Zetural: Przez nasz styl ludzie nas nie doceniają

Zetural Foto: devils.one

W spotkaniu ćwierćfinałowym trzeciego sezonu Ultraligi devils.one pewnie rozprawiło się z Avez Esport 3:0 i awansowało do półfinału rozgrywek. Po meczu porozmawialiśmy z Adrianem "Zeturalem" Dziadkowcem, trenerem drużyny, który opowiedział nam o przygotowaniach do sezonu, walce ze strachem w zespole, skąd wziął się pomysł na taki styl gry i czy 16-latek może zdeprymować rywala na lanie.

Bartek Klepaczewski: Przed sezonem rozmawiałem z Sawikiem i trochę z przymrużeniem oka traktowałem stwierdzenie, że jest duża szansa na TOP 4. A tu nie tylko okazuje się, że jest to realne, a nawet możecie ugrać coś więcej.

Adrian "Zetural" Dziadkowiec: Na początku nie było stawianych żadnych twardych celów na ten sezon, ale w trakcie tworzenia składu z Hajimą stwierdziliśmy, że nas zadowala tylko TOP 2. Ale jeżeli skończymy sezon gdzieś niżej, to też nie będzie tragedii, pod warunkiem, że chłopaki faktycznie będą ciężko pracowali. Na razie wygląda to bardzo dobrze, a wciąż nie znamy maksymalnych możliwości naszych zawodników, więc TOP 2 może faktycznie się sprawdzić.

W takim razie byliście bardzo pewni siebie już o początku. Z tego, co pamiętam, w większości rankingów przed sezonem byliście stawiani na piątym miejscu.

Pamiętam, jak wyglądała wiosna w zeszłym roku. Poziom tamtego sezonu był po prostu niski i nie inaczej jest tym razem. Myślę, że latem będzie dużo lepiej, bo część zespołów zmienia graczy i trenerów, a wszyscy się jeszcze docierają. Nie uważam, żebyśmy mieli teraz w Polsce zespół, który zawsze będzie grał dobre, równe League of Legends niezależnie od tego, kto będzie jego rywalem.

W jaki sposób przygotowywaliście się do tego "słabszego" sezonu? Sam skład ogłosiliście bardzo późno.

Tak naprawdę skład gotowy mieliśmy w grudniu. Pod koniec jeszcze trochę się zastanawialiśmy nad kilkoma graczami, ale wszystko z grubsza było gotowe. Na początku stycznia jeszcze nie mogliśmy trenować, ale potem mieliśmy dwutygodniowy bootcamp i w jego trakcie postanowiliśmy ogłosić drużynę.

Same przygotowania do sezonu to już z kolei była praca od zera. W zeszłym roku wyrobiliśmy sobie fajną markę wśród partnerów treningowych, więc mieliśmy dobre scrimy, ale chłopaki mieli dużo braków.

Oni wcześniej w akademii nie mieli dostępu do takich rywali i tam nauczyli się podstaw, ale braki były ogromne. Dlatego styczeń to był dla nas speedrun na nadrobienie wszystkiego, żeby w ogóle móc myśleć o EU Masters. Nie daliśmy sobie taryfy ulgowej, że teraz testujemy i sprawdzamy, co będzie działać, tylko cały czas zapier********* żeby wygrywać.

To się ewidentnie opłaciło, bo szybko znaleźliście swój styl. W zasadzie już w drugim tygodniu Ultraligi to był late game i walki drużynowe.

Moim zdaniem mieliśmy szczęście w tym sezonie zasadniczym, bo mieliśmy sporo problemów. Nam samym nie podobała się nasza gra, nie podobały nam się treningi i dopiero ta ostatnia kolejka, to było coś, z czego jesteśmy zadowoleni, bo zagraliśmy wtedy dwie fajne mapy.

Poza tym w sezonie zasadniczym czasem udało się wygrać draft, czasem ktoś zrobił przewagę indywidualnym zagraniem, ale głównie stawialiśmy właśnie na walki drużynowe i scaling, bo chłopaki bardzo dobrze to czują. Były też eksperymenty, ale nie czuliśmy się w tym komfortowo.

Adrian "Zetural" Dziadkowiec Foto: devils.one

Czy ten styl to w takim razie zalecenia trenera, czy preferencje zawodników?

Wydaje mi się, że ten styl to trochę moja wina. Na przykład Sinmivak moim zdaniem jest świetnym split pusherem i moglibyśmy grać tylko pod niego, cały czas wybierając jakąś Camile albo Fiorę. Ale popatrzyliśmy trochę, jak wygląda teraz meta i zdecydowaliśmy się tego nie robić.

Walki drużynowe są też czymś bardzo naturalnym, dla graczy, którzy z trochę niższego poziomu wchodzą do gier competitive. To one sprawiają im najwięcej frajdy. Nie solo kille, ale właśnie to, że się zgrupują i pięciu na pięciu odpalą wszystkie kombosy. Dlatego na początku, kiedy w zasadzie wychodziły nam tylko te walki drużynowe, to oni się mega cieszyli, a ja jeszcze ich nakręcałem i jakoś to zostało.

Jak Ci się pracuje w tym roku, będąc najważniejszą osobą w sekcji League of Legends w devils.one?

Dalej mamy Head of Esports, ale to raczej od spraw organizacyjnych, a faktycznie za część sportową odpowiadam ja i Hajima. Co mogę powiedzieć? Pracuje mi się świetnie! Mam pięciu graczy, którzy nigdy mi nie odmawiają praktycznie niczego i to jest piękne. Jak chcę grać Teemo na supporcie, to Pyrka wyciąga Teemo na supporcie. Dużym plusem jest też to, że chłopaki nie do końca znali swoje mocne strony i byli gotowi na eksperymenty.

Oczywiście to miało też swoje minusy, bo intowaliśmy scrimy i zaczęliśmy tracić tych silnych partnerów. Ale teraz skończyliśmy sezon w TOP 3 i znowu mamy fajnych przeciwników.

W tym sezonie nie mogliście cały czas korzystać z EPC, prawda?

Tym razem nie. Sinmivak i Pyrka piszą w tym roku maturę, a Czajek zaczął technikum, więc pracujemy zdalnie. To nas też trochę ograniczało, bo inne zespoły chciały trenować trochę wcześniej, a my musieliśmy skończyć szkołę. Ale dalej trenowaliśmy po pięć gier, sześć dni w tygodniu, także tempo dla chłopaków, którzy mieli szkołę, było ogromne. Często było tak, że Mivak miał od rana do 15 szkołę, potem szybko do domu na obiad i do 20 albo 21 scrimy i na kolejny dzień na siódmą do szkoły, a jeszcze solo Q i nauka na dwa sprawdziany.

A jak Ty wolisz pracować? Cały sezon w jednym miejscu, czy bootcampy?

Zdecydowanie wolę regularnie bootcampować. Gdybym miał wolną rękę w tym aspekcie, to organizowałbym dwa albo trzy bootcampy na sezon. Dwa dwutygodniowe i jeden tygodniowy w środku sezonu, jeśli jest potrzeba. Ale dla dobra graczy to bardzo ważne, żeby mieli czas wolny i swobodny dostęp do rodziny i przyjaciół. Oczywiście na poziomie LEC wygląda to inaczej, ale dla nas byłoby to optymalne rozwiązanie.

Podoba mi się też to, że chłopaki się uczą. Wielokrotnie mi o tym mówili, że lepiej im się gra po szkole, bo wtedy mają "rozruszane" głowy i lepiej im się myśli. Zupełnie się tego nie spodziewałem, ale okazało się, że szkoła to atut.

Sinmivak i Zetural Foto: Ultraliga

Przez cały sezon mieliście bardzo równe wyniki. Skąd taka stabilność formy w młodym zespole?

Wyniki nie do końca odzwierciedlają rzeczywistość. Przez długi czas, zwłaszcza w środku sezonu, byliśmy bardzo z siebie niezadowoleni. Poza tym ostatnim tygodniem podobały nam się tylko dwie nasze gry. Ta bardzo długa mapa z Avez i wygrane spotkanie z Piratami. A poza tym to ogromna pielucha z naszej strony i strach, którego przełamanie wymagało od nas bardzo wiele pracy i czasu.

