Klimczak: Miałam cztery tygodnie, żeby naprawić Fnatic. Rozmowa o historii psychologii w esporcie

Zespół Fnatic latem 2018
Zespół Fnatic latem 2018 Foto: Michal Konkol / Materiały prasowe

Obecnie nad wynikami drużyn w esporcie czuwa cały sztab specjalistów. Trenerzy, analitycy, fizjoterapeuci, dietetycy i psychologowie dokładnie obserwują i pomagają zawodnikom nie tylko w treningu, ale też własnym rozwoju. Jednak nie zawsze tak było. O zmianie podejścia u drużyn i zawodników, zmieniających się oczekiwaniach i zadaniach psychologa w esporcie, a także pracy z najlepszymi zawodnikami League of Legends w Europie i na świecie opowiedziała nam Urszula Klimczak, performance coach w m.in: ROCCAT, Fnatic, Rogue, x-kom team i Illuminar Gaming.

Bartek Klepaczewski: Dużo się mówi i słyszy o infrastrukturze w esporcie. Coaching staff to już nie jest tylko jeden trener, a cała rzesza specjalistów, ale nie zawsze tak to wyglądało, prawda?

Urszula Klimczak: Na samym początku byli tylko zawodnicy, potem pojawili się trener i menadżer zespołu. Później pojawił się performance coach (psycholog) i analityk. Teraz z profesjonalną drużyną pracuje cała armia specjalistów, a organizacje, to obecnie już nie zespoły skupiające się na jednej grze, tylko w zasadzie wielotytułowe korporacje.

Jak to się stało, że zainteresowałaś się esportem?

U mnie wszystko się zaczęło od pasji. Sama lubiłam grać w wolnej chwili. Na początku pojawiła się u mnie fascynacja tytułem Wolfenstein, a potem zerkałam w kierunku gier typu MMORPG czy MOBA. Zawsze też śledziłam co się dzieje w świecie gier, głównie dlatego, że uwielbiam nowości. Dlatego oczywiście zainteresowałam się pierwszym esportowym turniejem. Były to mistrzostwa sezonu pierwszego w LoLa, które wygrało Fnatic. Zawsze szukałam w życiu współzawodnictwa i skupiałam się na najlepszych wynikach. W pracy byłam menadżerem w dużej korporacji, a w życiu prywatnym uprawiałam czynnie sport i do dziś jestem fanem tenisa i siatkówki. Profesjonalny LoL był dla mnie czymś podobnym. Współzawodnictwo i pasja w jednym miejscu. Nie mogłam więc przejść obok tego obojętnie.

To kiedy miałaś pierwsze przetarcie z pracą w esporcie?

To był 2013 albo 2014 rok. Roccat grało wtedy na PGA. Rozmawiałam wtedy z Vanderem i pytałam co się dzieje w zespole, że wyniki nie przychodzą. Pracowałam wtedy jako menadżer, miałam swój zespół sprzedażowy, który zbudowałam i który osiągał bardzo dobre wyniki. Dlatego patrząc na Roccat miałam wrażenie, że mimo iż zawodnicy są świetni, coś w samym zespole nie działa i to dlatego nie szło im na Rifcie. Po rozmowie z Vanderem ustaliliśmy, że po prostu spotkamy się na PGA, pogadam z ich menadżerem i zobaczmy co z tego będzie. Tam ostatecznie nic poważnego nie wyszło, ale to był mój pierwszy kontakt.

2014 rok to dość wcześnie. Wtedy dopiero w LoLu pojawiali się pierwsi pełnoetatowi trenerzy.

