Nie bójmy się mierzyć wysoko

Nie bójmy się mierzyć wysoko
Nie bójmy się mierzyć wysoko

Nie bójmy się mierzyć wysoko. Znów zacznijmy podchodzić do spotkań polskich drużyn z optymizmem. Dlaczego mamy się kajać przed zespołami z mocniejszych regionów? Dlaczego mamy deprecjonować nasze drużyny tylko dlatego, że są nasze? Nie bójmy się mierzyć wysoko.

Mam wrażenie, że do każdego EU Masters jako społeczność podchodzimy w zły sposób. Albo jesteśmy nastawieni na "polski finał", albo w zasadzie szkoda naszego czasu, bo i tak nic nie ugramy i jesteśmy dziadami. A ja zachodzę w głowę i staram się zrozumieć, dlaczego tak jest.

Pamiętajcie, że nasze drużyny znamy najlepiej. Oglądaliśmy je przez cały sezon w Ultralidze. Widzieliśmy je w każdej możliwej sytuacji. Gdy grały tak, że opadała nam szczęka z wrażenia i gdy zasłanialiśmy oczy, bo nie dało się na ich grę patrzeć. Można to określić jako "przekleństwo wiedzy". Nasze drużyny znamy lepiej niż ktokolwiek inny. A zagraniczne? Zagraniczne już nie bardzo.

Wybaczcie, ale nie uwierzę, że mamy w Polsce osoby, które regularnie oglądają wszystkie (albo zdecydowaną większość) spotkań w ligach regionalnych. Nawet tylko tych najważniejszych. Zazwyczaj zapoznanie z zespołami ogranicza się do obejrzenia finału, może paru spotkań w fazie pucharowej, a w skrajnym przypadku dwóch czy trzech gier z fazy zasadniczej. Nie znamy ich za dobrze, a nie widzieliśmy ich najgorszych momentów, tylko te najlepsze. Bo jak inaczej określić finał, w którym ktoś zdobywa mistrzostwo ligi. Albo fazę pucharową, w której drużyna dochodzi do finału. To są historie sukcesów, a nie porażek, których każdy doznaje w fazie zasadniczej.

Spójrzmy, chociażby, na nasze play-offy. Gdyby ktoś oglądał AGO Rogue i K1ck tylko w ostatnich dwóch tygodniach Ultraligi zobaczyłby bardzo fajną adaptację od AGO oraz agresję i duży potencjał K1ck. I tyle. Taki obserwator nie miałby pojęcia, ile razy mało brakowało, a zwycięstwo w fazie zasadniczej zakończyłoby się porażką. Czasem dość kompromitującą.

Mamy dobre zespoły. Takie, które mogą powalczyć z najlepszymi. Nie skreślajmy ich tylko dlatego, że rywal na co dzień gra w Niemczech czy Francji. Naprawdę uważam, że stać nas na pokonanie każdego. Nie zawsze będziemy faworytem, ale na pewno nie będzie to dla rywali łatwa przeprawa.

Mam wrażenie, że raz się sparzyliśmy i już teraz nie wierzymy w nasze zespoły. Nie mylmy marzeń o sukcesie z pompowaniem balonika. Cieszmy się tym turniejem. Kibicujmy. Nie bójmy się mierzyć wysoko.

Zobacz komentarze