23-latek chciał zablokować dostęp do serwerów Sony, teraz spędzi 2 lata za kratkami

Unsplash Foto: Bill Oxford / Unsplash

Mężczyzna odpowiedzialny za liczne ataki na serwery firm tworzących gry komputerowe następne 27 miesięcy spędzi w więzieniu. 23-latek z Utah próbował przeprowadzić liczne ataki DoS (odmowa usługi) m.in. na należące do Sony studio Daybreak Games. Zapłaci za to nie małą karę.

Zgodnie z informacją opublikowaną przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, Amerykanin będzie musiał zapłacić 95 tys. dolarów grzywny za popełnione przestępstwo. Jego kara wydaje się poważna, lecz nie jest najwyższą, jaką władze mogły na niego nałożyć. Za przestępstwo nazwane "uszkodzeniem chronionego komputera" grozi maksymalnie 10 lat pozbawienia wolności i uiszczenie grzywny w wysokości aż 250 tys. dolarów.

Instytucja podała w notce prasowej definicję ataku DoS. – Atak odmowy usługi (DoS) występuje, gdy prawowici użytkownicy nie mają dostępu do systemów, urządzeń czy innej sieci zasobów w wyniku działań cyberprzestępcy. Przeważnie haker zalewa komputer lub sieć danymi, dopóki ta nie może odpowiedzieć lub zawiesi się, tym samym blokując dostęp prawowitym użytkownikom – czytamy.

Nie jest to pierwszy raz, kiedy niejaki Austin Thompson dopuszcza się przestępstwa. Na przełomie 2013 i 2014 roku przeprowadzał ataki, których celem były firmy tworzące gry online. Za pomocą konta grupy hakerskiej "DeepTrolling" na Twitterze ogłaszał, że zamierza uderzyć w dany podmiot. Wśród jego ofiar znalazły się serwery aplikacji Blizzard Battle.net, dzięki której możemy zagrać m.in. w popularne tytuły esportowe, takie jak StarCraft II, HearthStone czy Overwatch.

W tym czasie, wtedy 18-latek, zaatakował również Riot Games, a konkretnie ich tytuł League of Legends. Poza tym zablokował też dostęp do jednego z flagowych produktów esportowych Valve – Doty 2. Udało mu się dopiąć swego, a gracze obydwu produkcji nie mogli dostać się na serwery przez kilka godzin. – DoS kosztuje firmy i osoby prywatne miliony dolarów rocznie – powiedział amerykański prawnik Robert Brewer. – Naszym zadaniem jest wnoszenie oskarżeń przeciwko hakerom, którzy celowo zakłócają dostęp do internetu – dodał.

Prawdopodobnie ostatnia ofiara, czyli Daybreak Game Company, w kwietniu tego roku rozpoczęła pracę nad rozwojem Z1 Battle Royale, niegdyś H1Z1. – Pracujemy w pocie czoła nad rebrandingiem Z1 Battle Royale i wracamy do dni świetności gry – czytamy w oświadczeniu podmiotu Sony.

Jeszcze pod nazwą H1Z1 produkcja tworzyła gatunek, który, o dziwo, swoje początki ma w Minecraftcie, a poza tym kształtowała podstawy esportu w tego rodzaju grach. Profesjonalna liga w tym tytule upadła w 2018 roku, kiedy to w środku sezonu, sześć miesięcy po starcie, zdecydowano się ją zawiesić. Wynikło to z jej niewypłacalności i problemów organizacyjnych. Samo H1Z1 nigdy na dobre nie wróciło do łask.

Na szczęście kolejne gry, takie jak PUBG czy Fortnite, przejęły fanów umierającej produkcji i pozwoliły im rywalizować na najwyższym, światowym poziomie, czego rezultatem jest chociażby Fortnite World Cup. To mistrzostwa świata, na które pojedzie m.in. 16-letni Maciej "teeq" Radzio. Co ciekawe, fani tytułu od Epic Games w przeszłości wielokrotnie skarżyli się na ataki DDoS, lecz te w większości miały związek z ich słabym łączem, a nie czyjąś złośliwością.

Zobacz komentarze