Małymi krokami Riot Games ponownie otwiera się na świat

Siedziba Riot Games
Siedziba Riot Games Foto: Riot Games

Przez lata Riot Games, a co za tym idzie League of Legends, coraz bardziej oddzielało się od reszty esportowego świata. Wraz z powstaniem EU i NA LCS spadło znaczenie lanów. Czołowe drużyny przestały na nie przyjeżdżać. Z czasem nawet ESL odpuściło organizowanie turniejów, po tym, jak w 2017 roku większość drużyn zrezygnowała z udziału w IEM Katowice. Teraz jednak przynajmniej w Europie, widzimy zmiany. Małe, ale jednak zmiany.

Głównie mam tutaj na myśli, w jaki sposób Riot traktuje talent, który co tydzień widzimy i słyszymy na anglojęzycznej transmisji. Pamiętam jeszcze jak w 2016 roku Christopher "MonteCristo" Mykles i Erik "DoA" Lonnquist nie pojawili się na mistrzostwach świata. Powód był prosty. Nie byli oni pracownikami Riot Games, a freelancerami pracującymi na zlecenie. Moment, w którym duet od lat komentujący koreańskie rozgrywki, nie zgodził się na wynagrodzenie, które według ich informacji było poniżej średniej w branży, był w zasadzie końcem kariery obu komentatorów w League of Legends.

Niedługo potem na jaw wyszło, że pracownicy Riot Games nie mogą pojawiać się w podcastach z udziałem Duncana "Thooorina" Shieldsa. Trend ten przełamał dopiero Aidan "Zirene" Moon, który jako pierwszy caster Riot Games pojawił się w przedostatnim odcinku w historii "Summoning Insight" (nie wliczam wielosegmentowych odcinków przed mistrzostwami świata).

Spójrzmy jednak, jak sytuacja zmieniła się w ostatnich latach. Od tamtej pory, któryś z etatowych pracowników Riot Games pojawia się w podcastach, które nie zawsze wychwalają działania firmy. Najlepszym tego przykładem jest odcinek "Listen Loco" z Trevorem "Quickshotem" Henrym, w którym sam komentator narzekał na to, jak jeszcze do niedawna, wszystkie decyzje za Europę podejmowało biuro w Los Angeles.

Co więcej, Martin "Deficio" Lynge, w 2018 roku przestał być etatowym pracownikiem Riot Games, pozostając jednak regularnym komentatorem EU LCS. Jest to pierwszy taki przypadek, by ktoś po rozstaniu z developerem mógł dalej pracować przy transmisji. W tym roku w jego ślady poszła Eefje "Sjokz" Depoortere, która od 2019 roku pracuje w LEC jako freelancer, a już niedługo poprowadzi "analyst desk" podczas turnieju CS:GO BLAST Pro Series: Sao Paulo. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia.

Niesamowite jest również to, że ósmą kolejkę LEC poprowadziły osoby kompletnie niezwiązane z League of Legends. Mowa oczywiście o Alexie "Machine" Richardsonie oraz Frankie Ward. Machine i Ward kilka dni wcześniej pracowali przy majorze CS:GO na IEM Katowice. Ponownie jest to pierwszy taki przypadek, kiedy osoby spoza sceny League of Legends, a co ważniejsze niepracujące dla Riot Games, miały możliwość pojawić się w trakcie transmisji jednej z najbardziej prestiżowych lig.

Dla mnie jeszcze jednym i nie wiem, czy nie ważniejszym dowodem na chęć ponownego dołączenia do szeroko pojętego esportowego świata jest turniej EU Masters i współpraca z ESL. To jest dla mnie niesamowite. Po tym, jak w zasadzie przez absolutny brak wsparcia niemiecka firma zrezygnowała z League of Legends na najbardziej prestiżowym turnieju w Katowicach wydawało się, że to już będzie koniec współpracy. Wtedy jednak pojawiły się informacje o EU Masters.

To wszystko sprawia, że wierzę w dalszy rozwój League of Legends. Wierzę, że League of Legends nie zamknie się ponownie na resztę świata. Wierzę, że w przyszłości zobaczymy fantastyczne turnieje zorganizowane przez firmy zewnętrzne, na które przyjadą najlepsze drużyny na świecie. Nie liczę na open circuit, ale wierzę w możliwość wypracowania porozumienia. Zupełnie jak w przypadku EU Masters czy osób prowadzących transmisję, a nie będących związanymi z League of Legends.

Zobacz komentarze