Klepaczewski: Posypuję głowę popiołem i przepraszam, ale w końcowy sukces G2 dalej nie wierzę

G2 Esports Foto: Colin Young-Wolff / Riot Games

G2 Esports przeszło już do historii League of Legends, a wciąż ma szansę na więcej. Mistrzowie MSI, niepokonani w BO5, najlepsza drużyna nie tylko na zachodzie, ale i na świecie (ten drugi fragment bardzo możliwe, że już wkrótce). A jednak z jakiegoś powodu dalej gdy Jankos i jego koledzy wchodzą na serwer wciąż czuję niepokój. Dlaczego?

Widzowie "First Win Of The Day" wiedzą, że w obu meczach fazy play-off na faworytów wybierałem rywali europejskiej formacji. Nie robiłem tego, ponieważ jestem fanem koreańskiej ligi legend, czy dlatego, że historycznie Korea była najmocniejszym regionem i miała najlepsze zespoły. Po prostu jak co roku kierowałem się tym, co widziałem na serwerze. I moim zdaniem do meczów z G2 zarówno Damwon, jak i SKT, wyglądały lepiej.

Zupełnie ignorują końcowy wynik spotkania i patrząc tylko na samą rozgrywkę mistrzowie LEC zupełnie mnie nie przekonywali. Uważam, że zagrali aż sześć przeciętnych map w fazie grupowej. Wyjątek stanowi pierwsza gra z Griffin, którą kontrolowali od początku do końca. Poza tym mamy niezwykle mocny "early game" i chaotyczne oraz niezgrane przejście do późniejszych etapów rozgrywki. Do tego częste błędy indywidualne, których ustrzegł się w zasadzie tylko Perkz, a najwięcej ich popełniał jego partner z linii.

Mikyx, Caps i Perkz Foto: G2 Esports / Twitter

Z kolei naprzeciw G2 stanęło Damwon, które ceniłem za to, jak rozwinęła się ta drużyna w trakcie turnieju. Pamiętajmy, że dla wszystkich zawodników jest to pierwszy międzynarodowy występ, a najdłuższą karierę w zespole ma Nuclear, któremu do elitarnego strzelca brakuje i to nie tylko w Korei. Wracając do Damwon, w grupie zawalili oni pierwszy mecz z Team Liquid, jednak w rewanżu rozbili amerykanów i dwukrotnie zatrzymali grające coraz lepiej i lepiej iG.

Byłem przekonany, że różnica na pozycji strzelca nie wystarczy G2 do zdominowania spotkania, a Nuguri i Showmaker, którzy dwukrotnie zwyciężyli z Rookie'em i TheShy'em dadzą sobie też radę z Wunderem i Capsem. Oczywiście nie miałem racji. G2 skutecznie wykorzystywało słabość dolnej alejki i na spokojnie wygrało ćwierćfinał. Wciąż jednak w drużynie najjaśniej świecił Perkz. A kto miałby go zatrzymać jeśli nie Teddy i SKT?

Mistrzowie LCK do półfinału grali bardzo dobrze. Ogólna ocena byłaby wyższa, ale pamiętajmy o przegranej z Fnatic i serii ze Splyce w ćwierćfinale (mogli na niej tylko stracić, nie wygrywając jej wyraźnie i tak też się stało, nawet jeśli na jednej mapie grał Mata). SKT było jednak, przynajmniej w mojej ocenie, najbardziej solidnym i kompletnym zespołem na turnieju. Spodziewałem się wyrównanej serii, ale gdzieś podświadomie byłem przekonany, że Koreańczycy zrewanżują się za porażkę na tegorocznym MSI.

Nic bardziej mylnego. Gry długimi fragmentami było bardzo wyrównane, ale G2 nigdy nie było w poważnych tarapatach. Poza drugą mapą, którą zresztą przegrali, ani na moment nie miałem poczucia, że coś złego może się wydarzyć. Nawet w serii, w której G2 zdobyło tylko jednego Barona to oni kontrolowali mecz.

Khan, Beryl, Clid Foto: Riot Games

Często walczę ze sobą, żeby nie kierować się tylko ogólnie przyjętymi prawdami i nie powielać z góry utartych schematów. Dlatego też skręcało mnie, gdy ktoś mówił, że G2 jest dobre w BO5 i dlatego wygrają. To nie jest argument. Równie dobrze mógłbym powołać się na królika, osła czy ośmiornice, która typuje wyniki. A jednak, ten zwyczajnie głupi powód, sprawdził się.

G2 odpala się w seriach. Są świetnie przygotowani, doskonale rozumieją swoje zadania na mapie, wiedzą jak wybijać rywala z rytmu i mają niezwykle dobre wczesne etapy rozgrywki, a do tego nigdy nie spisują w głowie mapy na straty.

Może jestem panem marudą, niszczycielem dobrej zabawy i pogromcą uśmiechów dzieci, ale mimo tego, co do tej pory zobaczyłem, w finale z czystym sumieniem nie mogę postawić na G2. W tym roku nie widziałem jeszcze, jak G2 pokonuje zespół z LPL. W mojej opinii, jeśli ktoś ma znaleźć odpowiedź na to, jak pokonać G2, będzie to formacja właśnie z Chin.

FunPlus Phoenix Foto: Riot Games

FPX regularnie musi radzić sobie z zespołami jak iG, które indywidualnie są niezwykle mocne i lubią cały czas walczyć. Do tej pory G2 głównie spotykało na swojej drodze rywali, którzy byli mocni w teorii, ale załamywali się, gdy pierwszy cios lądował na ich szczęce. FunPlus Phoenix regularnie boksuje z iG, TOP, RNG czy BLG.

Jeśli dowiedziałem się czegoś z sobotniego półfinału, to tego, że FPX mocno stoi na nogach nawet po popisowym prawym sierpowym iG. A to nie mała sztuka. Nawet jeśli wciąż aktualni mistrzowie świata nie są w optymalnej formie, to ustanie po takim ciosie do łatwych nie należy.

Dlatego wstrzymuję się jeszcze z koronacją G2. FPX nie tylko powinno być przygotowane na agresywny styl i bardzo szybkie tempo spotkania, które próbować będzie narzucić G2. Dodatkowo mistrzowie LPL sami grają w bardzo unikalny sposób, co może okazać się więcej niż problematyczne dla G2. Oczywiście mam nadzieję, że się mylę, ale tak jak podczas całych mistrzostw świata: na G2, nie postawię.

Zobacz komentarze