeo Racing Orlen. To obecnie najbardziej znana kobieta w motorsporcie? Jak zdobyła swoją popularność? Rzeczywiście jest tak szybka?

Nie wiem, czy jest najbardziej znaną kobietą w motorsporcie, ale zdecydowanie znajduje się w czołówce popularności. Poza Tatianą jest też Susie Wolff, szefowa zespołu Venturi Formula E, czy Katherine Legge była zawodniczka DTM, która teraz ściga się prototypami koncentrując swoją karierę na Stanach Zjednoczonych. Tatiana spędziła wiele lat za kierownicą single seaterów, co oczywiście widać w jej wypracowanym tempie na torze. Jak dobrze wiemy, lata w motorsporcie szybko lecą i trzeba próbować różnych ścieżek kariery. Dlatego też, aby być kierowcą uniwersalnym, kompletnym Tatiana próbuje swoich sił w ELMS w zespole Richard Mille razem z innymi kobietami.

Gosia Rdest Foto: Materiały prasowe

W Polsce chyba o popularność i propozycje reklamowe chyba nie musisz się martwić?

Nic nie przychodzi łatwo. Wiele lat musiałam pracować przede wszystkim na to, aby być dobrym zawodnikiem, a równolegle dbać o swój wizerunek medialny, tak aby był atrakcyjny. Skończyłam też w tym kierunku studia dziennikarskie. Zanim przyszli pierwsi sponsorzy i propozycje reklamowe, wszystko musiało wyglądać profesjonalnie i być ciekawą propozycją współpracy. Dziś dbam o swój dalszy rozwój jako kierowca, a ze swoim zespołem pracujemy nad dobrymi relacjami i współpracą z partnerami oraz pozyskiwaniem kolejnych marek wspierających moją karierę.

Wygląda na to, że bardzo dbasz o swój wizerunek, media społecznościowe. Jak ważne jest budowanie marki dla zawodnika motorsportu? Nie mniej ważne niż faktyczne umiejętności na torze?

Budowanie marki zawodnika to od zawsze nieodłączna część jego pracy. W dzisiejszych czasach aspekt ten staje się coraz ważniejszy. Media społecznościowe towarzyszą nam w codziennym życiu i brak obecności w tej przestrzeni dla sportowca jest obecnie nie do pomyślenia. Zdecydowanie najważniejsze są umiejętności na torze i nie widzę opcji, żeby wizerunek stał się od tego ważniejszy. Co warto zaznaczyć – umiejętności na torze to moja praca, pasja i wprost mówiąc – nikt dobrze wyścigu za mnie nie pojedzie. Na drugim miejscu jest budowanie marki, ale tutaj poza swoim wkładem mam już wsparcie, które pozwala mi skupić się na doskonaleniu siebie jako kierowcy.

Wracając do simracingu, czy uważasz to faktycznie za przyszłość motorsportu? Są organizowane już turnieje mające wyłonić choćby mistrza Polski. Czy jednak simracing i motorsport to dwie różne rzeczy?

Nie uważam, że to przyszłość motorsportu ale zdecydowanie uważam, że to nowa prężnie rozwijająca się gałąź motorsportu, która już teraz staje mu się nieodłączna. Treningi, poznawanie się z nitką toru, doskonalenie umiejętności - a to wszystko odbyć się może z domowego zacisza. Znaczącą różnicą są także koszty ścigania i konsekwencje ewentualnych kolizji - dostępność simracingu jest znacznie szersza, niż realnego motorsportu. Dla profesjonalnych kierowców nic nie zastąpi treningu na torze, ale poza nim to właśnie simracing, jest najlepszą przestrzenią do doskonalenia się. Liczne turnieje i mistrzostwa dostarczają świetnych motorsportowych emocji, ale też są doskonałym treningiem i przestrzenią do spotkań z fanami.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze