Worlds 2019: Bye, bye Miss American Pie

Sneaky, Xmithi, Cody Sun Foto: Riot Games

"A long long time ago

I can still remember how

That music used to make me smile

And I knew if I had my chance

That I could make those people dance

And maybe they'd be happy for a while"

Tekst "American Pie" napisany przez Dona McLeana pełen jest alegorii i trudno go zinterpretować. Sam refren nawiązuje do katastrofy lotniczej z 1959 roku, którą określa się "dniem, w którym umarła muzyka" (z ang. The Day The Music Died), w której zginęło trzech muzyków ( Buddy Holly, Ritchie Valens i The Big Bopper).

Zachowując wszelkie proporcje możemy tekst piosenki porównać także do tegorocznych mistrzostw świata. Drużyny z LCS po raz kolejny odstawały od swoich rywali tym razem jednak nawet Cloud 9 nie zdołało uratować honoru swojego regionu. Ale może to i lepiej. Zacznijmy jednak po kolei.

Clutch Gaming na turnieju tak naprawdę nie powinno nawet być. Drużyna złożona została w zasadzie na ostatnią chwilę z graczy z odzysku, a sama organizacja właśnie przestaje istnieć i już sprzedała swoje miejsce w lidze. Obecność Clutch na mistrzostwach świata jest w zasadzie potwierdzeniem słabości regionu. Zespół ma tylko jeden utarty schemat gry, który po przeczytaniu jest prosty do zatrzymania.

Clutch swoim występem przeszło do historii. Są oni pierwszym zespołem z czterech głównych regionów, który nie wygrał na turnieju mapy. Do tej pory były to Dark Passage (2014), Bangkok Titans (2015), 1907 Fenerbahce (2017), MAD Team i G-Rex (2018). Teraz do tego zaszczytnego grona dołączyło też Clutch Gaming.

Nie jest żadnym usprawiedliwieniem ciężka grupa, do której trafiła drużyna. W 2016 roku do podobnej grupy trafiło Splyce, które w tamtym roku debiutowało na scenie League of Legends. Wtedy europejska formacja skończyła turniej z wynikiem 1:5 przegrywając dwukrotnie z TSM, Samsung Galaxy i remisując 1:1 z RNG. Można to praktycznie w całości przenieść na tegoroczną grupę C. Znów wśród czterech zespołów znalazło się RNG, reprezentujące Koreę SKT i europejskie Fnatic. Można wygrać chociaż mapę? Można.

Mistrzowie LCS znów zawiedli. Który to już raz z rzędu? Szósty. Od 2015 roku mistrz regionu nie wyszedł z grupy. Nie miała znaczenia grupa. Nie miała znaczenia meta. Nie miała znaczenia drużyna i jej skład. Mistrzowie LCS regularnie zawodzą.

Symbolem porażki stał się Doublelift, który od trzech lat wygrywa amerykańskie rozgrywki, ale do tegorocznego MSI nie udało mu się wyjść z fazy grupowej. Trudno jednak mieć do niego pretensję. Przecież w drużynie nie gra sam, a jego koledzy z zespołu należą do najlepszych w swoim regionie. Nie ma to jednak znaczenia czy na midzie gra Bjergsen czy Jensen, na dolnej linii towarzyszy mu CoreJJ, Olleh czy Biofrost ani czy w jungli gra Svenskeren czy Xmithie. Po prost żeby wyjść z grupy musisz wygrać cztery spotkania. A ta sztuka mistrzom LCS nie udała się od 2014 roku.

Wreszcie w tym roku Cloud 9 przestało zakłamywać obraz rzeczywistości. Przez lata C9 jechało na mistrzostwa świata jako trzecia drużyna z Ameryki Północnej i od 2015 roku regularnie wychodziło z grupy. Była to swego rodzaju anomalia. Nie ważne było w jakiej formie C9 przyjeżdżało na turniej, czy waśnie przegrało finał letniego splitu, czy zbłaźniło się w letnich play-offach i nadrabiało słaby finish dobrą formą w gauntlecie. Wreszcie jednak błąd matrixa został naprawiony. C9 wyglądało fatalnie i dwa zwycięstwa zawdzięcza tylko temu, ze w ich grupie było też HKA.

To już koniec przygody amerykańskich zespołów na tegorocznych mistrzostwach świata. Teraz czeka nas coroczna debata na twitterze i reddicie o tym jak "naprawić" LCS. I jak co roku nic z tego nie wyniknie. Jeśli obserwujecie rozgrywki od kilku lat doskonale znacie wszystkie punkty dyskusji.

Za mało graczy na serwerach, zły format rozgrywek, nie ma utalentowanych młodych graczy i tak dalej i tak dalej.

Pytanie tylko po co to wszystko? Za rok znowu zobaczymy te same nazwiska, trzech debiutantów, którzy dostaną szansę szybko się wypali, a o sile drużyn dalej będą decydować zawodnicy, którzy powinni byli przejść na emeryturę dwa lata temu i byłe koreańskie gwiazdy przyjeżdżające do Stanów po zieloną kartę i ostatni duży kontrakt.

I to by było na tyle jak chodzi o przygody z LCS w tym roku. W kolejnym sezonie znów zaczną się dyskusję czy lepsze są Stany czy Europa. Znów któraś drużyna pewnie wyjdzie z grupy na międzynarodowym turnieju i znów będziemy musieli słuchać o tym jak to region się rozwija i może rywalizować z najlepszymi. Lekcje nie zostaną wyciągnięte, a nauka nie zostanie wyciągnięta.

Głównym problemem jest to, że debata zakłada, że LCS trzeba "naprawić". To założenie jest błędne. On nigdy nie działał. Więc spotkamy się ponownie za rok o tej samej porze. Pisząc ten sam tekst. Skupiając się na tych samych "problemach". I znowu. I znowu. I znowu...

"They were singing

Bye, bye Miss American Pie

Drove my Chevy to the levee but the levee was dry

Them good ole boys were drinking whiskey and rye

Singin' this'll be the day that I die"

Zobacz komentarze