A wyniki były, jakie były. Graliśmy pod outscale, a przeciwnicy się potykali. Trochę przez ten styl ludzie nas teraz nie doceniają. Przy okazji predykcji graczy K1ck i AGO słyszałem takie głosy, że przegramy na Avez. Wydaje mi się, że niektórzy zawodnicy w tych drużynach mają podejście, że przegrali na nas przez przypadek i więcej to się nie stanie, a to, że wygrywamy, to zbieranina różnych losowych czynników.

Ale już w meczu na Avez obejrzeliśmy zupełnie nowe devils.one. Graliście agresywnie od pierwszych minut. Jak udało wam się w tydzień wypracować aż taką zmianę?

My podczas treningów gramy tak już od jakiegoś czasu, ale w oficjalnych meczach mieliśmy problem z pewnością siebie i decyzyjnością. Jednak w zeszłym tygodniu przyszło to przełamanie i zwycięstwa z AGO Rogue i Illuminar, gdzie już tego strachu było dużo mniej. Ale to był cały długi proces.

Jeszcze w poprzedniej kolejce na Avez, graliśmy taką długą mapę i tam w pewnym momencie Sinmivak złapał się za głowę i powiedział "Chłopaki, ale my gramy fatalnie. Ruszmy się wreszcie! Podejdźmy tu!". Na to wszyscy oczywiście przytaknęli, po czym zrobili dwa kroki do przodu i trzy w tył. Ale wreszcie podeszliśmy i wygraliśmy. I tak z meczu na mecz jest coraz lepiej. Ta seria w ćwierćfinale to było nasze 80% pewności siebie. Ale to dobrze, bo cały czas respekt do przeciwnika musi być.

Jest to dla Ciebie istotne, z kim zagracie w półfinale?* Chyba niezależnie od rywala będziecie faworytami.

Nie ma to dla nas większego znaczenia, ale na pewno nie będziemy się czuć faworytem. Jesteśmy underdogami. Przez cały split wszyscy uważali nas za słabeuszy i underdogów, a my się z tym dobrze czujemy. Pasuje nam to, że do wczoraj 90% społeczności powiedziałoby, że Bruness jest TOP 6 czy TOP 7 junglerem w lidze. My się nawet nie chcemy być faworytami, bo po co nam ta presja? To w zeszłym roku momentami był nasz problem i niektórzy gracze nie do końca radzili sobie z oczekiwaniami.

Skoro mowa o presji, to pomaga wam to, że tym razem play-offy są online?

Raczej niekoniecznie, ale ciężko jednoznacznie stwierdzić. Może nie wszyscy mają duże doświadczenie lanowe, ale Bullet czy Pyrka już parę razy offline grali. Tylko ja tego doświadczenia nie widziałem. Ale półtora miesiąca temu zacząłem myśleć o play-offach i wyciągnąłem stare notatki z czasów Akademii, żeby przypomnieć sobie, jak Pyrka radził sobie na lanie. Przypomniałem sobie też, jak zachowywali się Czajek i Sinmivak i na tej podstawie myślę, że lan to jest dla nas coś dobrego i tam chłopaki się odpalą.

Też czasem jak sobie głośniej krzykniesz, to możesz zdeprymować przeciwnika, który pomyśli "Kurde, 16-latek na mnie krzyczy". A to potrafi wejść do głowy.

W sezonie zasadniczym pokonaliście K1ck i AGO. Czyli teraz celem jest mistrzostwo Ultraligi i wyjazd na EU Masters?

To jak najbardziej jest w naszym zasięgu. Wiadomo, że nie jestem obiektywny, ale TOP 2 jak najbardziej jest dla nas możliwe i będziemy o to walczyć.

*Rozmowa przeprowadzona była przed rozstrzygnięciem spotkania Piratesports z IllminarGaming.

Zobacz komentarze