"It's coming home". Teraz albo nigdy

Worlds 2017
Worlds 2017 Foto: Riot Games

W 2018 roku podczas mundialu w Rosji angielscy kibice śpiewali "It's coming home" o tytule mistrzów świata, nawiązując do tego, że to oni wymyślili piłkę nożną. Teraz to samo powinni śpiewać fani League of Legends, bo po transferze Rekklesa do G2 trudno wyobrazić sobie lepszą szansę na ściągnięcie Pucharu Przywoływacza na stary kontynent po 10 latach.

Jeszcze kilka tygodni temu odejście Perkza z G2 czy transfer Rekklesa na jego miejsce wydawały się niedorzeczne. A jednak w takiej rzeczywistości właśnie się znaleźliśmy. W ogóle jest to rok wielkich zmian w LoLu. Przecież w maju na emeryturę przeszedł Uzi, po Worldsach w jego ślady podążył Bjergsen, chociaż on dalej zostaje przy drużynie jako trener. Za kilka lat będziemy wspominać ten rok tak, jak teraz robimy z off sezonem po Worlds 2014, kiedy z Korei odeszło kilkudziesięciu najlepszych zawodników.

Natomiast cel dla G2 jest jasny. Mistrzostwo świata. Każdy inny wynik powinniśmy traktować jak porażkę. Co więcej, nie ma już więcej wymówek. Bo o ile nie będzie to już ta sama drużyny co z Perkzem, to większość lekcji i wiedzy z poprzednich sezonów została w zespole. Nie chce słyszeć o wypaleniu, niewygodnej mecie, złych scrimach ani niczym innym. Nie ma wymówek.

Pozycja po pozycji to najlepsza drużyna, która powstała w Europie. Koniec tematu. Najlepszy mid, najlepszy ADC, najlepszy jungler. Co do supporta i toplanera myślę, że można dyskutować, ale jeśli Wunder i Mikyx nie są najlepsi, to i tak poza TOP 5 nie wypadają w niczyim rankingu. A przynajmniej nie powinni.

Jedynym problemem, który może zatrzymać G2 w drodze po mistrzostwo świata, w mojej opinii, są oni sami. Wymiana Perkza na Rekklesa w zasadzie sprowadza się do dwóch aspektów. G2 zyskało lepszego ADC, ale straciło kapitana. W ostatnim sezonie największym atutem Perkza były jego umiejętności miękkie, czyli charyzma, komunikacja, przywództwo oraz rozwiązywanie problemów. To są elementy, których zazwyczaj brakuje w dream teamie i dlatego tak rzadko drużyny z samymi gwiazdami okazują się najlepsze.

Jednak z "wad" transferu to tyle. Zawodnicy muszą się dogadać, ale mają na to rok. To naprawdę dużo czasu. Jeśli za 12 miesięcy nie będziemy rozmawiać o przełamaniu azjatyckiej dominacji, to powinniśmy spakować manatki i powiedzieć "do widzenia" marzeniom o Summoner's Cup. "It's coming home" moi drodzy. Teraz albo nigdy.

Zobacz komentarze