Schalke pokonuje G2, a Rogue nadal bez porażki!

Gilius Foto: Schalke 04

Niestety wszystkim Polakom nie udało się wygrać, a kilku naszych rodaków nieoczekiwanie musiał uznać wyższość swoich rywali. Mamy za sobą naprawdę zwariowany dzień, który zostanie zapamiętany jako czas pierwszego upadku G2 Esports. Podsumujmy zatem co działo się na zakończenie drugiej kolejki LEC.

Na sam początek mogliśmy oglądać w akcji Czekolada, który wraz z drużyną zaliczył drugie w tym sezonie zwycięstwo. Excel wygrało na Astralis po bardzo długiej, lecz dosyć jednostronnej grze. Od samego początku przeważali i powiększali wypracowaną we wczesnym etapie gry przewagę. Astralis wydawało się bezradne i tym samym kończą drugą kolejkę z wynikiem 1-4.

Potem przyszedł czas na pierwszą z dzisiejszych niespodzianek. Misfits zdaje się przed każdym meczem rzucać monetą i albo grają bardzo dobrze, albo wręcz tragicznie. Na zakończenie drugiej kolejki niestety wypadła ta gorsza strona i "Króliczki" wyglądały jak cienie samych siebie. Pochwała należy się natomiast SK Gaming, które bardzo dobrze zagrało całe spotkanie i każdy z graczy zaprezentował się z dobrej strony.

Następnie przyszedł czas na Rogue, które wydawało się pewnie zmierzać po kolejne zwycięstwo do kolekcji. Okazało się, że Vitality postawiło nawet duży opór, lecz koniec końców to nie wystarczyło. Kolejne MVP dla Hans Samy, kolejne zwycięstwo dla Rogue oraz kolejny powód do radości dla polskich fanów. Inspired i Trymbi na razie nie zawodzą kibiców i pokazują, że trzeba się z nimi liczyć w walce o tytuł.

Potem stało się to... . Schalke sprawiło wielką niespodziankę i w świetnym stylu wygrało z G2. W tym momencie trzeba zaznaczyć, że nie była to wygrana przypadkowa, czy też wymęczone. Schalke od samego początku kontrolowało spotkanie i książkowo rozgrywało kolejne minuty gry. W efekcie Gillius zapewnił Udyrowi pierwsze zwycięstwo w LEC, a jego drużyna pokazała, że G2 wcale nie jest niepokonane.

Na zwieńczenie dnia otrzymaliśmy mecz tygodnia, czyli MAD Lions vs Fnatic. Spotkanie nie dość, że na najwyższym poziomie, to jeszcze bardzo przyjemne dla oka. Od samego początku mieliśmy dużo akcji, zabójstw i ciekawych zagrań. Pierwszą bardzo ważną informacją, którą mogliśmy wyciągnąć z meczu to fakt, że Humanoid wreszcie się obudził. Czech wybrał Azira i już w 15 minucie miał statystyki 6/1/1.

Czas płynął, a gra wcale nie zwalniała tempa. Żadna drużyna nie chciała oddać swojej przewagi, a różnica w złocie w 33 minucie wynosiła zaledwie kilkaset sztuk złota. Do samego końca nie wiedzieliśmy kto wygra i trzeba było czekać na tę jedną decydującą walkę. Przyszła ona w 35 minucie, gdy MAD Lions wzięło Barona, a następnie wygrało kluczową walkę drużynową.

Zobacz komentarze