Niedociągnięć Ekstraklasa Games było mnóstwo. Ale i tak wierzymy w ten projekt [KOMENTARZ]

Ekstraklasa Foto: newspix.pl

Zakończyły się rozgrywki Ekstraklasa Games, czyli oficjalnych zmagań FIFA, sygnowanych szyldem najwyższej klasy rozgrywek piłkarskich w naszym kraju. Najlepsza okazała się Pogoń Szczecin, która w finale pokonała Legię Warszawa. Nie ma co ukrywać, wszystko mogło wyglądać dużo lepiej. Oto kilka wniosków po sezonie zerowym.

Ekstraklasa Games miała nam dać odpowiedź na to, czy rzeczywiście kluby sportowe poważnie traktują rywalizację wirtualną. Czy dała? Są wątpliwości. O ile sama Ekstraklasa poważnie podeszła do tematu, o czym świadczy chociażby transmisja na żywo na oficjalnych kanałach w social mediach, tak u większości klubów tego nie było. Na przykład Pogoń Szczecin o triumfie swoich zawodników poinformowała wrzucając screen drabinki fazy finałowej, okraszając to wpisem "Puchar jest nasz!!". Zdjęcie z finałowego spotkania pojawiło się dopiero następnego dnia. Trochę słabo.

Nierówna postawa klubów

Lepiej do tematu podeszła Legia Warszawa, która na oficjalnym koncie na Facebooku poinformowała o trwających zmaganiach, a potem także dała znać o wicemistrzostwie Polski. Najbardziej aktywna w social mediach była Jagiellonia Białystok, która w weekend na oficjalnym koncie zamieściła kilkanaście postów o Ekstraklasa Games. Wynik pewnie rozczarował, ale postawa klubu na duży plus.

Z jednej strony trudno o wielkie działania, jeśli chodzi o zawodników esportowych, bo kibice sportowi po prostu ich nie znają. Wyjątkiem od tej reguły może być jedynie Miłosz Bogdanowski, gracz Legia eSports. Z drugiej jednak strony, rozpoznawalność Miłosza, to efekt długofalowych działań Krzysztofa Stalewskiego i Piotra Dymka, ludzi odpowiedzialnych za Legia eSports. Może kluby sportowe powinny jednak postawić na niepewną kartę i zbudować komunikację wokół swoich esportowców. Historia i rozwój Nikodema "Piko" Pawlaka na pewno ma na to potencjał.

Esport czy nie sport

Reakcje środowiska piłkarskiego były równie. Jedni, tak jak Kuba Polkowski (kiedyś dziennikarz Łączy Nas Piłka, obecnie prowadzący kanał Youtube "Foot track") zaangażowali się w prace przy tym projekcie, inni, jak Krzysztof Stanowski (redaktor naczelny Weszło.com), kompletnie nie rozumieli tych rozgrywek. Trudno się dziwić Stanowskiemu, który podszedł do sprawy z pozycji laika i rzeczywiście w pierwszym kontakcie rozgrywki FUT mogą być niezbyt przystępne dla widza. Niemniej wydaje się, że osoby, które oglądały relację z ESA Games od początku, bez trudu zrozumiały istotę i system rywalizacji.

Jeżeli Ekstraklasa Games ma być tubą napędową esportu w świecie polskiego sportu, to można zadać pytanie, czy rozgrywki FUT dobrze odwzorowują istotę sportów elektronicznych. Pewnie nie, ale tak od lat wyglądają rozgrywki esportowe FIFA, a wirtualna piłka nożna to najprostsza metoda nauczania laików. Czy to się zmieni? Na pewno nie w najbliższej przyszłości. EA Sports inkasuje zbyt dobry pieniądze na pasjonatach otwierających paczki, aby przejmować się szlochaniem laików, którzy i tak pewnie dalej pozostaną casualowymi graczami, którzy z FIFA mają do czynienia u kolegi przy piwie, bądź w deszczowe, jesiennie wieczory.

Format można doszlifować

Niewiele osób miało w swoim życiu sposobność organizować turniej offline, w którym udział potwierdziło 64 zawodników. Jak możecie się domyślić, logistycznie nie jest to łatwe zadanie. Jeżeli więc rozpatrujemy sezon zerowy Ekstraklasa Games, to musimy wziąć pod uwagę, że włodarze i administracja musieli zrobić możliwie najbardziej atrakcyjne dla oka i zapewniające rywalizację na najwyższym poziomie rozgrywki. Czy to się udało? Zapytaliśmy zawodników. –- Jak na sezon "zero" to rozgrywki przebiegły bez większych problemow. Wiadomo, ze kilka błędów dało się wyłapać podczas oglądania transmisji, ale aż tak bardzo nie raziło to w oczy – chwali ligę Marcin "mrn" Sczes z Pogoni Szczecin. Ten sam zawodnik wskazał również aspekt, w którym rozgrywki potrzebują usprawnienia. – Mam nadzieję, że w następnej edycji ESA Games system rozgrywek będzie trochę lepiej dopracowany, ponieważ kilka osób (w szczególności te, które wygrały kwalifikacje) przyjeżdżały na turniej tylko po to, żeby zagrać maksymalnie dwa mecze. Wszystko z powodu prawa pierwszeństwa, jakie mieli gracze zakontraktowani wcześniej przez klub – zauważa mrn.

Swoje "trzy grosze" dorzucił także Riptorek, zawodnik Jagiellonii Białystok. – Przykro trochę, że jadąc na turniej rozgrywam siedem spotkań, wygrywam sześć i odpadamy w grupie. Nie możemy jednak liczyć na sukces, gdy w sześciu meczach zdobywamy tylko osiem punktów. Taki jest sport i każdy musi kiedyś mieć gorszy dzień – spuentował Kamil Soszyński. Trzeba przyznać rację białostoczaninowi, system finałowy mógł być lepiej rozplanowany.

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta

Przed rozpoczęciem zmagań w Ekstraklasa Games jako faworytów rozgrywek wskazywaliśmy Legię Warszawa i Jagiellonię Białystok, które posiadają w składach najbardziej znanych polskich zawodników FIFA. To zresztą te zespoły przez większość czasu trwania fazy zasadniczej biły się o miano lidera rozgrywek. W fazie finałowej już tak dobrze nie było, a białostoczanie mocno rozczarowali swoich fanów nie awansując do playoff.

Wszyscy obwieścili sensacyjny triumf Pogoni Szczecin, tylko czy aby na pewno było to sensacją? Mrn to jeden z najbardziej doświadczonych polskich graczy, który wielokrotnie grał już o najwyższe trofea. Piko - obecnie jeden z trzech najlepszych indywidualnie polskich zawodników. To pokazuje, że Pogoń Szczecin wcale nie była kopciuszkiem na salonach. Bez cienia wątpliwości możemy powiedzieć, że w finale spotkały się czterej najlepsi zawodnicy tamtego dnia. Mrn uważa, że czynnikiem determinującym ich zwycięstwo była presja, jaką mieli na sobie ich rywale z Warszawy. – Jestem bardzo zadowolony z wyniku, jaki osiągnęliśmy. Nie było na nas żadnej presji, ponieważ tak naprawdę nic nie musieliśmy udowadniać. Ta presja jest zawsze na zawodnikach Legii. Nieważne z kim by grali, w finale to oni zawsze są faworytami, i to oni musieli wygrać, my tylko mogliśmy. Myślę, że to własnie przeważyło szale zwycięstwa na nasza stronę – zaznacza.

Trudno wyrokować na temat przyszłości projektu Ekstraklasa Games. Nie wiadomo czy, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo w jakim formacie, nie wiadomo po jakich innowacjach wrócą oficjalne rozgrywki FIFA przy Ekstraklasie. Wiadomo jednak, że projekt jest potrzebny.

Zobacz komentarze