Niemożliwe nie istnieje! Team Liquid pokonuje Invictus Gaming

Impact Foto: Riot Games

W typowej dla westernów porze rozpoczął się pierwszy półfinał MSI 2019. Faworyci do tytułu i aktualni mistrzowie świata, Invictus Gaming podejmowali najlepszą drużynę w Stanach Zjednoczonych, Team Liquid. Starcie to przypominało biblijny pojedynek Dawida z Goliatem, którego stawką był awans do niedzielnego finału.

Pierwsza mapa to był prawdziwy rollercoaster emocji. Najpierw Invictus Gaming zgarnęło dwa zabójstwa i wydawało się, że scenariusz "szybkie 3:0" trzeba będzie zmienić na "bardzo szybkie 3:0". Team Liquid miało jednak inne plany. Zdecydowane zagranie na górnej alei poskutkowało kilkoma eliminacjami w wykonaniu ich midlanera, Nicolaja "Jensesna" Jensena. Amerykanie nawiązywali wyrównaną walkę z mistrzami świata. Zawodnicy IG zachowali zimną krew i kolejne minuty przebiegały już pod ich dyktando łącznie z pierwszym Baronem, który powędrował na ich konto. Jednak w momencie, w którym wydawało się, że jest już po meczu Team Liquid obroniło swój inhibitor na górnej linii, a następne walki drużynowe należały do nich. Yiliang "Doublelift" Peng grający Sivir miał już wszystkie niezbędne przedmioty i stanowił o sile swojego zespołu na tym etapie gry. Mistrzowie LCS zdobyli drugiego Barona i Elder Drake'a i za pomocą tych dwóch wzmocnień, ku zaskoczeniu fanów i ekspertów z całego świata, wygrali pierwszą mapę.

Druga gra miała przebieg niemal identyczny jak pierwsza. IG rozpoczęło od mocnego uderzenia na górnej linii gdzie Kang "TheShy" Seung-lok odwrócił gank Team Liquid i z pomocą swojego junglera zgarnął dwa zabójstwa. Amerykanie nie poddawali się i kilka minut później w zamieszaniu na dolnej linii to oni wyszli zwycięsko. W środkowych etapach gry znów kontrolę przejęło IG, które zgarnęło pierwszego Barona. Jednak po raz drugi z rzędu Team Liquid nie pozwoliło rywalom wykorzystać wzmocnienia Nashora do maksimum możliwości i obronili oni swoja bazę, przy okazji zdobywając wewnętrzną wierzę na górnej alei. Po przeczekaniu burzy to Doublelift i spółka ruszyli do ofensywy. Zawodnicy Team Liquid wygrywali wszystkie walki drużynowe i z Baronem po swojej stronie zniszczyli drugi nexus w tej serii. Jedna z największych niespodzianek w historii League of Legends wisiała w powietrzu.

Mistrzowie świata wiedzieli, że muszą coś zmienić albo poniosą kompromitującą porażkę. W drafcie IG postawiło na postaci najlepiej sprawdzające się w walkach drużynowych, a nie w mniejszych potyczkach. Ta zmiana okazała się słuszna. Przez całe spotkanie to właśnie chińska formacja kontrolowała przebieg wydarzeń na Summoner's Rift. Gwiazdą swojej drużyny zdecydowanie był jej midlaner Song "Rookie" Eui-jin, który swoją Le Blanc zdobył na tej mapie aż 9 zabójstw. Team Liquid nie poddało się bez walki, jednak tym razem nie udało im się odwrócić losów spotkania w walkach drużynowych. IG zmniejszyło stratę do rywali i w serii przegrywało już tylko 2:1.

Kolejna mapa rozpoczęła się jednak pod dyktando Team Liquid. Amerykanie zdecydowali się na Skarnera w dżungli i Lux na środkowej alei. Korzystając z tej kombinacji Jensen i Jake "Xmithie" Puchero postanowili zdominować midlanera rywali. To wychodziło im bardzo dobrze, dzięki czemu kontrolowali rozgrywkę. Mimo wielu prób Team Liquid nie dało się zaskoczyć i metodycznie niszczyło Invictus Gaming spychając mistrzów świata do głębokiej defensywy. Jednak Skarner sprawiał, że obrona była niezwykle trudna, a Lux pozwalała na szybką eliminację pojedynczych celów. Moment, w którym Liquid zdobyło Barona, wszystko było jasne.

Drużna reprezentująca Amerykę Północną po raz drugi w swojej historii awansowała do finału MSI. Tymczasem IG wraca do domu z pustymi rękami i rozczarowującym rezultatem.

Rywalem Team Liquid w finale będzie ktoś z dwójki G2 Esports i SKT T1. Drugi półfinał rozegrany zostanie w sobotę 18 maja, o godzinie 9:00.

Zobacz komentarze