Wirtualne mistrzostwa świata. Mundial przed telewizorami wkrótce stanie się przeżytkiem

FIFA Foto: AFP

FIFA eMistrzostwa Świata to turniej, który ma już 14-letnią tradycję. Pieczę nad nim sprawuje światowa federacja piłkarska, a zwycięzca zgarnia 200 tysięcy dolarów nagrody. Zawodnicy jednak nie biegają po murawie, a siedzą przed ekranem z padami w rękach. Brzmi jak odległa przyszłość? Nie, to już się dzieje.

Najbardziej utytułowane kraje to Anglia, Francja, Hiszpania, Dania i Stany Zjednoczone. Na ostatnim mundialu rozgrywanym w Londynie najlepszy okazał się reprezentant gospodarzy Spencer Ealing, który w finale pokazał moc, ogrywając Niemca Kaia Wollina aż 7:3. Na wszystko patrzą rzesze widzów, a do turnieju zgłosiło się ponad 2 mln chętnych, bijąc przy tym rekord Guinnessa. W finałowym turnieju udział bierze 32 graczy podzielonych na cztery grupy. Po tej fazie następuje runda pucharowa, przypominająca normalny piłkarski mundial. Polskę na najbliższym turnieju reprezentować będzie Damian „Damie” Augustyniak, jednak nie może na równych prawach rywalizować na przykład z Niemcami – ich w turnieju weźmie udział aż ośmiu ponieważ świetnie spisali się kwalifikacjach.

Oranje historycznym zwycięzcą

Sposób wywalczenia awansu na turniej to nie jedyne duże „ALE” w tym wszystkim. Gra się o tytuł najlepszego gracza świata, a zatem cały blask spada na pojedynczą osobę. W mistrzostwa nie są zaangażowane poszczególne federacje piłkarskie, choć kroki w tym kierunku już są czynione. Pierwszym tak wyraźnym sygnałem dla środowiska było jedyne w historii oficjalne spotkanie w FIFA, w którym grało dwóch zawodników wytypowanych przez krajowe federacje piłkarskie. W marcu tego roku, przy okazji towarzyskiego meczu Holandia – Anglia, „skrzyżowali pady” zawodnicy z tych krajów – Angielska FA wytypowała Shauna „Shellzza” Springette’a, a ich odpowiednicy z Holandii – Aliego Rizę Ayguna. Na prawdziwej murawie lepsi okazali się Anglicy, a na wirtualnej – Oranje. Spotkanie transmitowało sto kanałów telewizyjnych.

Na razie Polski Związek Piłki Nożnej nie podejmuje działań w kierunku esportowym. Wiemy, że FIFA cieszy się dużą popularnością wśród piłkarzy Adama Nawałki. Wielu z nich chętnie w ten sposób spędza wolny czas, a niektórzy na zgrupowanie biorą nawet swoje konsole. To jednak na razie nic jeszcze nie znaczy. Prezes PZPN nie wygląda na entuzjastę tego typu spędzania wolnego czasu. Przed kilkoma miesiącami wdał się w rozmowę na Twitterze z Bogusławem Leśnodorskim, który zainwestował w AGO Gaming. „Boguś, bez jaj, e-sport to jest i będzie kasa, ale to także świadectwo pewnej patologii. Siedzieć godzinami i walić w joystick?” – napisał. Wpis wywołał burzę, Boniek musiał się mierzyć z zarzutami o ignorancję i szybkie wydawanie osądów. Jeśli ten wpis rzeczywiście odzwierciedla jego stosunek, to nie ma co liczyć na to, że PZPN zostanie pionierem w tej dziedzinie wśród federacji piłkarskich.

Kim jest nasz reprezentant?

– Jest jeden gracz, którego gra bardzo mi się podoba, którego lubię oglądać, bo wiem, że mogę się czegoś nauczyć. To „Damie” – powiedział niedawno Esportmanii Damian „Natsu” Gajewski z Follow Crew. Obaj gracze FIFA mają ze sobą coś wspólnego – w przeszłości trenowali piłkę nożną – Augustyniak grał w barwach GKS Bełchatów. – Piłkę nożną trenowałem około 12 lat, spędziłem tam naprawdę wspaniały czas, aż chciałoby się to przeżyć jeszcze raz. Były momenty lepsze i gorsze, jeśli miałbym wymienić swoje najlepsze osiągnięcie, to trzecie miejsce na mistrzostwach Polski z kadrą województwa łódzkiego. Co do FIFA, najbardziej mi ona pomogła w grze obronnej. Przez większość swojej przygody z piłką występowałem na pozycji środkowego obrońcy, więc od początku wiedziałem, jak chcę żeby moja obrona się poruszała, co do ataku to raczej zależy od FIFA – staram się dostosować do tego, co najlepiej działa w danej wersji gry – jakich sztuczek czy podań powinienem używać – powiedział w rozmowie z serwisem redbull.com. Być może prezes PZPN spojrzy na grę w FIFA przychylniej, bo z „Damiem” coś wspólnego – łączy ich AS Roma. Nasz gracz odszedł niedawno z norweskiego Nordavindu i związał się z ekipą giallorossich.

Wyobraźmy sobie, czy gdyby mistrzostwa świata w FIFA przyjęły taki format, jak piłkarski mundial, gdzie każdy z 32 krajów byłby reprezentowany w ten sposób, w systemie z ośmioma grupami, to czy nie byłby bardziej popularny? W końcu prawdziwe piłkarskie mecze są często rzadziej oglądane niż równolegle rozgrywane starcia mistrzów FIFA. Nie jest to pomysł nierealny, w końcu esport ma pojawić się jako sport pokazowy na równie dużej imprezie – igrzyskach olimpijskich w Paryżu, i to już za sześć lat. Jeszcze niedawno nikt by nie uwierzył, że może to być możliwe.

Źródło: Esportmania.pl

Tematy

esport

Zobacz komentarze