Schalke nie przestaje zaskakiwać! Rogue na kolanach po raz pierwszy w sezonie

Gilius Foto: Schalke 04

Cóż to był za dzień! Emocje w LEC dopisały z nawiązką, a faworyci zostali brutalnie zweryfikowani przez "czarne konie". W tabeli robi się coraz ciaśniej, a wyścig po playoffy może się okazać ciekawszy niż kiedykolwiek wcześniej. Przeżyjmy jeszcze raz te szalone piątkowe spotkania.

Na pierwszy ogień poszło starcie dwóch Polaków: Vandera i Czekolada. Gra z początku wyglądała na zdominowaną przez Misfits i z każdą minutą utrzymywali oni przewagę w złocie. Wydawało się, że nic nie może pójść źle i jak to w takich momentach bywa, coś poszło źle. Excel zgarnęło smoka, cztery zabójstwa i Barona, a gra obróciła się o 180 stopni.

Nikt chyba nawet nie zdążył pomyśleć, że coś może pójść nie tak, bo prawie natychmiastowo po wzięciu Barona, coś poszło oczywiście nie tak. Misfits wygrało walkę, a sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Jak to w długich grach bywa, wszystko sprowadziło się do jednej walki drużynowej, w której tryumfowało Excel. Patrik zgarnął na koniec triple killa, a jego drużyna pomaszerowała prosto na nexus przeciwnika.

Po krótkiej przerwie byliśmy świadkami kolejnej niespodzianki. Wydawało się, że MAD Lions wróciło do formy, lecz szybko okazało się, że nadal nie idzie im najlepiej. SK Gaming już od pierwszych minut zapewniło sobie przewagę w złocie i było zdecydowanie lepszą drużyną. Ich zwycięstwo było szybkie, pewne i w bardzo dominującym stylu.

Kolejny mecz, jako jeden z nielicznych, przebiegł według oczekiwań. G2 nie dało sobie wydrzeć kolejnego zwycięstwa i bardzo dobitnie pokazało Vitality ich miejsce w szeregu. W 25 minucie mieliśmy 10 tysięcy złota przewagi dla mistrzów Europy, a skończenie przez nich gry było jedynie formalnością.

To co się stało później naprawdę niełatwo opisać słowami. Schalke po wygraniu z G2 podejmowało ostatnią niepokonaną drużynę splitu, czyli oczywiście Rogue. Gra była bardzo wyrównana przez pierwsze minuty, a Rogue stworzyło sobie niewielką przewagę w złocie. Potem jednak przyszedł czas na kontratak Schalke, które po wygraniu walki skierowali się prosto w kierunku Barona Nashora.

Mimo tego, różnica w złocie nadal pozostawała niewielka, a całe spotkanie było rozgrywane na ostrzu noża. Gdy już się wydawało, że Rogue ponownie przejmie kontrolę w grze, lecz nic bardziej mylnego. Wzięli Barona, lecz przypłacili go niestety nexusem. Schalke wygrało na dwie najlepsze drużyny w lidze, a Rogue po raz pierwszy w tym roku musiało poznać gorzki smak porażki.

Na koniec dnia otrzymaliśmy prawdziwą fiestę. Fnatic zagrało w stylu, za który byli mocno krytykowani w pierwszym tygodniu. Oglądaliśmy tak zwane wesołe League of Legends, w którym zespoły albo walczyły, albo właśnie wychodziły z bazy po ostatniej walce. W niezliczonych pojedynkach raz po raz górą wychodziło Fnatic i w 25 minucie wydawało się, że to koniec gry. Astralis jednak wybroniło się pod nexusem, tylko po to, by 3 minuty później przegrać kolejną walkę i oglądać jak ich nexus eksploduje. 44 zabójstwa w 28 minut? Czyste szaleństwo.

Zobacz komentarze