Szalony dzień w LEC. Walka o playoffy nadal nierozstrzygnięta

LEC Foto: Michal Konkol / Riot Games

Wszyscy liczyliśmy na emocje do samego końca, lecz takiego obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał. Do końca sezonu zasadniczego LEC pozostał jeden dzień, a playoffy zapewniły sobie dopiero trzy drużyny. Pięciu kandydatów na trzy pozostałe miejsca będzie musiało dać z siebie wszystko w ostatnim dniu, bo sobotnie występy niektórych pozostawiały wiele do życzenia.

Dzień rozpoczął się starciem SK Gaming przeciwko Astralis, które było bardzo ważne w kontekście awansu tych pierwszych do playoffów. Okazało się jednak, że mecz na Astralis wcale nie był "spacerkiem", a Zanzarah i spółka nie dość, że postawili opór, to jeszcze potrafili zaskoczyć przeciwników. Jeskla wziął odpowiedzialność na siebie i pokazał nam świetną grę Kai'są, w której zrobił quadra killa i statystyki 11/2/4. SK przegrało tym samym swój czwarty mecz z rzędu, a w niedzielę zmierzą się z G2.

Potem przyszedł czas na Schalke, które w przeciwieństwie do SK wygrało swój trzeci mecz z kolei. Vitality okazało się dla nich niewystarczającym przeciwnikiem, a gra była kontrolowana i przez większość czasu zdominowana przez niemiecką organizację. Świetnie zaprezentował się botlane Schalke - Neon i Limit, którzy znacznie przyczynili się do końcowego sukcesu swojego zespołu.

Trzecim spotkaniem wieczoru było, wydawałoby się, bardzo jednostronne starcie. Drugie w tabeli Rogue podejmowało walczące o playoffy Excel. Mimo piątkowego zwycięstwa ekipy Czekolada na G2, nikt raczej nie myślał, że zaskoczą również Rogue. To się jednak stało, a Inspired i Trymbi po bardzo słabej grze musieli uznać wyższość przeciwników. Co ciekawe Czekolad zagrał swoim słynnym Sylasem, którego pamiętamy między innymi z EU Masters summer 2020.

Jeśli ktoś myślał, że wieczór będzie już pełen nudnych meczów, to się srogo pomylił. W kolejce już czekało Misfits, które po świetnej fazie rozrywki zdobyło sobie sporą przewagę przeciwko Fnatic. Selfmade i spółka wydawali się pogubieni, a ich niektóre zagrania były kolokwialnie mówiąc "losowe". Gra okazała się jednym wielkim zamieszaniem, w którym ostatecznie lepiej odnalazła się ekipa Vandera, która podtrzymała przy życiu marzenia o playoffach.

Na koniec przyszedł czas na wisienkę na torcie. G2 podejmowało MAD Lions, co samo w sobie było zwiastunem elektryzującego pojedynku. Dobrze pamiętamy między innymi mecz tych drużyn w wiosennych playoffach LEC 2020, kiedy to G2 niespodziewanie przegrało wynikiem 2-3. Ten mecz teoretycznie nic nie zmieniał, bo obie drużyny miały już zapewniony udział w playoffach, ale nikt nie chciał odpuścić.

G2 vs MAD w8 d2 Foto: LEC

Już w drafcie zaczęło się robić gorąco, bo mieliśmy kilka ciekawych wyborów. Do 15 minuty MAD Lions wypracowało sobie ponad 2 tysiące przewagi, jednak G2 nie chciało oddać inicjatywy i ciągle szukało proaktywnych zagrań. Obie ekipy miały swoje momenty - G2 wzięło Barona, MAD natomiast duszę smoka piekielnego i w ten sposób w 30 minucie meczu mecz wydawał się być nadal nierozstrzygnięty. Ostatecznie jednak MAD Lions okazało się lepiej egzekwować walki, a Kaiser na Rakanie poprowadził ich do zwycięstwa.

Zobacz komentarze