Tę grę zna każdy, ale niewielu wie, że tworzyła ona gatunek Battle Royale. Czy w esporcie jest miejsce dla Minecrafta? [FELIETON]

Minecraft Foto: Flickr

Uwaga, tytuł nie jest clickbaitem. Minecraft naprawdę stworzył podstawy dla gatunku Battle Royale, z którego wywodzą się takie gry jak H1Z1, Fortnite, PUBG czy Apex Legends. Jak wygląda tryb Survival Games, inspirowany koncepcją znaną z Igrzysk Śmierci? Czy jest jakaś szansa, żeby zawitał on wraz z Minecraftem do świata wirtualnej rywalizacji na dłużej?

Produkcja studia Mojang jest jedną z najpopularniejszych gier na świecie i myślę, że jednocześnie należy do grona najlepszych tytułów gamingowych. Minecraft fantastycznie rozwija wyobraźnię i pozwala uwolnić tłumione pokłady kreatywności, choć wygląda teraz nieco inaczej niż na początku. Trzeba przyznać, że z biegiem lat nie tylko sama gra, ale i jej społeczność uległy zmianie. Z obserwacji wynika, że community Minecrafta jest stosunkowo młode, przez co mnóstwo ludzi nie traktuje tego tytułu poważnie, a szkoda. W końcu zrzesza on ponad 90 milionów graczy.

Minecraft Foto: Kevin Jarrett / Flickr

Osobom nieznającym produkcji Mojang od podszewki wydaje się, że polega ona wyłącznie na zbieraniu drewna, budowaniu ogromnych konstrukcji i biciu zombie. Gracze, zarówno ci młodzi, jak i starsi, na przestrzeni lat wprowadzali do Minecrafta fanowskie modyfikacje, które sprawiły, że gra ta stała się czymś więcej niż symulatorem stawiania sześcianów. Zaczęło się od pojedynczych map, które rewolucjonizowały podejście do gry. RPG w Minecraft'cie? Czemu nie! Biegi z przeszkodami, plansze z labiryntami i zagadkami? Super! Survival Games, które dało początek gatunkowi Battle Royale? Tu się zatrzymajmy.

Igrzyska Śmierci, film czy książka, są bardzo rozpoznawalne. To właśnie na ich podstawie powstał tryb w Minecraft'cie, w którym gracze startują z pustym ekwipunkiem w kilku punktach na mapie i muszą zdobyć broń oraz resztę wyposażenia, aby przetrwać. Wygrywa ten, kto zostanie ostatni przy życiu. Brzmi znajomo? Można tak opisać Fortnite'a czy H1Z1, w których tryb Battle Royale pojawił się dopiero kilka lat po Survival Games. Co prawda w odsłonie Minecraftowej brakowało karabinów i granatów, a walka odbywała się na miecze, łuki i zapalniczki, ale to nie przeszkodziło jej w zdobyciu popularności.

Zastanówmy się jednak, czy wykorzystanie "klockowych Igrzysk Śmierci" w świecie esportu miałoby większy sens. Sam system rywalizacji wydaje się być w porządku, zawiera co prawda masę losowych elementów, ale to w końcu sedno Battle Royale'i. Ponadto opcja budowania urozmaica rozgrywkę. Moja prywatna teoria spiskowa głosi, że Epic Games zapożyczyło stawianie ścian z Minecrafta, być może nawet inspirowało się grafiką, choć to już podchodzi pod doszukiwanie się powiązań na siłę. Patrząc na dzieło Mojangu jako na całość widać jednak, że jest ono zbyt casualowe, aby mogło zawitać na esportowe salony.

Minecraft Foto: Pixabay

Portal Esports Earnings podaje dwa wydarzenia, w ramach których gracze rywalizowali o pieniądze. Niewiele mają one wspólnego z profesjonalnymi zmaganiami, bowiem turniej Last To Leave Minecraft Server Wins polegał dokładnie na tym, co sugeruje nazwa. Uczestnicy na specjalnie przygotowanej planszy musieli wykazać się zręcznością w strefach, w których łatwo było np. wpaść do lawy i pożegnać się z dalszą walką o... tysiąc dolarów. Z kolei FDJ Open Series Minecraft opierał się już na systemie znanym chociażby z Fortnite'a, gdzie zespół zdobywa punkty za eliminacje oraz pozycję w danym meczu i na ich podstawie zajmuje miejsce w rankingu turnieju. Tamtejsza pula nagród wyniosła blisko trzy tysiące dolarów.

Wśród społeczności gry pojawiają się też dyskusje odnośnie wprowadzenia trybu Skywars do esportu. Polega on na tym, iż gracze startują na oddzielonych, latających wyspach i walczą między sobą. Wygrywa ten zawodnik bądź drużyna, która ostatnia utrzyma się na polu bitwy. Tryb ten zmusza do kreatywnego i szybkiego działania, ponieważ oferuje graczom skrzynkę z przedmiotami, które można wykorzystać na różnorodne sposoby, zgodne z wszystkimi trickami Minecrafta.

Gra bardziej niż z esportem kojarzy się z platformą YouTube, gdzie mnóstwo influencerów zdobyło popularność właśnie dzięki tej produkcji. Co stałoby się, gdyby połączyć te dwa światy? Powstałoby MCS Warszawa 2019, czyli zmagania najbardziej znanych polskich YouTuberów i najlepszych graczy. 27 kwietnia o 30 tysięcy złotych walczyli m. in. Stuu, RoxMb, Wojan czy Marcin Dubiel. Ci influencerzy zebrali na YouTube ponad milion subskrypcji na głowę, co jedynie podkreśla fenomen Minecrafta. Wydarzenie odbyło się w hali COS Torwar i można było oglądać je na miejscu po zakupie biletów.

Minecraft powstał już dawno, a jego popularność wydaje się ciągle rosnąć. Widać jednak, że mało kto traktuje tę grę na poważnie pod kątem esportowym. Głównymi problemami są casualowy system PVP i rozwarstwienie graczy, ponieważ większość z nich chce przede wszystkim budować, a nie walczyć. Do tego dochodzi reputacja gry, która, jak wspominałem, kojarzona jest przede wszystkim z młodymi osobami.

Nie można na pewno odmówić Minecraftowi wkładu w rozwój gatunku Battle Royale za sprawą Survival Games. Ciekawe, co by się stało, gdyby Microsoft zdecydował się pchnąć go do świata esportu? W takim wypadku wirtualna rywalizacja niekoniecznie musiałaby polegać na walce, choć jest ona nieodłącznym elementem Minecrafta. Profesjonalny turniej, który skupiałby się na budowaniu intrygujących budowli w krótkim czasie, również miałby szansę przyciągnąć uwagę widzów, tak sądzę. Byłoby to grono stosunkowo niewielkie, ale kto powiedział, że to źle? W końcu nawet w Cities: Skylines tego próbowano.

Zobacz komentarze