Simracing w Polsce rośnie, a w wyścigach startuje nawet Kubica. 10,5 tysiąca modów do Assetto Corsa!

Simracing Foto: Materiały prasowe

Od nowego sezonu w Polskiej Lidze Esportowej zobaczymy zmagania simracerów. O tym zjawisku mówi się coraz więcej. Powstaje wielka społeczność moderska, a w wyścigach wirtualnych biorą udział m.in. kierowcy F1 - Robert Kubica, Max Verstappen czy Lando Norris.

Dlaczego simracing zyskuje na popularności? O tym opowie zajmujący się tym temat Piotr "kycu" Kaszyca.

Marcin Stus: Simracing w Polsce - zjawisko się rozwija? Devils.one założyło sekcję, powstają polskie organizacje, mamy dwóch Polaków w esportowym Williamsie…

Piotr "kycu" Kaszyca: Polska scena simracingowa według mnie raczkuje, ale rozwija się dość dynamicznie. Społeczność jest chętnie wspierana przez kierowców wyścigowych. Oni sami biorą udział lub organizują różne imprezy, ale to mimo wszystko wciąż jest ciągle jeszcze świeży temat. Cieszy mnie fakt, że Polska Liga Esportowa zainteresowała się simracingiem. Dzięki nim i Republic of Simracers (ROS) simracing w Polsce ma szansę stać się o wiele bardziej rozpoznawalny. Z grami takimi jak CS czy League of Legends trudno będzie konkurować, ale na pewno już niedługo znajdzie się więcej fanów simracingu.

Ile osób może liczyć społeczność simracingowa w Polsce?

Nie jest to jakaś spektakularna liczba, porównując społeczność do innych gier czy kategorii esportowych. Tutaj będę się opierał o statystyki z Republic of Simracers, gdyż tę ligę znam najlepiej. Dla przykładu: w pierwszym ligowym sezonie (w roku 2018) wzięło udział ponad 250 osób, co uważam za dobry wynik. Obecnie ROS prowadzi cztery serie wyścigowe: od serii dla amatorów po bolidy i serię GT, a wraz z zainteresowaniem tymi wyścigami, liczba graczy, wirtualnych kierowców cały czas rośnie.

Znam też kilka innych grup, lig czy społeczności simracingowych, w które też cieszą się sporym zainteresowaniem. Szacuję więc, że w Polsce mamy kilka tysięcy osób, które się simracingiem interesują jak i biorą czynny udział w różnego rodzaju zawodach.

Simracing Foto: Materiały prasowe
Simracing Foto: Materiały prasowe

O jakich grach mówimy, rozmawiając o simracingu? Assetto Corsa? Forza Horizon? F1?

Zacznę od F1 - moim zdaniem to nie jest typowy symulator. W pewnym stopniu jest oczywiście widoczne odwzorowanie warunków pogodowych czy samych bolidów, ale za to nie jest prawidłowo oddana fizyka jazdy. Oczywiście nie każdy musi się z tą opinią zgodzić. Rozegrałem kilka wyścigów w dwóch odsłonach serii F1 i jako fan simracingu i gracz, który spędził setki godzin w Assetto Corsa, czy ostatnio w iRacing i muszę przyznać, że w F1 nie potrafiłem sobie poradzić z opanowaniem bolidów na torze. Zupełnie inaczej jest w Assetto Corsa. W tym przypadku dużo lepiej odwzorowane jest zachowanie samochodu na torze, dlatego też spośród trzech wymienionych przez Ciebie tytułów, to Assetto Corsa jest najbardziej zaawansowaną propozycją dla fanów simracingu. W tej grze, gracz jest co prawda wrzucony na głęboką wodę, bez żadnych tutoriali czy szczegółowych opisów poszczególnych opcji, ale gdy już pozna się grę, satysfakcja jest wręcz dzika. 

