Dostał ataku podczas grania online. Uratowała go znajoma z teamu, dzwoniąc z... Ameryki

Aidan Jackson
Aidan Jackson Foto: YouTube

To był normalny dzień. 17-letni Aidan Jackson grał online, gdy niespodziewanie poczuł się źle. Życie uratowała mu koleżanka z drużyny, oddalona o 8000 km kobieta. Gdy usłyszała, że coś jest nie tak, i że Jackson przestaje odpowiadać, zadzwoniła do brytyjskiej policji informując o tym, że jej kolega po drugiej stronie oceanu prawdopodobnie dostał ataku. Ten telefon uratował mu życie.

- Gdy nie odpowiadał, zaczęłam od razu szukać numeru ratunkowego dla krajów Unii Europejskiej - opowiada o swoich przeżyciach w rozmowie z "Liverpool Echo" Dia Lathora, amerykańska bohaterka. Gdy nie mogła znaleźć odpowiedniego numeru, zadzwoniła na zwykły, policyjny. Podała dyżurującemu funkcjonariuszowi adres kolegi, a ten wysłał do jego mieszkania ratowników.

Co ciekawe, w momencie ataku nastolatka, jego rodzice byli w domu. Znajdowali się na niższym piętrze budynku, zupełnie nieświadomi, jaki dramat rozgrywa się wyżej. Gdy policja zjawiła się u nich, nie mieli pojęcia, jaki jest powód tej wizyty. Jeden z policjantów wytłumaczył matce chłopaka, że dostali wezwanie w sprawie jakiegoś mężczyzny pod tym adresem. Gdy kobieta tłumaczyła, że nie wie, o co chodzi, funkcjonariusz powiedział, że dostali telefon ze Stanów Zjednoczonych.

Jackson został błyskawicznie przewieziony do szpitala, gdzie ustabilizowano jego stan. Jest już bezpieczny w domu. Teraz zajmą się nim lekarze, bo to nie był jego pierwszy atak. Rodzice 17-latka są bardzo wdzięczni jego koleżance z Teksasu.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze