Sa Pinto a Heroes III – Barbarzyńca prowadzący gnolle i rusałki. Porównań jest dużo [FELIETON]

Sa Pinto Foto: Cyfrasport / Esportmania

Portugalski trener zwolniony z Legii Warszawa. Jak się to ma do tej legendarnej gry, która ani na chwilę nie straciła na popularności? Dlaczego jego armia była skazana na porażkę? I jak w tej sytuacji wygląda prezes Mioduski?

Podczas poniedziałkowego programu "Misja Futbol", w którym piłkarscy influencerzy dyskutują na najbardziej palące aktualne tematy ze świata piłki, prowadzący Michał Pol przeczytał ciekawy i bardzo trafny komentarz jednego z internautów. „Legia Sa Pinto przypomina armię w Heroes III, z której każda jednostka pochodzi z innego zamku”. Rety, jakie to trafne! W całej dyskusji na temat portugalskiego trenera i jego zwolnienia z drużyny mistrza Polski nie słyszałem równie ciekawego porównania.

Jeśli nigdy nie grałeś w tę grę, możesz zamknąć tę zakładkę. Jeśli tak jak ja jesteś jej fanem, zachęcam do dalszego czytania. Tak naprawdę nie tylko Legię, a wszystkie drużyny piłkarskie w pewien sposób można analizować porównując do postaci z H3. Bo to tam różnorodność postaci, bogactwo cech, umiejętności specjalnych, siły ataku, obrony, zaklęć, jest tak szeroka, że daje ogromne pole manewru. Co więcej, popularność tej gry urosła do takich rozmiarów, że 20 lat po jej premierze jest wcale nie mniejsza niż na początku, rozgrywane są w nią mistrzostwa Polski, organizuje się specjalne koncerty, na których odgrywane są melodie z poszczególnych miast (pisząc te słowa, słucham ich na YT, by lepiej wczuć się w klimat). Swoją drogą, uważam też, że branża esportowa powinna się bliżej przyjrzeć takim klasykom. Stąd ten felieton. Ale skupmy się na Sa Pinto. Jakim byłby bohaterem? Kogo wziąłby do swojej armii? Jakie miałby cechy?

Przyznam, że długo się nad tym zastanawiałem i poprosiłem o pomoc moich obserwujących na Twitterze. Jeśli chodzi o typ bohatera, zasugerowano, że Portugalczyk pasowałby na barbarzyńcę, biorąc pod uwagę jego kulturę osobistą i maniery. Tak, w tym temacie pełna zgoda, ale z innego powodu. Barbarzyńca wyróżnia się najszybszym przyrostem siły ataku przy jednoczesnym bardzo wolnym wzroście umiejętności magicznych (55 proc. atak, 35 obrona, 5 moc, 5 wiedza). Sa Pinto podczas swojego pobytu przy Łazienkowskiej potrafił głównie atakować rywali i to tylko werbalnie. Piłkarsko atak Legii nie był imponujący, ale jeśli przyjrzeć się doniesieniom prasowym na temat trenera, widać, że odpowiadało mu demonstrowanie swojej siły, władzy. Robił dużo zamieszania, kąsał dookoła, jednocześnie nie wnosząc do gry mistrza Polski ani krzty magii. Opierał się na prostych środkach. No bo jeśli przyjrzeć się temu, co Legia prezentowała na boisku, nie widać było tu magii piątego poziomu, ani nawet drugiego. Sa Pinto próbował stosować proste chwyty, rzucać co najwyżej magiczną strzałę. A to potrafi praktycznie każdy bohater. To znaczy trener. Nawet prosta ściana ognia czy spowolnienie rzucone na przeciwnika to już dla niego zbyt wysoka półka…

Idąc dalej tropem H3, przyjrzyjmy się armii z Łazienkowskiej. Sa Pinto do Legii sprowadził kilku nikomu nieznanych i niesprawdzonych Portugalczyków, którzy nie dali wartości dodanej do siły zespołu, a co najwyżej wprowadzili zamieszanie. Odsunięcie od składu wielu cenionych graczy (Malarz, Pazdan, nawet Mączyński) a zastąpienie ich przypadkowymi obcokrajowcami (jednostkami z innego zamku) wywołało – tak, zupełnie jak w grze – znacznie obniżenie morale w zespole. Z szatni Legii płynęły sygnały o poczuciu niesprawiedliwości. A wiadomo, armia bez dobrego nastawienia to armia słaba, tracąca ruchy, szybko rozbita. Przydałaby się cecha „dowodzenie”, ale ona jest Sa Pinto zupełnie obca. Jednostek na poziomie minotaura królewskiego, który zawsze utrzymuje morale też nie ma; w składzie dopatrywać się można było za to gnolli, pikinierów, rusałki… no, może gdzieś zaplątała się jakaś harpia czy obsydianowy gargulec, ale to wszystko…

W całym tym zamieszaniu można też przypisać rolę Dariuszowi Mioduskiemu. Po porażce 0:4 w Krakowie z Wisłą, która poprzedziła zwolnienie Sa Pinto, wyglądał na zupełnie rozbitego, załamanego. Jakby zmienił twarz. Z pozytywnie nastawionego biznesmena z wizją, który chce przy Łazienkowskiej coś zmienić, wyglądał jak cień samego siebie, co było smutnym widokiem. Jego przemiana przypominała tę, którą przeszedł Lord Haart podczas jednej z kampanii…

Jeszcze niedawno, bo za czasów trenera Jacka Magiery Legia przypominała raczej Zamek – polski szkoleniowiec dbał o morale, miał w składzie archanioła w postaci Nemanji Nikolicia, gryfa królewskiego (Vadisa Odjidję-Ofoę) czy czempiona (Aleksandara Prijovicia). Tych piłkarzy już nie ma. Zostali zastąpieni przypadkowymi, niespełniającymi oczekiwań grajkami. W ostatnim meczu w Legii występowali piłkarze z aż sześciu krajów (Polska, Hiszpania, Portugalia, Czarnogóra, Chorwacja, Finlandia). Niestety, głównie gnolle i rusałki... A taka armia pod dowództwem barbarzyńcy nie ma racji bytu.

Źródło: Esportmania

Zobacz komentarze