Klepaczewski: W League of Legends jest jak w życiu. Stagnacja zabija

Upset Foto: Riot Games

W ostatni weekend rozpoczął się letni split League of Legends Championship Europe. Po 54 dniach przerwy od europejskich rozgrywek znów tuzy naszej rodzimej sceny stanęły naprzeciw siebie, walcząc o tytuł mistrzowski. Jednak mimo szumnych zapowiedzi drużyn, transferów i roszad w organizacjach nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ostatnie dwa miesiące w ogóle nie miały miejsca.

Balans sił w moim odczuciu został całkowicie zachowany. G2 Esports najpierw zmasakrowało Splyce, a następnie pokazało miejsce w szeregu Origen grając kolejny relatywnie wyrównany mecz, choć po wiosennych play-offach wiemy, że w pojedynkach tych drużyn, jedna gra nic nie znaczy.

Fnatic grało z rywalami, których drużyna z końcówki ostatniego splitu powinna była ograć. Z kolei Rogue i Excel najprawdopodobniej znów będą na samym dnie tabeli, mimo że jedna z organizacji wykonała kilka kroków naprzód. Jeśli nic się nie zmieni (choć znając życie zmieni się jungler) to do tej dwójki dołączy Vitality, które niczego się wiosną nie nauczyło i dalej gra dokładnie tak samo.

Gdyby ktoś mi powiedział, że to 10. kolejka wiosennego splitu, tylko drużyny mogły w międzyczasie dokonać transferów, myślę, że bym w to uwierzył. I to mnie przeraża.

Jako fan europejskich rozgrywek zawsze naśmiewałem się z (NA) LCS. Wystarczy spojrzeć na dowolny mecz tamtejszych rozgrywek, by zobaczyć, że gdyby nie pieniądze, byliby na poziomie LMS. Albo i nie. I to mnie smuci. Bo widzę w naszych drużynach te same cechy co w formacjach zza oceanu.

Splyce dalej gubi się w środkowych etapach gry, Schalke cały czas jest w stanie grać tylko pod Upseta, a Vitality polega tylko i wyłącznie na wyrobieniu przewagi na początku spotkania. Minęły prawie dwa miesiące, a żadna z tych drużyn nie rozwinęła się.

Nie widzę chęci rozwoju. Nie widzę prób zagrania czegoś nowego. Czegoś innego. Nie mogę o to podejście winić tylko Rogue, które wymieniło czterech graczy (i Excel, ale to temat na inną rozmowę).

W League of Legends jest jak w życiu. Stagnacja zabija. Zapytajcie Koreańczyków. Dlatego mam nadzieję, że już niedługo zobaczę inne, nowe oblicza europejskich ekip. Inaczej czekają nas bolesne mistrzostwa świata.

Zobacz komentarze