Esport w wersji beta, czyli pierwszy turniej Teamfight Tactics za nami

Teamfight Tactics Foto: Riot Games

Josh „JoshOG” Beaver wygrał pierwszy oficjalny turniej w Teamfight Tactics – Twitch Rivals Tamfight Tactics Showdown. Amerykanin znany wcześniej przede wszystkim, ze streamowania shooterów zarobił na turnieju 8,375 dolarów.

W turnieju brało udział 64 stremerów z całego świata. Pierwszego dnia zmagań gracze zostali podzieleni na dwie 32 osobowe grupy. Każdą grupę podzielono dodatkowo na cztery pokoje, w których toczono pojedynki.

Niestety żadnemu z czterech Polaków, biorących udział w turnieju, nie udało się wyjść z grupy i zmagania zakończyli już pierwszego dnia. Najbliżej przejścia do kolejnego etapu był Jakub „Lothar” Szygulski, który uplasował się na 10 miejscu w grupie A.

Bardzo wysokie, bo aż trzecie miejsce zajął Octavian “Kripparrian” Morosan znany głównie ze streamowania Hearthstone. Jak sam powiedział jego sekretem na sukces jest „nie granie w tę grę zbyt często”. Rzeczywiście rzadko można było znaleźć na twtichu Krippa streamującego TFT. W momencie gdy inni uczestnicy trenowali rzucanie bohaterów na szachownicę w odpowiednim szyku, Kripp rzucał kartami o Hearthstonowy stół.

Oglądanie Krippa, który ciągle mylił nazwy bohaterów, a równocześnie wygrywał pojedynek za pojedynkiem, była czystą przyjemnością. I w sumie dzięki jego streamowi obejrzałem cały turniej nie zważając na późną godzinę na zegarku. 

Jako, że był to pierwszy poważny turniej w TFT, a grze wciąż bliżej do wersji beta niż gotowego produktu, to pojawiły się też pewne niedogodności.O ile oglądanie rozgrywki jednego zawodnika jest przyjemne i wciągające, to niestety główna transmisja była nieco chaotyczna.

Przeskakiwanie między streamerami w TFT psuje immersję i znacznie utrudnia skupieniu się na odbiorze rozgrywki. Pomimo, że speakerzy przypominali kogo w danym momencie oglądamy, to i tak często się gubiłem i wracałem do transmisji pojedynczych uczestników.

Dodatkowo zdarzały się zbugowane jednostki, które stały w miejscu jak posągi. RNG również nie dla wszystkich było łaskawe i niejeden gracz przegrał przez czekanie na jednego, konkretnego bohatera do swojej wymarzonej kompozycji.

Na szczęście w TFT liczy się „skill”, czyli zmysł taktyczny i umiejętność podejmowania szybkich, nieraz kluczowych decyzji. Gracze udowodnili, że pomimo losowego aspektu tej gry, to właśnie te cechy prowadzą do zwycięstwa.

Zobacz komentarze