W górę czy w dół? Którą drogą pójdzie G2 Esports?

Mikyx, Caps i Perkz Foto: G2 Esports / Twitter

Zegar w grze pokazuje 20 minutę. G2 Esports zniszczyło inhibitor i zgarnia kolejne zabójstwa w bazie rywali. 30 sekund później jest już po wszystkim. Wczoraj byliśmy świadkami najszybszego zwycięstwa w historii europejskich rozgrywek. G2 zdeklasowało kolejnego przeciwnika i bez choćby jednej porażki zajmuje pierwsze miejsce w lidze. Eksperci i fani zastanawiają się, jak można urwać tej drużynie mapę. Czy ta sytuacja brzmi znajomo? Powinna.

Niemal równe siedem miesięcy temu drużyna Misfits była w identycznej sytuacji jak obecnie G2 Esports. "Króliki" po czterech kolejkach były niepokonane, miały za sobą starcia ze wszystkimi najmocniejszymi zespołami i patrzyły na resztę ligi z góry. W następnym tygodniu zespół pokonał kolejnego oponenta i zaliczył idealną połowę splitu. Jednak to, co wydarzyło się później jest jednym z największych upadków w EU LCS. Misfits zaliczyli jeden z najgorszych wyników w historii, notując w następnych 9 spotkaniach tylko dwa zwycięstwa i 7 porażek. Po niepokonanej drużynie nie pozostał nawet ślad.

Drużyny rozgryzły styl gry Misfits i odpowiednio się do niego dostosowały. Okazało się, że "króliki" nie były już tak groźne, gdy zmusiło się je do gry przez inną linię niż dolną. Na pewno nagła obecność magów na dolnej linii również nie była im na rękę. Ostatecznie Misfits zakończyli split z wynikiem 11:7, a sen o niezwyciężonym sezonie pozostał w sferze marzeń.

Jednak podążanie przez G2 ścieżka wytyczoną przez Misfits wydaje się mocno nieprawdopodobne. Marcin "Jankos" Jankowski i jego koledzy z drużyny mają na to po prostu za duży potencjał. Przed sezonem niemal wszyscy byli zgodni, że jedynym znakiem zapytania był Luka "Prekz" Perković, który po trzech latach gry na środkowej alei przeniósł się na dolną linię. Perkz ze zmiany nic sobie jednak nie zrobił i jest jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji. Co na przykład udowodnił wczoraj, niszcząc Martina "Rekklesa" Larssona uznawanego przez lata za najlepszego strzelca w Europie.

Jednak Misfits nie są jedyną niepokonaną na półmetku drużyną w historii europejskich rozgrywek. Latem 2015 roku, fnatic prowadzone przez Heo "Huniego" Seung-hoona, nie zaznało porażki przez cały split, kończąc zasadniczą fazę sezonu wynikiem 18:0. Niewątpliwie, jeśli G2 w nastopnej kolejce znów wygra oba spotkania, rozpoczną się nawiązania do niepokonanej ekipy fnatic.

Postawmy jednak sprawę jasno już teraz. Jeśli G2 zakończy sezon z kompletem zwycięstw i to w takim stylu jak robi to dotychczas, będzie to większe osiągnięcie niż to fnatic z 2015 roku. Głównie za sprawą siły innych zespołów w lidze. Trzy lata temu poza fnatic mieliśmy w europie jeszcze dwie mocne formacje: Origen i H2k. Reszta zespołów nie była nawet blisko. A i między najlepszą trójką widać było różnice w poziomie. W LEC, poza Rogue, wszyscy są na podobnym poziomie. Każda drużyna ma klasowych zawodników, którzy są w stanie poprowadzić swój zespół do zwycięstwa.

Dlatego też, jeśli miałbym zgadywać już w tej chwili, postawiłbym obecne G2 bliżej fnatic z 2015, niż Misfits z 2018. Po cichu licząc, że nie skończy się to tak jak historia SK-Gaming z wiosny 2015 roku. Głównie dlatego, że nikt już o niej nie pamięta.

Zobacz komentarze