W ramach współpracy Republic of Simracers z Polską Ligą Esportową będzie można oglądać rywalizację właśnie w grze Assetto Corsa. A dlaczego ta gra? Według mnie to właśnie ten tytuł jest odpowiedni do organizowania tego typu zawodów czy lig. Po pierwsze jest tam duży zasób samochodów i torów (zeskanowanych laserowo, co jest nie lada gratką dla fanów), a po drugie, wokół gry zgromadziła się bardzo duża społeczność moderska. Do tej gry powstało tysiące modów! Na jednej ze stron ich liczba przekracza 10,5 tysiąca. Znaleźć tam można dosłownie wszystko - od unikatowych samochodów po aplikacje informujące nas o ciśnieniu czy zużyciu opon, a nawet temperaturze toru oraz jego “nagumowaniu”.

Natomiast Forza Horizon jest typową grą arcade, tu już nie są potrzebne umiejętności kierowania samochodem. Po prostu podłączamy pada, uruchamiamy grę i zaczyna się zabawa. 

Jeśli miałbym brać pod uwagę wszystkie gry z gatunku simracing, muszę przyznać, że omawiane przez nas tytuły zrobiły na mnie największe wrażenie. Na rynku gier jest jeszcze mnóstwo propozycji dla fanów wyścigów, ale z mojego doświadczenia wynika, że nie mogą stawać na równi z tymi topowymi tytułami. Na pewno każdy z deweloperów takiej gry stara się jak najbardziej odwzorować auta, tory czy najważniejsze - fizykę jazdy i ogólne zachowanie aut na torze wyścigowym. Przykładem (oprócz wymienionej już gry Assetto Corsa) może być chociażby iRacing- gra jest ciągle rozwijana i usprawniania od ponad 11 lat i jest uznawana za jeden z topowych symulatorów. Tu jako ciekawostkę można dodać, że w iRacing ściga się wielu znanych kierowców wyścigowych, nawet Robert Kubica od czasu do czasu bierze udział w wirtualnych wyścigach w iRacing.

Simracing Foto: Materiały prasowe

Jak to będzie zorganizowane? Coś na wzór kalendarza Formuły 1?

Zgadza się. Co dwa tygodnie, w niedziele odbywać się będą wyścigi. Kierowcy najpierw wezmą udział w prekwalifikacjach, które mają na celu przydzielić uczestników do poszczególnych serwerów. Serwery są podzielone na kilka grup, i tak: na pierwszym serwerze jadą kierowcy, którzy w prekwalifikacjach “wykręcili” najszybsze czasy okrążeń, a na kolejnych serwerach analogicznie - kierowcy z dłuższymi czasami okrążeń. Miejsca dla każdego wystarczy, także zachęcam do spróbowania swoich sił w lidze Republic of Simracers.

Rozgrywki będą transmitowane na moim kanale twitch, które będę komentował wraz z Andrzejem Wasilewskim - założycielem ligi Republic of Simracers.

Pojawia się opinia, że gracz simracingowy może zostać kierowcą wyścigowym lub chociaż trochę zbliżyć się do tego świata. Podpisujesz się pod nią?

Myślę, że coś w tym jest. Są osoby, które spędzają tysiące godzin w simracingu, po czym wsiadają za kierownice prawdziwego samochodu wyścigowego i radzą sobie zadziwiająco dobrze na torze. Na przykład Jimmy Broadbent, znany w światku simracingu youtuber, wsiadł do samochodu wyścigowego i nie miał żadnych trudności, by opanować go na torze. Oczywiście na realnym torze, ścigającym się towarzyszą inne warunki - pojawia się chociażby przeciążenie, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić, a wspomniany przeze mnie Jimmy poradził sobie naprawdę dobrze. Niektórzy kierowcy tak właśnie stawiali pierwsze kroki, czy to w drifcie czy w wyścigach. Próbowali w simracingu, postawili wszystko na jedną kartę i zainwestowali w sprzęt, by na tym oprzeć swoją przyszłość. W Polsce dobrym przykładem jest chociażby Damian Lempart, który lubuje się w symulatorach wyścigowych (m.in. ściga się w Republic of Simracers) i jednocześnie odnosi sukcesy w rzeczywistych wyścigach. Jak widać, jeżeli czegoś się bardzo chce, to można. Wszystko jest możliwe! 

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze