F1: Renault przenosi środki na wirtualne wyścigi. "Dosłownie wszyscy byli na tak"

Czy powyższe zdjęcie przedstawia prawdziwy bolid czy może wirtualny? Różnica między tymi dwoma światami zdaje się coraz bardziej zacierać, a każda ze stron może dać dużo korzyści tej drugiej. Z takiego założenia wychodzą inżynierowie Renault. Francuska firma coraz więcej swoich zasobów przenosi na esport, widząc w nim przyszłość.

Agencja Reuters opisuje losy Jarno Opmeera, wychowanka akademii kierowców Renault, który jednak na prawdziwym torze się nie ściga. Cały swój wysiłek wkłada teraz w przygotowanie się do wirtualnych zawodów – Formula One Esports Series. A kierownictwo Renault, największego producenta samochodów w stawce ekip F1, z ciekawością przygląda się jego postępom.

O ile w prawdziwej Formule 1 Renault od paru lat ogłasza, że coraz bardziej zbliża się do zrealizowania planu zdobycia mistrzostwa świata, to w esporcie francuska marka chce faktycznie działać, a mniej mówić. Zaplecze esportowe i insight środowiska zapewnia współpracująca z nimi esportowa organizacja Vitality.

Renault Esports Team Foto: Materiały prasowe

Życie e-kierowcy

Na czym polega główna różnica między wirtualnymi wyścigami a światem królowej motorsportu – oczywiście poza tym, że nie wyjeżdża się na tor, a siedzi w symulatorze? Przede wszystkim kierowcy, w tym przypadku opisywany 19-latek, nie musi się już martwić o ekstremalne przeciążenia, jakie towarzyszom kierowcom podczas wyścigów F1; często podobne do tych, z jakimi zmagają się piloci myśliwców. Problemem dla młodego Holendra nie są także już ekstremalne temperatury w bolidzie ani ewentualne odwodnienie. To nie znaczy jednak, że nie musi o siebie dbać.

– Chcę zachować jak największą elastyczność dzięki szybkim reakcjom i dobrej koordynacji ruchowej. To niezbędne. Siedząc w symulatorze przez większość dnia można nieźle zesztywnieć. W prawdziwych sportach motorowych trzeba przygotować się inaczej, trzeba być niezwykle wytrzymałym na przeciążenia i temperatury – mówi Opmeer.

David Thompson, szef działu wydajności w Renault Sport pracował z prawdziwymi kierowcami F1 jak Nico Hulkenberg czy Carlos Sainz, a teraz ma do czynienia z esportowcami. Dostrzega wiele cech wspólnych. – Oba środowiska łączy to, że muszą sobie radzić w bardzo stresujących sytuacjach. Jeśli chodzi o pamięć mięśniową, to szalenie ważne jest wypracowanie jak najlepszej koordynacji na linii ręka-oko. Dokładnie kontrolujemy odżywianie zawodników, monitorujemy tętno, dbamy o jakość snu... To wszystko ma znaczenie. Jeśli nasi zawodnicy będą czuć się lepiej, wzrośnie ich pewność siebie. A wtedy będą lepiej radzić sobie na wirtualnym torze – zaznacza z przekonaniem.

Chcą być najlepsi

Ben Hampshire, kierownik działu IT w Renault F1, opowiada, jak przyjęto jego dość kontrowersyjny z pozoru pomysł poświęcenia części pracy na pomysł związany z esportem. – O wirtualnych wyścigach najpierw rozmawialiśmy przy lunchu, teraz przerodziło się to w poważny projekt. Na razie sporo się uczymy, jak te dwa światy mogą sobie wzajemnie pomóc. Do 2020 roku chcemy, by nasi inżynierowie traktowali każdy e-wyścig bardzo poważnie, jak prawdziwe wydarzenie.

Zaczęliśmy na poważnie zajmować się esportem, ale w żadnym wypadku nie jesteśmy sami. Spodziewamy się, że pozostałe czołowe teamy w F1 będą robić to samo, co my – mówi Hampshire. W prawdziwej F1, choć tego określenia zapewne inżynierowie esportowi nie lubią, szpiegostwo mechaników jest na porządku dziennym. Drużyny wzajemnie podglądają swoje rozwiązania i nierzadko oskarżają się o oszustwa. W esporcie jeszcze nie mieliśmy takiej sytuacji.

– Na początku roku rozmawiałem z zespołem. Powiedziałem, że mamy szansę rozwinąć się na nowym rynku i podnieść reputację Renault. Spytałem, kto jest chętny mi pomóc. Dosłownie wszyscy podnieśli rękę. Kierownictwo widzi nasz wysiłek, dostajemy coraz więcej zasobów do pracy, naprawdę poświęca się nam czas – dodaje kierownik działu IT. Nie tylko Renault dostrzega w esporcie sposób dotarcia do nowej grupy odbiorców. Robi tak wiele wiodących marek na świecie.

Renault zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów w Formula 1 Esports Series. Francuzi zdobyli 145 punktów. Liderem jest Red Bull (181 pkt), który wyprzedza Ferrari (146). To lepszy wynik niż w prawdziwej F1, gdzie ekipa w żółto-czarnych bolidach zajmuje piąte miejsce.

Źródło: Reuters

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej