Devils.one podąża od sukcesu do sukcesu. Na drodze po potrójną koronę został im już tylko jeden zakręt [felieton]

devils.one Foto: Ultraliga

Devils.one na początku 2019 roku weszło na naszą scenę z jednym tylko celem. Mieli być najlepsi. Wtedy jeszcze pukałem się w czoło, nie wierząc, że ktoś przełamie naturalny, wydawałoby się, porządek świata. Kilka miesięcy później "diabły" mają na swoim koncie dwa trofea i wygląda na to, że trzecie jest tylko i wyłącznie kwestią czasu.

Już nie raz i nie dwa w historii League of Legends składy stworzone po to, by dominować, zawodziły na całej linii. Zwłaszcza na niższym niż LEC szczeblu rozgrywkowym, gdzie wystarczy jedna kłótnia między graczami, by cały projekt legł w gruzach. Dlatego ich misja z początku wydawała mi się co najmniej nieprawdopodobna.

Tymczasem kryzys w ogóle nie nadszedł. Pierwszy sezon Ultraligi to był spacerek. Trzy porażki w fazie zasadniczej sezonu (w tym dwie na Rogue Esports Club) to wynik więcej niż dobry. Dodajmy do tego pięć gier w finale z przeciwnikiem, z którym miało się nie dać nawiązać walki i mamy solidne fundamenty drużyny, która jest już zaprawiona w boju i wie, że stać ją na więcej.

Off sezonowy przewrót na polskiej scenie już się prawie zakończył. Diabły rozbiły konkurencję w Polskiej Lidze Esportowej mając aż 2 zespoły w finale, a do tego doszedł perfekcyjny sezon ESL Mistrzostw Polski (bilans map 10:0 wliczając walkover). Dla mnie przekaz tych sukcesów jest jeden. devils.one to najlepsza drużyna w Polsce.

W zasadzie pozostał na ich drodze tylko jeden rywal, który jeszcze może rzucić rękawice. Oczywiście chodzi o Rogue Esports Club (w moim odczuciu, iHG, które przegrało ostatnie 12 z 15 map na DV1, nie może zostać dopisane do tej listy). Mistrzowie pierwszego sezonu Ultraligi jako jedyny zespół w Polsce ma dodatni bilans w meczach z devils.one, do tego dokładając fakt, że nie ma przynajmniej odrobinę słabszych (na papierze) zawodników.

Rogue to ostatnia przeszkoda na drodze do stworzenia nowej dynastii. Jeśli i ona upadnie, wejdziemy w nową erę dominacji. Diabły już teraz wyciągnęły z czeluści Solo Q nieoszlifowane (albo i oszlifowane patrząc na ich wynik na PLE) talenty i przygotowują je do przejęcia w przyszłości pierwszej drużyny. Co więcej, fani zaczynają przekonywać się do nowej siły na polskiej scenie. Okazuje się, że sukces sportowy w znacznym stopniu przekłada się na percepcję w środowisku (kto by pomyślał).

Gdy zaczynali projekt, nie mieli sukcesów, marki (ktoś pamięta, że grali jako Team EPC?) i fanów. Teraz w gablocie świecą dwa puchary, ich marka jest rozpoznawana, a fani coraz bardziej przekonują się do diabłów. Devils.one jest już tylko o jeden krok od całkowitej dominacji na polskiej scenie League of Legends. Krok, który mam wrażenie, wykona już niedługo.

Zobacz komentarze