Brutalność gier wywołała strzelaniny w USA? Politycy szukają winnego masakrom

Republikanie oskarżają gry
Republikanie oskarżają gry Foto: Unsplash

Zdaniem wielu polityków partii republikańskiej to popularność gier takich jak Call of Duty i Fortnite, gdzie dominuje przemoc, jest przyczyną strzelanin w El Paso i Dayton, w których zginęło 29 osób, a 53 zostało rannych. Sprawa stała się w Ameryce głośnym tematem medialnym.

Czy rzeczywiście brutalność niektórych gier wideo sprawiła, że doszło do śmierci wielu Amerykanów? Choć naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego są przeciwni takim wnioskom, to ta teoria trafiła na podatny grunt w Stanach Zjednoczonych. Taką tezę wygłosił na antenie telewizji Fox zastępca gubernatora stanu Texas, Dan Patrick. Jego zdaniem dostępnością do gier oraz tym, co tak naprawdę się w nich dzieje, powinny się zająć odpowiednie służby.

– Zobaczcie, co tak naprawdę zmieniło się w tym kraju w ostatnich latach. Zawsze mieliśmy dostęp do broni palnej, zawsze byli wśród nas źli ludzie. Moim zdaniem to rynek gier wideo tak wpłynął na niektórych, że uczą się zabijania. W manifeście, który prawdopodobnie został napisany przez zabójcę, czytamy o "superżołnierzu" z Call of Duty – powiedział polityk.

Republikanie oskarżają gry Foto: Unsplash

Telewizja Fox przeprowadziła także rozmowę z byłym agentem FBI Maureenem O'Connellem, który jest podobnego zdania. – Gdybym miał obstawiać, powiedziałbym, że prawdopodobnie sprawca masakry spędzał 6-8 godzin dziennie grając w jedną z gier takich jak Fortnite lub inną, gdzie nie robi się nic innego poza dehumanizacją człowieka poprzez rozwalanie im głów jeden po drugim, jeden po drugim... – w mocnych słowach wypowiedział się agent.

Oskarżenia pod adresem twórców gier stały się w Stanach Zjednoczonych głośnym tematem medialnym. Na antenie Fox rozmawiano także z innym ważnym politykiem partii republikańskiej, Kevinem McCarthy'm. On również uważa, że brutalność gier może być problemem, którego skutki dopiero ujrzymy. – Zawsze uważałem, że to się odbije na kolejnych pokoleniach – mówił. Takich opinii jest więcej.

Takie wnioski pod adresem popularnych w esporcie tytułów rozzłościły samych graczy i streamerów. Popularny DrLupo zaapelował, by nie szukać winnego na siłę. – Drogie media mainstreamowe, gry wideo nie przekonały ani mnie, ani nikogo innego do zabicia kogokolwiek. Proszę przestać kłamać. To się robi męczące. Potrzebujemy rzeczywistych zmian – zaapelował.

W ostrą polemikę z ekspertami stacji wdał się Rod Breslau, który sam nazywa siebie "światowym konsultantem numer jeden w esporcie". Ostro skrytykował najpierw republikańskiego polityka, zaznaczając m.in, że chciałby, aby dzieci więcej modliły się w szkołach. Na zarzuty agenta FBI odpowiedział, że "to nie pistolety w grach zabijają ludzi. Robią to te prawdziwe".

Przypisywanie winy za śmierć wielu osób grom wideo prawdopodobnie jest przykładem paniki moralnej – pojęcia, które w latach 70. XX wieku wprowadził brytyjski socjolog Stanley Cohen. Panika moralna w myśl koncepcji Cohena to sposób reagowania społeczeństwa na łamanie zasad i zagrożenie dla wartości. "To sposób na wyrażenie dezaprobaty, potępienia lub krytyki wobec kogoś, kogo w danym momencie postrzegamy jako dewianta (...). Potępienie i dezaprobata społeczna stanowią tu element moralny, zaś panika jest wyrazem histerii i nadmiernej reakcji. Kluczowe jest tu zaangażowanie mediów – bez nich panika moralna nie ma szans się rozwinąć. Media mogą ją zainicjować lub rozdmuchać" – cytujemy za Wikipedią. W przeszłości zjawisko paniki moralnej dotyczyło głównie subkultur, mniejszości seksualnych czy ruchów politycznych.

Jak pokazują poniższe liczby, strzelaniny w Stanach Zjednoczonych są poważnym problemem, z którym nie udało się uporać kolejnym politykom. Trudno wyciągać wnioski co do przyczyn bez fachowej, wyczerpującej analizy, jednak przypisywanie całej winy grom i esportowi wydaje się dużym uproszczeniem.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze