„Pięciu indywidualistów, a każdy miał każdego serdecznie dość”. A jednak praca z nimi może satysfakcjonować

Urszula Klimczak opowiada o pracy psychologa esportowego, choć sama nie przepada za tym określeniem. Jak gasić pożary w grupie zawodników? Jak wyciąga się ich z wyniku 0:7 na 7:0? Co zrobić, gdy pięciu chłopaków nie może na siebie patrzeć, a muszą osiągnąć wspólny cel? Na te pytania odpowiada osoba, która pracując w esporcie, spełnia swoje marzenia.

Marcin Stus: Jeśli pani dzieci zostaną graczami esportowymi, to co pani im powie?

Urszula Klimczak: Jeśli będą potrafiły rozgraniczyć normalne życie od pracy, i dopóki ta gra jest na poziomie profesjonalnym, jeśli będą pamiętać o wszystkim dookoła, o znajomych, rodzinie, czasie wolnym, to nie mam nic przeciwko. Ale wiem też, że czasami ta praca może sprawiać pewne trudności i łatwo się w niej zatracić.

W końcu nie wystarczy tylko grać, by coraz lepszym.

Urszula Klimczak: Tak, właściwie to rodzice mogliby przyjąć podobny model do tego, jak prowadzi się dzieci uprawiające piłkę nożną. W młodym wieku ludzie szybko się zniechęcają, stawiają sobie nierealne cele, trudno im przyznać się do porażki. Ciągle grają, ale nie są w stanie „wskoczyć” na wyższy poziom, często po prostu potrzebują pomocy innych.

>> Obserwuj Urszulę Klimczak na Twitterze:

https://twitter.com/Xirreth

No dobrze, zacznijmy od początku. Skąd u pani zainteresowanie esportem?

Urszula Klimczak: Sama kiedyś grałam. Później zaczęłam także oglądać esport – rozgrywki League of Legends śledzę od samego początku. Z zawodu jestem menadżerem z wieloletnim stażem, więc zainteresowało mnie, jak można poprawić funkcjonowanie drużyny właśnie od tej strony. Zastanawiałam się, jakie błędy popełniają trenerzy i zawodnicy. Wybrałam się na poznańskie targi gier i tam poznałam sporo ciekawych osób. Tak to się wszystko zaczęło.

>> Obserwuj Urszulę Klimczak na Twitterze: https://twitter.com/Xirreth

I League of Legends to jest pani ulubiona gra?

Urszula Klimczak: Czy ulubiona to nie wiem, ale na pewno to od niej wzięło się moje zainteresowanie esportem i mam do niej sentyment. No i wcześniej grywałam w League of Ledengs oczywiście…

Amatorsko? A może przechodziło to powoli już w lekkie uzależnienie?

Urszula Klimczak: Zdecydowanie amatorsko.Nie pozwoliłam, by to się przerodziło w coś trudnego do opanowania. Grywałam dla przyjemności, ale i oglądałam coraz więcej esportu, śledziłam mnóstwo rozgrywek, naprawdę mnie to zafascynowało.

Pani na ogół pracuje z nieco młodszymi ludźmi, powiedzmy 20-latkami. Czy ci gracze mają problemy podobne do swoich rówieśników, czy jest to grupa dosyć specyficzna?

Urszula Klimczak: Jest to grupa bardzo wymagająca. Na szczęście wiem, jak do nich dotrzeć. Przez kilka lat podczas studiów byłam nauczycielką języka angielskiego w gimnazjum i na co dzień mierzyłam się z problemami młodych ludzi; to mnie sporo nauczyło. Wiem, że młodym ludziom często brakuje motywacji.

>> Urszula Klimczak na Faceboku:

https://www.facebook.com/Xirreth/

Wie pani, jak to rozwiązać?

Urszula Klimczak: Niedawno miałam okazję sprawdzić się jako selekcjoner i mając swój wkład w wybór zawodników i tworzenie  zespołu według własnych wytycznych; dobierałam osoby pod względem charakterologicznym, tak, by się wzajemnie uzupełniały. Chodzi o Team ROCCAT. Prowadziłam rozmowy z graczami, by wyłonić tę ostateczną piątkę. Obecnie odnosimy pierwsze sukcesy, weszliśmy drużyną młodzików do play-off po raz pierwszy od 2015 roku.

>> Urszula Klimczak na Facebooku: https://www.facebook.com/Xirreth/

Młodzików, czyli o jakim wieku mówimy?

Urszula Klimczak: Czyli mówimy o chłopakach, którzy nigdy nie grali profesjonalnie na scenie. Jedna osoba miała epizod na scenie profesjonalnej w Korei. Żeby ich wyłonić, musiałam porozmawiać z około 20 osobami.

Więc jaki jest złoty środek w tym przypadku, jaka jest ta mieszanka cech, która się dobrze uzupełnia?

Urszula Klimczak: Chodzi głównie o synergię. Przy selekcji zawodników patrzę na to, co ich motywuje. To o tyle ważne, że pozwala stwierdzić, jak serio traktują oni esport. Są tacy, którzy wiążą z tym całą karierę, ale i tacy, którzy zachłysną się sukcesem tylko przez pięć minut. Ważne są cechy takie jak komunikatywność, otwartość, szczerość. Podczas rozmowy patrzę na to ze szczególną uwagą. W sumie nie różni się to za bardzo od podejścia menadżerskiego. Do każdej rozmowy trzeba się osobno przygotować, robiąc szczegółowy research.

