LEC: G2 gra dalej. Origen pokonane

Jankos Foto: Michal Konkol / Riot Games

Przywykliśmy już do tego, że starcia tych drużyn widzimy w finale. Ten split przyniósł nam jednak inną historię. Origen i G2 przegrały pierwsze mecze w fazie pucharowej i musiały walczyć w dolnej drabince. Organizacje i gracze na pewno byli z tego średnio zadowoleni, natomiast jako fani mogliśmy tylko zacierać ręce i szykować się na show.

Drużyny rozpoczęły spotkanie jak równy z równym. G2 znajdowało więcej eliminacji, ale małą przewagę w złocie i smoki były po stronie Origen. Wszystko zmieniło się jednak między 15 i 20 minutą gdy G2 znalazło dwie korzystne walki drużynowe, które pozwoliły im przejąć kontrolę nad rozgrywką. Już w 24 minucie Origen nie miało dwóch inhibitorów i wszystko wydawało się niemal zakończone. Jednak G2 pozwoliło sobie na zbyt duże rozluźnienie i dawali się wciągnąć w niekorzystne dla nich potyczki co przeciągnęło rozgrywkę. Na szczęście ekipa Jankosa była zbyt silna i dalej kontrolowała wydarzenia na mapie, a gdy Origen podeszło walczyć o Barona wszystko zakończyło się pentakillem Capsa.

Druga mapa kontynuowała wysokie tempo z poprzedniej rozgrywki i drużyny non stop dążyły do konfrontacji. A to dive na bocie, a to walka drużynowa na górnej alei, cały czas sporo się działo. Z chaosu zwycięsko wychodziło jednak G2, które znów miało przewagę na mapie w 20 minucie. Tym razem Origen postawiło trudniejsze warunki i wygrało walkę drużynową na rzece, co pozwoliło im zniwelować stratę w złocie oraz przejąć Barona. Od tego momentu to OG dyktowało warunki swoim rywalom, ale nie byli w stanie przełamać obrony bazy. Wreszcie jedna dość przypadkowo rozpoczęta walka na środkowej alei zakończyła się niespodziewanym acem i zwycięstwem G2, co pozwoliło im pójść środkiem i zniszczyć Nexus rywali.

Tym razem rozgrywka znów rozpoczęła się od zagrania na dolnej alei, które zainicjowało G2 i była to dobra decyzja. Origen nie składało jednak broni i odpowiedziało eliminacjami na środkowej i górnej alei. Następnie rozgorzałą walka przy heraldzie, którą wygrało OG i dodając do tego całą sytuację na mapie to oni mieli blisko trzy tysiące sztuk złota przewagi. G2 nie odpuszczało, ale Origen cały czas było odrobinę do przodu. Na trzeciej mapie większość zagrań i rotacji po prostu kończyła się lepiej dla Nukeducka i jego kompanów. Nawet dusza smoka nie przechyliła szali zwycięstwa na stronę G2, które tym razem nie mogło równać się z Origen i musiało uznać wyższość rywali.

Sytuacja na czwartej mapie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Co chwilę gdy wydawało się, że jedna drużyna zaczyna łapać rytm gry, druga strona przejmowała inicjatywę. Wreszcie sytuacja ustabilizowała się na nieco dłużej, gdy G2 wygrało walkę w 24 minucie i zgarnęło Barona. To jednak nie trwało długo, bo już chwilę później Origen przerwało oblężenie rywali i zdobyli trzeciego smoka i byli już tylko o krok od piekielnej duszy. To jednak wymagało od nich przeżycia kolejnych minut, co nie było w planach G2, które wygrało rywalizację o podejście pod Barona i przejęło fioletowe wzmocnienie przy okazji eliminując czterech graczy rywali i kończąc rozgrywkę.

Teraz G2 ma szansę zrewanżować się za porażkę sprzed tygodnia MAD Lions, z którymi zmierzą się w sobotę 18.04 w finale dolnej drabinki. Z kolei Origen zakończyło już swój split i następny raz zobaczymy ich latem.

Zobacz komentarze