Chińczycy wyrzucają z gier słowo "zabić" i pozbywają się krwi! Sprytni twórcy PUBG zmieniają jej kolor... na zielony

PUBG screen, fot. YouTube

Chiny nie idą na kompromisy i wprowadzają regulacje. W ostatnim czasie Państwo Środka pozbyło się krwi czy szkieletów z wirtualnej rozrywki i poszło na wojnę z PUBG. Teraz wyrzucają z gier słowo "zabić".

Twórcy nie raz próbowali obchodzić ograniczenia, m. in. te dotyczące usunięcia krwi z gry. Wchodzili na wyżyny swojej kreatywności i... zmieniali jej kolor na zielony. Tymczasem chiński rząd zakazał wszystkiego, co gracze mogą odbierać jako krew, w tym wydzieliny o innej barwie. W trakcie rozgrywki w Państwie Środka nie zobaczymy także trupów czy szkieletów. Władze nakłaniają także firmy z branży gier do promocji chińskich wartości i kultury.

Unsplash Foto: Dusan Smetana / Unsplash

Władze Chin mają na celu ograniczenie przemocy i nie szczędzą w środkach. Restrykcyjne prawo wymaga od twórców gier, aby dostosowywali oni swoje tytuły do lokalnych wymogów. Nie ma co się dziwić, że deweloperzy idą na ustępstwa. W końcu w Państwie Środka mieszka ok. 1,4 miliarda osób, z czego do 2022 roku liczba graczy ma przekroczyć 768 milionów, zgodnie z raportem Niko Partners.

Tencent Holdings Limited, czyli spółka odpowiedzialna m.in. za PUBG czy League of Legends, również zmierzyło się z surowością opisywanego kraju. Ich produkcja z gatunku Battle Royale jest niezwykle popularna w Azji, ale rząd Chin wyrzucił jej mobilną wersję ze swojej ziemi. Twórcy nie dali się i stworzyli grę pod nazwą Game for Peace (z ang. Gra o pokój). Zgodnie z doniesieniami Reutersa, tytuł ten jest ukłonem i swego rodzaju hołdem składanym chińskiemu lotnictwu. Może to też nawiązywać do Placu Niebiańskiego Spokoju, który znajduje się w Pekinie.

Swoją drogą Tencent nie jest małym graczem, a w swoim repertuarze posiada także przenośny odpowiednik League of Legends, czyli Arena of Valor, w którą gra ponad 200 milionów osób. Z kolei PUBG Mobile organizowało w ubiegłym roku turniej w Dubaju, który przykuł uwagę ponad 800 tysięcy widzów. W związku z tym spółka zdecydowała się na kolejne wydarzenie pod nazwą PUBG Mobile Club Open 2019. W puli nagród rozgrywek znajdą się aż 2 miliony dolarów, a do rywalizacji przystąpią pół-profesjonalne i profesjonalne drużyny. Nie zobaczymy w nim jednak polskiego zespołu, bo PUBG w naszym kraju zwyczajnie nie istnieje. O ile jeszcze do niedawna w wersji na komputery reprezentowało nas Izako Boars, o tyle w wariancie tabletowym bądź komórkowym brakuje Polaków. Więcej o mobilnym esporcie przeczytacie tutaj.

O dziwo w ograniczeniu słownictwa nie chodzi o wulgaryzmy, ale o wyraz "zabić" czy też "zamordować". Nie można używać go w grach, a znając surowość Państwa Środka, zapewne nie przejdą proste sztuczki w postaci zmiany słowa na np. "eliminację". Kultura wschodu jest naprawdę fascynująca, szczególnie, jeśli wdrożymy się w tego typu ciekawostki. Przykładowo chińskiej windzie czy hotelu nie zobaczymy numeru 4, ponieważ zapisuje się go tym samym znakiem co słowo "śmierć". Cyfra ta jest uznawana za pechową, a przesąd przeniósł się na Tajwan, Japonię, Koreę czy Wietnam. Mieszając podejście Chińczyków z nieubłaganą cenzurą możemy jedynie spodziewać się kolejnych regulacji w obszarze gier.

Zobacz komentarze