Bez wiary, bez ambicji, bez wygranej mapy. Koniec przygody polskich zespołów na EU Masters

Behave i Lucker Foto: Ultraliga

Nie doczekaliśmy się niespodzianki. W weekend reprezentanci Ultraligi, Rogue Esports Club i devils.one, przegrali swoje mecze ćwierćfinałowe i pożegnali się z EU Masters. W spotkaniach odpowiednio z Giants i Fnatic Rising polskie zespoły nie były faworytami. Jednak sposób, w jaki obie formacje przegrały swoje ćwierćfinały, pozostawiał wiele do życzenia.

W sobotni wieczór z turniejem pożegnało się Rogue Esports Club. Akademia drużyny LEC wyglądała słabo na przestrzeni całego turnieju. Z fazy play-in Rogue udało się awansować tylko dzięki temu, że w decydującym spotkaniu trafili na pasującego im stylistycznie rywala. Biorąc pod uwagę wcześniejsze spotkania to Vitality.Bee i akademia Origen prezentowały się lepiej i "bardziej zasłużył" na awans do dalszej części turnieju.

Z kolei postawę naszych drużyn w fazie grupowej ciężko ocenić. Z jednej strony uniknęliśmy kompromitacji z wiosny, z drugiej wyjście z drugiego miejsca było absolutnym minimum dla obu naszych reprezentantów.

Po tym EU Masters może cieszyć jedynie wynik. Po dwóch edycjach turnieju, w których polskie drużyny odpadały w grupach, wreszcie doczekaliśmy się naszych reprezentantów w fazie pucharowej. Ale z pozytywów to tyle. I nawet mimo dobrego wyniku, niesmak pozostaje.

Nie chodzi o same porażki, a ich styl. Nie było wiary, nie było ambicji i przede wszystkim nie było emocji. Nasze drużyny były jak AD Carry podchodzący do Syndry, która ma dostęp do swojej umiejętności ostatecznej. Jeśli strzelec miał odpowiednio wysokie statystyki, był w stanie przeżyć to spotkanie. Jeśli nie, to ginął i nie mógł absolutnie nic na to poradzić.

Drużyny z Litwy, Czech, Portugalii czy Włoch były słabsze, więc przegrywały z reprezentantami Ultraligi. Formacje z Niemiec, Hiszpanii i Anglii były mocniejsze, więc Rogue i devils.one przegrały. I tyle. Koniec historii.

Nie wiem jak wy, drodzy czytelnicy, ale ja nie widziałem "woli walki i sportowej złości". I o to mam do naszych zespołów żal. Nie było próby zaskoczenia, nieortodoksyjnych picków. Nie było kompozycji, która zaskoczyłaby rywala. Nie było nawet próby postawienia wszystkiego na jedną kartę. To powiedziawszy, nie jestem zły. Po prostu zawiedziony.

Pamiętam, jak po wiosennym EU Masters byłem nawet zadowolony z naszych zespołów. Devils.one prezentowało się bardzo dobrze, ale trochę im zabrakło do pokonania MAD Lions. Jednak to nie wstyd. Rogue nie udźwignęło presji w meczu z Misfits Premier, ale widać było, że zawodnicy mieli przed sobą świetlaną przyszłość i w każdym spotkaniu byli w pozycji, w której mogli mecz wygrać. Po prostu ten jeden turniej im nie wyszedł.

Po letnim występie nie jestem przekonany, że czeka nas nawet jasna przyszłość. Inne regiony nam uciekają. Wielka Brytania przestaje być pośmiewiskiem. Premier Tour z rozgrywek solidnych wyrasta na jedną z dwóch najlepszy lig w Europie. Jedynie Francja zawiodła, ale oni poprzednią edycję wygrali.

Wydaje się jednak, że mamy jeszcze jedną szansę na odratowanie naszej sytuacji w Europie. Kolejne EU Masters będzie decydujące. Nie możemy pozwolić sobie na stratę miejsca w pierwszym koszyku w fazie grupowej. Biorąc pod uwagę nasze ostatnie występy, grupa z dowolnymi zespołami z pierwszego koszyka prawdopodobnie będzie zabójcza, nie tylko dla naszego reprezentanta, ale dla całej ligi.

Zobacz komentarze