Ciąg dalszy upadku Fortnite'a? Nieugięte Epic pod krytycznym ostrzałem graczy.

Fortnite

Fala hejtu spłynęła na twórców po wprowadzeniu kontrowersyjnych zmian w ciągu ostatnich dni. Epic najpierw usunęło kradzież zdrowia, a także wypadanie materiałów po śmierci gracza. Teraz studio uprzykrza życie profesjonalistom na chwilę przed mistrzostwami świata.

Po ponad miesiącu odebrano nam tzw. wampiryzm i sposoby na szybsze przejście z etapu zbierania do budowania. Nic więc dziwnego, że pod każdym tweetem Epic widnieje masa komentarzy z dźwięcznym hasłem "Revert!". Nawet piłkarz Zlatan Ibrahimović dołączył grona oburzonych fanów. Streamerzy wyrazili swoje niezadowolenie poprzez granie w UNO, o czym wcześniej pisaliśmy. Niedawna zapowiedź zmian wbija kolejny gwóźdź do trumny, a nie wiemy, ile może ich ona pomieścić.

Twórcy wprowadzili tryb areny, który umożliwia zbieranie punktów i awans do konkretnych lig. Wszystko super, tylko że na mecz trzeba czekać nawet do pół godziny. W tym czasie można zrobić obiad albo zastosować się do propozycji Epic: "Słyszymy skargi na długie kolejki na wyższych poziomach rozgrywek w ramach oficjalnej rywalizacji, dlatego zaczęliśmy pracować nad rozwiązaniem: umożliwieniem gry w czasie oczekiwania!". Nurtuje mnie jedna kwestia. Po co ktoś ma grać zwykły mecz, skoro woli format rankingowy?

To nie wszystko, ponieważ na tydzień przed rozpoczęciem kwalifikacji do Fortnite World Cup postanowili wprowadzić kontrowersyjną zmianę. Rozdzielczość 4:3 zostanie zablokowana w trybie areny i na turniejach. Profesjonalistów czeka teraz granie wyłącznie na ustawieniu 16:9. To poważny cios w stronę tych z nich, którzy preferują alternatywne rozwiązanie. Dziwi przede wszystkim to, że decyzja ta została podjęta na chwilę przed tak ważnym wydarzeniem, jakim są mistrzostwa świata w Fortnite.

Naprawdę staram się zrozumieć sytuację Epic. Studio musi zadowolić zarówno graczy niedzielnych, jak i uczestników najpoważniejszych rozgrywek. To ogromne wyzwanie, szczególnie że system matchmakingu kuleje. Nowa osoba w Fortnite, która chce nauczyć się gry, ma nikłe szanse. Zanim postawi ona pierwszą ścianę, już znajdzie się w środku budowli doświadczonego zawodnika i najprawdopodobniej zginie.

Miejmy nadzieję, że twórcy szybko poradzą sobie z kolejkami w trybie areny, bo wymuszają one udział profesjonalistów w zwykłych meczach. Jeśli jednak Epic ma zamiar pchać ich na siłę do normalnych rozgrywek, zamiast intensywnie pracować nad czasem oczekiwania w grach rankingowych, to obawiam się o przyszłość Fortnite'a. W sumie to nadal lepsze niż brak customów w Apex Legends, przez co turnieje odbywają się na... publicznych serwerach.

Studio motywuje swoje działania chęcią ograniczenia agresywnych taktyk. Gracze mieliby działać z większą rozwagą dzięki usunięciu kradzieży zdrowia czy wypadania materiałów.

Wydaje mi się, że twórcy zapominają o tym, czym Fortnite zdobywa fanów. To właśnie dynamika i rozgrywka nastawiona na eliminacje przyciąga graczy i widzów, a Epic działa tak, jakby chciało się upodobnić do PUBG. Czy blisko 90 procent osób krzyczących "Revert!" osiągnie swój cel?

Gdy w przeszłości do zestawu broni zawitał zadający 75 punktów obrażeń Infinity Blade, twórcy przyznali się do błędu i szybko go wycofali. Nic dziwnego, bo przesadą było wprowadzenie miecza niszczącego jednym uderzeniem każdą ścianę. Jeśli studio nie pójdzie na kompromis w kwestii ostatnich aktualizacji, gracze będą mocno niezadowoleni. Z drugiej strony burza może po pewnym czasie ucichnąć. Przecież byliśmy w stanie wytrzymać 7 sezonów bez kradzieży zdrowia i materiałów, dlaczego więc mielibyśmy się do tego przywiązywać na stałe?

Zobacz komentarze