Retro Esport: Jedyna taka drużyna, czyli historia polskiego Team Roccat

Team ROCCAT Foto: Materiały prasowe

„Co tydzień siadaliśmy jak do telenoweli, żeby oglądać tę rywalizację. Fenomen socjologiczny. My dzięki tym transmisjom, żyliśmy życiem zastępczym” – to słowa Włodzimierza Szaranowicza na pożegnanie Adama Małysza. Mam wrażenie, że moglibyśmy je sparafrazować w kontekście polskiego Team Roccat i ich występów w LCS EU.

Historia polskiej drużyny reprezentującej barwy Roccat zaczęła się tak naprawdę w styczniu 2014 roku, kiedy to nasi rodacy z KiedyśMiałemTeam podpisali profesjonalne kontrakty i zostali pierwszym zespołem esportowym w barwach tej marki. W skład drużyny wchodzili Paweł „Celaver” Koprianiuk, Repigiusz „Overpow” Pusch, Marcin „Jankos” Jankowski, Marcin „Xaxus” Mączka, Oskar „VandeR” Bogdan i trener Fryderyk „Veggie” Kozioł. Był to drugi w historii, po Meet Your Makers, zespół w całości składający się z polskich zawodników, który dostał się do najbardziej prestiżowych rozgrywek League of Legends. Polscy kibice lubią oglądać LCS, ale do 2014 roku nie mieli zbyt wielu powodów do zadowolenia. Wcześniej wspomniany MYM rozegrał zaledwie jeden sezon w najlepszych rozgrywkach LOLa na świecie i zajął ostatnie miejsce. Kiedy drużyna Veggie’ego wywalczyła awans do LCS polskim fanom znowu zapaliły się „lampki nadziei”, szczególnie przez pryzmat DreamHack Winter 2013. W Jonkoping Polacy zagrali świetnie i ustapili pola tylko bardziej doświadczonemu SK-Gaming.

Powrót Polaków do LCS wzudził wielkie zainteresowanie polskiej społeczności. Moda na kupowanie avatarów z logiem ROCCAT była nieprawdopodobna. Co ciekawe, była to druga najchętniej kupowana ikonka konta do gry po Fnatic.  To pokazuje, jak wielkie szaleństwo wzbudzała ta zwariowana drużyna.

Dlaczego zwariowana? O tym może później. – Możemy pokonać każdego i żadnej z tych drużyn się nie obawiamy – deklarował Overpow w filmiku prezentującym zespół przed pierwszym meczem w rozgrywkach. I to było widać od samego początku. Inaugurujący weekend rozgrywek zakończyli z bilansem dwóch zwycięstw, w których zdominowali Millenium i Supa Hot Crew. Tydzień później przyszła niestety pierwsza porażka, co pokazało biało-czerwonym ile na tym poziomie kosztują mikro błędy w lategame. Co ciekawe, każda z drużyn występujących w tamtym splicie wygrała z Roccat chociaż jeden pojedynek. Mimo tego, na koniec fazy grupowej nasi rodacy zajęli 4. miejsce z bilansem 15-13 i jako pierwsza polska drużyna awansowali do fazy playoff LCS.

Ćwierćfinałowy pojedynek z Gambit miał być ciężką przeprawą dla naszych rodaków, ze względu na kontrast doświadczenia i porównanie swoich sił z gwiazdami typu AlexIch czy Edward. Niemniej o ile jeszcze na pierwszej mapie Rosjanie podjęli walkę, to na drugiej Polacy kompletnie zdominowali rywali. Roccat zachwycał komentatorów i kibiców. Biało-czerwoni prezentowali styl, jakiego do tej pory w LCS nie było, czyli agresja połączona ze kooperacją. Mimo tego w półfinale nie sprostali SK-Gaming, ale wówczas zakończyli trwającą blisko 2 miesiące serię bez straconej mapy przez Candy Pandę i jego kolegów.  Ostatecznie Polacy uplasowali się na 3. miejscu, zwyciężając jeszcze Alliance i inkasując tym samym 15 tysięcy dolarów.

W kolejnym sezonie nasi rodacy byli już bardziej doświadczeni i obyci z wielką sceną i kamerami towarzyszącymi LCSom, dlatego kibice spodziewali się, że będzie tylko lepiej. Szóste miejsce po fazie grupowej i bilans 12-16 nie napawał optymizmem, ale mimo to udało im się dojść aż do półfinałów! Po fantastycznym, zaciętym boju, gdzie byli o krok od zwycięstwa,  odpadli z  fnatic. Ten mecz naprawdę był jednym z najlepszych w historii występów polskich drużyn na międzynarodowej scenie League of Legends.  W meczu o 3. miejsce widać było, że Polacy są rozbici i nieskoncentrowani. Praktycznie bez walki oddali wszystkie mapy na konto SK Gaming i ostatecznie zajęli miejsce poza podium.

Nic wówczas nie zapowiadało takiej burzy, jaka miała nastąpić.  Ze składem pożegnali się Celaver i Xaxus, którym wypominano liczne błędy indywidualne i brak rozwoju, co rzutowało na dalsze funkcjonowanie zespołu. – Po zajęciu 4. miejsca wsiadamy do taksówki i gadamy. Pytam się czy zostajemy razem i nikt nie odchodzi, na co słyszę „no,no”. Pojechałem więc na miesiąc na wakacje, aby odpocząć. Jak wróciłem Fly mi napisał, żebym przyjechał do Niemiec podpisać nowy kontrakt itp. Nie było w tym nic dziwnego, bo zazwyczaj kontrakty są na rok. Później usłyszałem, że będziemy w trójkę (overpow, vander i jankos), a reszta MOŻE do nas dołączy. Nie byłem przeciwko ich wyrzuceniu, ale nie ja za tym stałem – twierdzi Remigiusz „Overpow” Pusch.

Z drużyną pożegnał się także Veggie, który chyba miał dość wiecznych problemów z komunikacją i chaosu w drużynie. Nie ma wątpliwości, że to on starał się trzymać tę ekipę w ryzach, ale ze względu na wybuchowe charaktery chłopaków, taka mieszanka nie mogła trwać wiecznie. W oficjalnym swoim oświadczeniu powiedział, że to przez studia, ale chyba nikt w to nie uwierzył. Jaki burdel panował w tej drużynie, prawdopodbnie nie da się opisać słowami.  Niemniej jest to fenomenalne, że w ciągu dwóch sezonów chłopaki dwukrotnie doszli do półfinałów LCS EU.

Zmiany nie przyniosły nic dobrego, bo w trzecim splicie Roccat zajęło dopiero 8. miejsce. Zewsząd spadały gromy za słabą dyspozycję, a zespół chyba nie mógł się pogodzić z tym, że Jankos jest kreowany na gwiazdę.  Co ciekawe Jankos jest tego samego zdania co Overpow, że gdyby do tych zmian nie doszło, trzeci split wyglądałby nawet lepiej niż poprzednie dwa. Do tej pory chłopaki nie przepadają za sobą, choć jak wiemy, czas leczy rany. W tym przypadku chyba nigdy ich nie wyleczy. Teraz można tylko gdybać, czy rzeczywiście polskie ROCCAT stać było na więcej, ale morał z tej historii jest prosty – lepsze jest wrogiem dobrego.

Źródło: Esportmania.pl

Tematy

esport

Zobacz komentarze