Space Invaders, czyli jak powstawał e-sport

Space Invaders
Space Invaders Foto: tumblr

Jest rok 1980. Za żelazną kurtyną Władysław Kozakiewicz zdobywa złoty medal igrzysk olimpijskich w Moskwie, przy okazji pokazując sławny gest. Umiera legendarny Steve McQueen. Atari wydaje Space Invaders w Stanach Zjednoczonych... i daje początek e-sportowi, jakiego znamy.

Początek tej szalonej dekady miał okazać się prawdziwie przełomowy dla branży gier wideo. Atari wydało w roku 1977 swój nowy model oznaczony symbolem „2600”. Start nie był łatwy. W 1978 roku sprzedaż szła bardzo powolnie i Atari musiało poprosić o pomoc finansową swoich właścicieli – Warner Bros. Doprowadziło to ostatecznie do tego, że z firmy odszedł jej założyciel, Nolan Bushnell. W 1979 czwórka czołowych programistów także zdecydowała się opuścić szeregi firmy. O ile wyniki sprzedaży dalej dawały Atari 2600 pierwsze miejsce w swoim segmencie, o tyle konkurencja była już naprawdę niedaleko.

Wtedy stało się coś, co możemy śmiało nazwać „gamechangerem”. W styczniu 1980 roku Atari nabyło licencję do dystrybucji Space Invaders – japońskiego hitu firmy Taito. Znana z automatów produkcja wydana w 1978 w samym Kraju Kwitnącej Wiśni zarobiła w debiutanckim roku 600 milionów dolarów, a rekordzista wydał na maszyny 80,000 $! Atari 2600 miało być jej pierwszym konsolowym portem.

Zatrzymajmy się może na moment. Nie wiem, czy słowo „szaleństwo” dobrze odda to, co spowodowała ta gra w Stanach Zjednoczonych. Wiem za to, że na pewno dobrze przedstawią to pieniądze – sprzedaż Atari 2600 podwoiła się, sięgając dwóch milionów sztuk. W samym roku 1980 dzięki konsoli oraz kartridżom ze Space Invaders Atari zarobiło 2 miliardy dolarów. W SI grali wszyscy, pojawiało się w filmach, serialach, reklamach. Do dzisiaj każdy z nas wie, co to za gra, a niech o jej potędze świadczy fakt, że wszystkie wersje Space Invaders na przestrzeni lat przyniosły łączne przychody w wysokości 13 miliardów dolarów, a więc najwięcej w historii gier komputerowych.

Nie powinno zatem nikogo dziwć, że w roku 1980 każdy próbował prześcignąć każdego w rekordach. Domy zmieniały się w prawdziwe pola bitwy. Kiedy Atari ogłosiło wielki turniej w kochaną przez wszystkich grę, doczekało się, jak można było przewidzieć, gigantycznego odzewu. Mistrzostwa te nie były oczywiście pierwszymi zawodami w gry wideo – w erze automatów wiele salonów organizowało przecież większe lub mniejsze turnieje – ale nigdy wcześniej e-sport nie spotkał się z tak licznym gronem uczestników. We wszystkich regionalnych eliminacjach (w sumie odbyło się ich pięć: Nowy Jork, San Jose, Los Angeles, Dallas i Chicago) wzięło udział łącznie 10,000 graczy!

Zasady były proste – zdobyć tak dużo punktów, jak tylko się da w ciągu godziny i 45 minut. Przegrałeś – wypadasz z turnieju. W samym tylko Nowym Jorku do rywalizacji stanęło 4,000 amatorów elektronicznej rozgrywki, a najlepszy okazał się czternastoletni Frank Tetro, który z wynikiem 110,125 punktów awansował do wielkiego finału. Ludzie potrafili przejechać kilkaset mil tylko po to, żeby chwycić joystick do rąk i spróbować swoich sił. Całkiem nieźle jak na event promowany listami, plakatami i ulotkami w salonach z automatami.

Zwycięzcy regionalnych eliminacji zgarnęli po 150 dolarów + opłacono im koszty podróży do Nowego Jorku. Ostatecznie krajowe mistrzostwa Space Invaders padły łupem 16-letniego Billa Heinemana, a nagrodą za pierwsze miejsce był automat z grą „Missile Command” o wartości 2,000$ . Zdobywca drugiego miejsca dostał komputer wart 1,000$, trzeciego zaś – czek na 500 $. To oczywiście nic w porównaniu z tym, jak dużą pulą nagród mógłby poszczycić się taki turniej dziś.

Spojrzenie na mistrzostwa Space Invaders pokazuje nam jednak jak długą drogę przeszedł e-sport, i jak dużą rolę odgrywa w tym wszystkim zwykła frajda z gry. Niedługo potem pałeczkę od SI przejął Pac-Man, boom minął, choć oczywiście znamy tą produkcję do dziś. I kiedy wszyscy mówią o Quake'u czy innych grach schyłku lat 90. w kontekście rodziców współczesnego e-sportu, ja zawsze spoglądam na Space Invaders, Pac-Mana czy choćby Defendera. Rywalizacja była w grach wideo obecna od zawsze. A czym jest e-sport, jak nie miłością do grania i chęcią bycia najlepszym?

Zobacz komentarze