Fortnite jest do bani? Skąd ten hejt, drodzy gracze? [FELIETON]

Ninja Foto: Red Bull

Gracze przypięli Fortnite wiele negatywnych etykietek. Produkcja Epic Games jest dla dzieci, nie nadaje się do esportu i oglądania, a losowość sprawia, że nie powinno się do niej dotykać - tego typu opinie pojawiają się w internecie. Zebrałem najczęstsze w moim odczuciu zarzuty wobec tej gry i po części gatunku Battle Royale.

W Fortnite spotkamy wyłącznie dzieci

To, że wiele młodych osób spędza w tej grze mnóstwo czasu, nie jest niespodzianką. Zastanawiające jest jednak to, że część społeczności upatruje w tym największego problemu. Gdy gdzieś w internecie pojawia się taki "argument", zastanawiam się, w co grają osoby, które się nim posługują. Quake III Arena, a może Unreal Tournament 2004? Dlaczego akurat te tytuły? Jeśli ktoś na co dzień ma do czynienia z matchmakingiem w CS:GO lub kolejkami solo w LoL-u, to nie powinien mówić, że wyłącznie w Fortnite jest mnóstwo młodzieży, bądź osób, które zachowują się niedojrzale.

Problem tkwi właśnie w definicji "internetowego dziecka". Niektórym automatycznie zdarza się wrzucać do tego koszyka każdego gracza, który jest toksyczny bądź zdarza mu się trollować. Nie ukrywam, że w produkcji studia Epic Games jest takich wielu, ale nie patrzmy na to tak wąsko. Po wywiadzie z 14-letnim snoozloozem i 16-letnim teeqiem zrozumiałem, że ci nastoletni gracze, którzy z niedzielnego grania przeszli na scenę profesjonalną, są dojrzali jak na swój wiek. Ich przykładem idzie wielu początkujących esportowców, którzy wybierają właśnie Fortnite. Szczególnie, że jest on jedną z tych gier, które umożliwiają zarobek całkiem wcześnie, bo w przypadku rozgrywek World Cup dają na to szansę już po 13 roku życia. Rzecz jasna obecność komunikacji głosowej sprawia, że część graczy nadal chce sobie ulżyć za sprawą tzw. pyskówki, ale to chyba ogólny problem gamingu.

Fortnite World Cup Foto: Epic Games

To przecież w ogóle nie pasuje do esportu

Zarzut ten ma w sobie sporo racji. Esport bazuje na rywalizacji, a ta powinna być jak najbardziej wyrównana. Natomiast Fortnite zawiera w sobie mnóstwo losowości, zaczynając od trasy autobusu, z którego gracze wyskakują, kończąc na rozmieszczeniu przedmiotów. Do tego dochodzą zrzuty zaopatrzenia, lokalizacja skrzynek i masa innych czynników komplikujących sprawiedliwą rozgrywkę, np. efekt bloom.

Tego się nie da oglądać

Kolejny argument przeciwko esportowi w Fortnite, a zarazem następny, z którym w większości się zgadzam. Patrzenie na wyczyny czterdziestu graczy w malutkiej strefie podczas Fortnite World Cup to mordęga. Zanim znajdziemy zawodnika, któremu kibicujemy, kamera zdąży pokazać nam inne ujęcie i szukanie zaczyna się od nowa. Alternatywnym rozwiązaniem jest oglądanie streama gracza z jego perspektywy. Nie daje nam to jednak możliwości wglądu w całe pole bitwy, jak to ma się w przypadku wspomnianego LoL-a, czy nawet CS:GO. W obu tytułach co prawda walczy dziesięciu zawodników, ale nie problem zorientować się, co robią w danym momencie. Tym bardziej, że należą oni do dwóch drużyn, a nie jak w przypadku Fortnite... często kilkudziesięciu.

Kiedyś to bylo...

Osoby, które w produkcję Epic Games grają od kilku sezonów, często narzekają na zmiany. Broń zostaje ulepszona? Źle. Wprowadzono pojazdy? Super. Dodano nowy sposób na przemieszczanie się? Znowu źle. I tak w kółko. Nie zrozumcie mnie źle - oczywiście każdy ma swoją opinię, ale chodzi tu o ogólną tendencję. Społeczność stara się być przeważnie przeciwko twórcom. Działa tu efekt stada, szczególnie w przypadku Twittera i głośnych krzyków "revert!", gdy któraś z aktualizacji się nie spodoba. Tak było stosunkowo niedawno, gdy z gry usunięto m.in. kradzież zdrowia, choć ta do normalnych meczów zawitała zaledwie kilka tygodni wcześniej. Chyba za szybko się przyzwyczajamy do tego, co już w Fortnite jest.

Fortnite Virtus.Pro Foto: Materiały prasowe

Epic szuka gdzieś złotego środka, jedne zmiany są w porządku, inne niekoniecznie, ale ludzie... ile można. Biję się w pierś, bo swego czasu dołączyłem do tego grona, do czasu, aż dowiedziałem się o tym, że pracownicy studia spędzają do 100 godzin tygodniowo, rozwijając grę. Czy mogliby to robić lepiej? Pewnie tak, ale zadowolić wszystkich jest naprawdę trudno. Sprzeczki po aktualizacjach dotyczą także profesjonalnych graczy. Wystarczy po wprowadzeniu łatki poczytać wpisy w ich mediach społecznościowych, gdzie niejednokrotnie prezentują skrajnie odmienne poglądy.

Streamerzy to klauny

Rzucić tylko w internecie informacją o Ninjy, a znajdzie się całe grono, które przyjdzie mu "nawrzucać". Blevins jest typem człowieka, który zachowuje się niepoważnie, często przesadza z emocjami i krzyczy. Taki wizerunek sobie wykreował, a podtrzymują go pieniądze z Twitcha i zbudowana wokół niego społeczność. Na community Fortnite patrzy się zazwyczaj przez pryzmat Ninjy, szczególnie jeśli oceniające go osoby na co dzień nie interesują się tytułem od Epic Games.

Jest jednak wielu innych streamerów, którzy starają się przebić, zachowując się mniej wybuchowo. Nie będę jednak ukrywał, że błazenady na transmisjach z tej produkcji często jest sporo i to właśnie te streamy, kierowane zazwyczaj do młodszego, luźniejszego odbiorcy, wybrzmiewają najgłośniej. Każdy powinien się jednak zastanowić nad tym, czy to źle, że nastolatki idą bardziej w kierunku cukierkowego Fortnite niż mrocznej Doty 2 lub klasyka, jakim jest CS. W mojej opinii to po prostu zmiana pokoleniowa nie do zatrzymania.

Ninja Foto: Stream

Niełatwo było mi się ustosunkować wobec tych zarzutów, bo prawda dotycząca większości z nich leży gdzieś po środku. Kiedy wirtualna rywalizacja się rozwijała, rzadko wkraczały na nią tytuły skierowane do młodych. Quake, StarCraft, Counter-Strike, pierwsza DotA (pomimo kolorystyki Warcrafta III) czy pozostałe produkcje zazwyczaj tworzono dla starszych osób. Nie było też Battle Royale, gatunku, który szybko stał się popularny i przypadkiem wszedł do świata esportu. Fortnite traktowałbym bardziej jako eksperyment i badanie możliwości stosunkowo świeżej branży, dlatego apeluję o delikatne wstrzymanie się z hejtem w kierunku tego tytułu. Za parę lat może z tego wyrosnąć coś niesamowitego.

Zobacz komentarze