Felieton Jonatana Rogozińskiego: Legenda wraca do łask

W3 Foto: Blizzard

Ciekawa moda nastała w branży gier. Klasyczne tytuły doczekują się odświeżonych wersji – tzw. „remasterów”, przyciągając nowych graczy, i co chyba najważniejsze, zarabiając „nowe” pieniądze. Blizzard nie stanowi wyjątku od reguły – wszak rok temu remastera doczekała się pierwsza część Starcrafta. Tym razem jednak deweloper zmienił nieco taktykę, uprzednio sondując zainteresowanie Warcraftem III wśród społeczności. Trzeba przyznać, że odzew był bardzo duży.

Niewiele jest gier, które skupiają tak liczną społeczność przez tak wiele lat. Oczywiście, wiele klasycznych produkcji dalej ma własną garstkę zapaleńców, którzy do dziś utrzymują serwery czy tworzą coraz to nowe mody podtrzymując grę przy życiu, ale też obracając się w nieco hermetycznym, zamkniętym gronie. Warcraft III do pewnego momentu też był potwierdzeniem tej reguły, ale w ostatnim czasie pokazał, jak wiele może się zmienić, kiedy zainteresowanie swą wydawałoby się zapomnianą produkcją znów wyrażą jej twórcy.

Przez lata W3 nie mógł doczekać się jakichkolwiek zmian w balansie czy większych zmian technicznych – Blizzard dodawał jedynie niewielkie poprawki, wprowadzające m.in. wsparcie dla Maca czy likwidujące niewielkie błędy. Przez trzynaście lat nie dotykano balansu ani nie przykładano praktycznie żadnej wagi do anty-cheatów – stąd też przez dosyć długi okres Battle.net był platformą tak naprawdę niegrywalną. Dodajmy do tego fakt, że domyślny ping narzucony odgórnie przez serwery wynosił 150ms, i mamy przepis na dramat. Doprowadziło to ostatecznie do tego, że zarówno zawodowi , jak i ci amatorscy trochę lepsi gracze przenieśli się na W3Arena – prywatną platformę opierającą się na autorskim modzie, pozostawiając na Bnecie tylko hackerów, desperatów i kompletnie nowych graczy (których za wielu nie było).

W marcu i kwietniu ubiegłego roku wypuszczono poprawki, które miały uczynić Warcrafta grą przystępniejszą – liczne usprawnienia oraz zawarcie obu wersji gry w jednym launcherze zwiastowały większe zmiany w grze. I faktycznie – na początku tego roku zapowiedziano patch 1.29, który okazał się czymś, czego W3 potrzebował najbardziej – zawodowcy wrócili na serwery Battle.netu, a liczba graczy wzrosła.

Co takiego przyniosła ta poprawka? Wsparcie dla wysokich rozdzielczości, większe, bo aż 24-osobowe lobby w grach dowolnych, zmieniono też pulę map rankingowych, zastosowano anty-cheaty oraz usunięto mnóstwo bugów. Z punktu widzenia e-sportu najważniejsze jednak było co innego – wreszcie dokonano zmian w balansie, i to bardzo licznych, wywracając metę do góry nogami. Eksperymenty trwają do dzisiaj, społeczność się ożywiła i dostarcza mnóstwo feedbacku twórcom, przychodzą nowi gracze, zapowiedziano remaster. Co to oznacza dla e-sportowej sceny klasyka?

Nie tak dawno NetEase – prawdopodobnie największa platforma competitive w Warcrafcie 3 operująca w Chinach – zapowiedziała, że w przyszłym roku zorganizuje cztery duże turnieje, w których pula nagród przekroczy 700,000 dolarów. Same te turnieje przebiją więc wszystkie nagrody, jakie profesjonalni gracze zdobyli łącznie w ciągu dwóch ostatnich lat. Poza tym, w Kraju Środka uaktywniona zostanie młodzież – liczne ligi uczelniane oraz swego rodzaju regionalne mistrzostwa Chin mają wyłonić nowe gwiazdy W3. Wszystko we współpracy z Blizzardem, który przykładał rękę już do tegorocznych turniejów.

Warto w tym momencie wyjaśnić pewną kwestię. Warcraft 3 w Chinach przez te wszystkie lata był grą niezwykle popularną, o czym świadczyć może fakt, że podczas niedawnych finałów WGL – a więc najważniejszej ligi W3 na świecie – w szczytowym momencie transmisję na chińskich portalach streamingowych śledziło 750,000 osób (dla porównania – angielskojęzyczny stream na Twitchu osiągnął peak w wysokości 9,000 widzów). To wynik dorównujący największym produkcjom e-sportowym na świecie, a przecież nie znamy jeszcze dokładnej daty wydania remastera!

W3: Reforged został zaprezentowany na tegorocznym BlizzConie i wzbudził powszechny entuzjazm, nie tylko wśród osób, które kiedyś grały rekreacyjnie w tego RTS-a, ale także wśród pro-playerów i streamerów, a więc głównej osi, wokół której wszystko się kręci. Co bardzo istotne, Reforged nie zmieni mapowania czy animacji jednostek – każdy aspekt gameplayu pozostanie bez

zmian, co ma także dodatkowy plus – nie trzeba kupować remastera, aby móc zmierzyć się z nowymi graczami – zarówno wersja klasyczna, jak i odnowiona będą kompatybilne i matchmaking dla nich ma być wspólny. Jedynym ulepszeniem mają być odświeżona grafika, stabilniejsze działanie oraz dodatki do kampanii dla jednego gracza (jeszcze nie wiemy czy płatne).

Ale wróćmy do e-sportu. Czy tak duże pieniądze włożone przez chińskiego operatora znajdą swoje odbicie także u nas, w Europie? Zdania są podzielone, ale większość prominentnych członków społeczności zdaje się naciskać na podobne programy także tutaj. Europa, po Chinach, jest oczywiście największym liczbowo serwerem Warcrafta, z dość dużą przewagą nad USA. Kolebką W3 wydają się być Niemcy, skąd pochodzi większość mniejszych lub większych streamerów, ale bardzo dużą popularnością gra cieszy się także na wschodzie - Foggy dotarł do finału ostatniego WGL, Rosjanin Happy zaś do dziś pozostaje najlepszym graczem online W3 (winratio Bnet na poziomie 99%). Z Holandii pochodzi Grubby, dawny pro-player, obecnie zaś streamer, w dużej mierze dzięki któremu Warcraft jest obecnie wysoko w rankingu oglądających na Twitchu (codzienne streamy przyciągają około 6-7 tys. widzów). Również i nasi rodacy, którzy niegdyś grali w W3 na bardzo wysokim poziomie powracają do gry – przykładem niech będzie Przemysław „Paladyn” Wadoń, który niedawno zaczął streamować. Scena zaczyna budzić się do życia i zdecydowanie odstawia bądź co bądź konkurencyjnego Starcrafta w tyle.

Zatem – co my tu mamy? Cztery duże turnieje od NetEase z rekordową pulą nagród. Ligi akademickie i regionalne w Chinach, a także kolejne WGL i zapewne turnieje w Europie czy USA. Wreszcie premierę Reforged, na którą czekają wszyscy, i dalsze zmiany balansu oraz rozgrywki. Oddaną społeczność, która współpracuje z deweloperami. To nie może się nie udać – legenda powraca!

Zobacz komentarze