Tak i dlatego też performance coach nie był traktowany jako ktoś, kto ma wpływ na wynik zespołu. Wtedy zdecydowana większość (o ile nie wszyscy!) zawodników myliło pracę coacha z pracą psychiatry. Wszyscy wyobrażali sobie, że "psycholog esportowy" to ktoś, kto cię sadza na kozetkę i robi wykłady jak żyć. To był też czas, gdy zawodnicy widzieli największą wartość w ciągłym graniu i nie widzieli potrzeby, żeby poprawiać elementy gry takie jak: odporność na stres, sprawna komunikacja, praca zespołowa czy wydajność. Panowało przekonanie, że liczy się tylko skill. Oczywiście to działało.. krótkofalowo. Bardzo szybko okazało się, że sam skill nie wystarczał. Obecnie wszyscy zdają sobie sprawę, że te dodatkowe czynniki mają kluczowy wpływ na wynik. Tutaj właśnie wchodzą do zespołu performance coach, fizjoterapeuta, dietetyk, trener mentalny i cała masa osób wspierających rozwój młodych talentów.

Urszula Klimczak Foto: Michal Konkol / Riot Games

To był taki pierwszy kontakt. To jak to się stało, że zaczęłaś pracować z drużyną?

Odezwał się do mnie menadżer ROCCATi ponownie poprosił o pomoc. To był 2015 rok, oni wtedy dość mocno przegrywali w lidze i potrzebowali wsparcia, żeby wyjść z kryzysu. Po prostu nie wiedzieli co robić i na czym się skupiać.

I jak wyglądała wtedy praca?

Pracy było przede wszystkim dużo. Próbowaliśmy różnych rzeczy, ale to nie klikało. Jakoś niezależnie od składu tam nie było chemii, ale też poczucia, że tak naprawdę mogę im pomóc. A moja praca przynosi rezultaty jak zawodnicy czują potrzebę zmiany. Więc ta współpraca dość szybko się skończyła i wróciłam do pracy z drużyną dopiero w 2016 roku.

W tym czasie dalej działałaś w esporcie, czy wróciłaś do "zwykłego" świata?

Strasznie nie chciałam tracić kontaktu z esportem. Dlatego szukałam ludzi, którzy zajmują się podobnymi rzeczami co ja. Razem z Weldonem Greenem, Summer Scott i Robertem Yipem utworzyliśmy międzynarodowy projekt "Esport Coaching Network". Projekt powstał, ponieważ mieliśmy wszyscy ten sam cel. Specjalizowaliśmy się w coachingu, a zespoły nie wiedziały, co nasza praca może im przynieść. Stworzyliśmy "komórkę szkoleniową" i trenowaliśmy osoby, które chciały się w tym kierunku rozwijać. To był świetny projekt.

Czyli stworzyliście akademię dla coachów?

Można to tak nazwać. Były tam osoby, które teraz są bardzo szanowanymi trenerami. Mam nawet dwóch "wychowanków", którzy dotarli do finału mistrzostw świata.

W projekcie brali udział YoungBuck i Grabbz?

Jeden z nich tak naprawdę. YoungBuck wtedy już kończył karierę gracza i chciał zostać trenerem, z Grabbzem pracowałam trochę później w ROCCAT. Akademia trwała prawie dziewięć miesięcy i uczestniczyło w niej około 20 fantastycznych osób. Myślę, że ich obecne sukcesy nie są dziełem przypadku - to ich ciężka praca z wiedzą, którą otrzymali. A ja jestem dumna,że dołożyłam cegiełkę do ich rozwoju.

Co się stało z projektem?

Po prostu się zakończył. Działaliśmy charytatywnie i po tych dziewięciu miesiącach po prostu przyszedł koniec. Formuła projektu idealnie nadawała się do dalszego rozwoju. Niestety efekty naszej pracy nie były widoczne w tamtym momencie - przyszły dopiero z czasem - dlatego nie udało nam się znaleźć sponsora. Dodatkowo wszyscy prowadzący, łącznie ze mną, dostali wtedy oferty od zespołów. Myślę, że nadal jest to dobry moment by coś takiego kontynuować, szczególnie w Polsce.

To był ten moment, w którym znowu odezwało się ROCCAT?

Tak. Można śmiało powiedzieć, że właśnie wtedy wyciągnęłam ich 7 przegranych pod rząd na 7 wygranych pod rząd. Wreszcie mogłam w pełni wykorzystać doświadczenie w budowaniu zespołu. Trenerem był Grabzz, który chętnie chłonął wiedzę i świetnie ją potrafił wykorzystać, a moja praca była bardzo doceniana przez zespół. Inaczej pracuje się z graczami, a inaczej z trenerem, bo robiłam im osobne warsztaty, żeby wiedzieli jak zespół ma działać. To trochę trwało, ale zadziałało i zaczęliśmy wychodzić na prostą. Zabrakło nam dosłownie jednego punktu żeby dostać się do play-offów. Gdybym tylko dołączyła do zespołu wcześniej...

Team ROCCAT wiosną 2017 roku Foto: Michal Konkol / Riot Games

W te 3 lata między pierwszym kontaktem, a pracą w ROCCAT sporo się zmieniło. Od braku potrzeby performance coach'a w drużynie do zajęć z resztą kadry trenerskiej.

To w ogóle był okres, gdy rozwój drużyny przestał się ograniczać tylko do skilla zawodników. Organizacje zaczęły patrzeć bardziej kompleksowo na potrzeby drużyny. Wtedy też ja i inne osoby zajmujące się coachingiem zaczęliśmy zwracać uwagę, żeby odejść od tzw. systemu gaming house'owego.

Co jest w nim nie tak?

Gaming house'y bardzo mocno wpływają na wypalenie zawodowe i zmęczenie zawodników. Wydajność przy pracy w tym systemie jest słaba. Na szczęście ROCCAT wtedy miało dwa mieszkania dla zawodników oraz biuro. Więc był ten przymus żeby się chwilę przejść, odetchnąć i odpocząć. Niestety potem to gdzieś wróciło do starego układu.

To mamy pracę z zawodnikami i ze sztabem. Czy było coś jeszcze w twojej pracy?

Pracowałam z zawodnikami, drużyna się powoli rozwijała, a ja starałam się jeszcze żeby organizacja jak najbardziej zespół "dopieszczała". Żeby zawodnicy chcieli tu grać, nie dlatego, że najwięcej zarobią, ale przez inne czynniki. Przez to, że jest im dobrze.

Na przykład?

Zawsze jak gdzieś pracuję, wskazuję na Barcelonę czy Real Madryt, bo tam chce się grać, bo te organizacje są prestiżowe. Wiesz, że one dbają o swoich zawodników i są przy tym wypłacalne. To po prostu jest marka. To był też trend, który się zaczynał w całym esporcie. Pojawiały się osoby związane z marketingiem, PRem. Organizacje zaczęły patrzeć na siebie jak na marki.

Skoro było tak dobrze, to co się stało z ROCCAT w 2018 roku?

Było bardzo wiele czynników, które się przełożyły na to, że ten skład nie kliknął. Nie jest to wina tylko samych zawodników. Moje życie osobiste też uległo zmianie i moja dostępność była ograniczona. Dodatkowo wiedzieliśmy, że Riot zmienia system na franczyzowy i, że ROCCAT do niego nie wejdzie, więc gracze nie mieli motywacji skoro i tak zmieniali drużynę.

W 2018 roku byłaś też w Fnatic. ROCCAT się na to zgodziło, bo brzmi jakbyś cały rok była związana też z nimi?

Dostałam zaproszenie do bardzo fajnego projektu realizowanego przez Fnatic, a ponieważ wiedzieliśmy, że ROCCAT nie wejdzie do play-offów, dyrektor ROCCAT pozwolił mi go zrealizować.

Zespół Fnatic latem 2018 Foto: Michal Konkol / Materiały prasowe

To jakie miałaś zadanie w Fnatic?

Od razu z YoungBuckiem ustaliliśmy, że to są cztery tygodnie i w tym czasie mam naprawić sytuację w drużynie. Team building i relacje w zespole to jest dokładnie moja specjalizacja, o czym Joey (przyp. red. YoungBuck) wiedział, bo brał udział w "Esport Coaching Network".

To było lato, gdy na dolną linię weszli magowie?

Dokładnie. Wyniki nie były dobre i atmosfera była fatalna. To skończyło się posadzeniem jednego z zawodników na ławce, ale się opłaciło. Pracowaliśmy nad tym, żeby ta zmiana się udała i tak się stało. W pierwszej kolejności musiałam zbudować zespół z 6 indywidualistów, po prostu ich połączyć, by zrozumieli, że nie ma osób ważniejszych i mniej ważnych w drużynie. Przy dość intensywnej pracy to się udało. Jak widać w tym roku też była podobna próba, ale już nie wyszło. Prawdopodobnie dlatego, że tego czegoś po drodze zabrakło.

Ta zmiana poskutkowała finałem mistrzostw świata. To był pierwszy raz, gdy drużyna z europy mogła w taki sposób zaskakiwać przeciwników.

Tak. Stworzyliśmy nieprzewidywalny 6 osobowy roster. Zbudowaliśmy fajne relacje w Fnatic, które pozwalały im na zabawę grą, tak jak w tym roku robi to G2, ale też pozwalały na dużą elastyczność, bo mogli zagrać dosłownie jak chcieli wystawiając Bwipo, Soaza albo Rekklesa. Tak było dlatego, że nikt nie był ważniejszy i wszyscy dobrze się rozumieli.

Sesja treningowa prowadzona z zespołem Fnatic Foto: Materiały prasowe

Ale w Korei nie byłaś?

Projekt był super, mogłam przełożyć to, co robiłam w biznesie na esport i bardzo mi się to podobało. Nie mogłam wtedy pojechać, bo miałam małe dziecko. Także w ogóle nie było o tym mowy. W Korei niestety zabrakło wewnętrznego hamulca i dali ponieść się presji na wyniki. Drużyna została przetrenowana i wypalili się przed samym finałem. Ćwiczyli po 12-14 godzin dziennie. Nie zabrali ze sobą nikogo, kto by nad tym panował. A szkoda.

Czemu nie zostałaś na ten rok w Fnatic?

Moje życie osobiste uległo zmianie i chciałam ten czas poświęcić rodzinie. Miałam mało czasu, więc skupiłam się na małych projektach. W tym roku miałam tylko epizod w Rogue i pracowałam z kilkoma żeńskimi organizacjami. Potem był x-kom i Illuminar, gdzie mogłam nauczyć się różnic między LoLem a CSem pracując z oboma tytułami. Fascynujące jest to , że są one ogromne, bo inaczej pracuje się z zespołem, który ma 16 rund do rozegrania, 30 sekund na reset, przerwę na rozmowę z trenerem, a inaczej gdy na 40 minut zespół musi pracować samodzielnie bez trenera.

Mimo wszystko, to był bardzo udany rok i cieszę się, że mogłam też popracować indywidualnie ze światowej sławy streamerem, co było dla mnie czymś nowym. Cieszę się, że to wszystko się udało.

Performance coach może mieć kluczowy wpływ na zespół. Jak ty podchodzisz do projektu Red Bull Rift Challenge, w którym Delord i Jactroll mają na swoich barkach odpowiedzialność całego coaching staffu? Oni wybierali zespoły i teraz muszą o nie zadbać.

Uważam, że jest to świetny projekt, który ma na celu wyłowienie nowych talentów. Myślę, że Paweł i Kuba to świetni zawodnicy, przy tym bardzo doświadczeni, dlatego młodzi powinni czerpać z ich wiedzy ile mogą. Oby więcej takich fajnych projektów.

Zobacz komentarze