Dość cienkie sito trzeba przyznać.

Urszula Klimczak: Można tak powiedzieć. Nie mogłam dopuścić na przykład do tego, by nasz gracz miał problemy z agresją. Chcę by zespół, z którym pracuje w danym momencie zainwestował w zawodników, którzy będą w organizacji na dłużej. W skrócie: drużyna musi być jak jedno ciało – jak ktoś jest prawą ręką, to inny jest lewą. Muszą nadawać na tych samych falach, znać się też poza grą i dzielić pasję, którą jest ich praca.

To jakie cechy przekreślają zawodnika w pani oczach?

Urszula Klimczak: Nie lubię osób zamkniętych, niekomunikatywnych, indywidualistów, takich, które uważają, że sami są w stanie wygrać grę drużynową. Z doświadczenia wiem, że to nigdy nie działa. Nie zagra też u mnie ktoś, kto nie ma odpowiedniej motywacji.

To jak z piłkarzami – niektórzy błysną, nasycą się szybko sukcesem i nie robią kroku do przodu.

Urszula Klimczak: Tak, widoczne jest to, gdy pracuje się z zespołami stworzonymi na jedną rozgrywkę. To się nigdy nie kończy dobrze. Zespół potrzebuje co najmniej pół roku, by się dobrze zrozumieć i zacząć realizować wspólne cele.

A ważne jest, by się znali poza grą, to znaczy trenowali na bootcampach czy po prostu znali się nie tylko z internetu?

Urszula Klimczak: Na pewno łatwiej im będzie się grało, jeśli będzie ich łączyło coś więcej niż tylko gra.

A spotyka się pani z poważniejszymi problemami jak wypalenie zawodowe, depresja, może jakieś skrajne nieradzenie sobie z presją?

Urszula Klimczak: Oczywiście, to się zdarza. Gdy skontaktował się ze mną Team ROCCAT byli kompletnie bezradni, ich ówczesne wyniki to 0:7. Zaczęliśmy pracę od podstaw i do końca sezonu wygrali wszystkie pozostałe siedem gier, nie przegrywając przy tym żadnej. Moja praca polegała na tym, by graczy, którzy byli totalnie załamani swoim obecnym stanem wyciągnąć ze spirali i nadać ich pracy cel i nowy sens. Atmosfera w zespole była napięta, a zawodnicy rywalizowali między sobą, nie było między nimi chemii. Można powiedzieć, że to było pięciu indywidualistów, którzy chcieli coś osiągnąć, ale nie wiedzieli jak zacząć.

A jak wiemy z „Poranku Kojota”, nie ma nic gorszego niż banda indywidualistów...

Urszula Klimczak: No tak, to się zgadza. Oni byli bezradni i wypaleni. Nie rozumieli się – jedni chcieli osiągnąć coś fajnego, inni tylko trochę zarobić, więc nie było zbyt przyjemnie. Trzeba było odbudować w nich chęć do wygrywania i wiarę w siebie. Wybrałam metodę back to basics, czyli trzeba było ich obudzić, ukierunkować, pokazać, na co ich stać, przypomnieć, dlaczego w ogóle robią to, co robią i jak tu trafili. Szukaliśmy też wspólnego motywatora. Moment, w którym wkroczyłam był ciekawy, bo naprawdę musiałam się sprawdzić w trudnej, kryzysowej sytuacji i to szybko. Tak zwany psycholog esportowy powinien działać tak, by gracz nie czuł oddechu na plecach. Nie może być przytłoczony obecnością takiej osoby jak ja. Wspólnie pokonywaliśmy ich blockery i bariery, by wyjść na prostą.

Pani praca polegała na rozmowach?

Urszula Klimczak: Tak, zanim poznałam ich osobiście, zadzwoniłam do każdego z osobna, bo chciałam ocenić, jakimi są ludźmi, jakie mają potrzeby, czego im brakuje. Gdy przyjechałam do nich, wiedziałam już, jak mam pracować. Zaczęliśmy od oczyszczenia atmosfery w zespole.

Czyli każdy wykłada kawę na ławę?

Urszula Klimczak: Mniej więcej tak, każdy powiedział, co kogo boli, ale w sposób moderowany przeze mnie – najpierw rozmawialiśmy o tym, czego potrzebuje zespół, potem robiliśmy kolejne kroki. To było ciekawe, bo to typowa praca na żywym organizmie.

Wielu godzin trzeba było, by to wszystko zagrało?

Urszula Klimczak: Naprawienie wszystkich problemów zajęło mi miesiąc intensywnej pracy.

Pani jest psychologiem z wykształcenia?

Urszula Klimczak: Jestem menadżerem, zajmuję się biznesem i studiowałam psychologię biznesu. Dlatego nigdy nie nazywam siebie wprost psychologiem esportowym. Zajmuję się budowaniem zespołów, widzę po stylu gry, po zachowaniach zawodnika, jakim jest człowiekiem, jakie ma cechy i staram się mu pomóc, by osiągał jeszcze lepsze wyniki.

O jakie cechy konkretnie chodzi? Na przykład o to, czy ktoś nie jest zbyt porywczy?

Urszula Klimczak: Po graczach można łatwo powiedzieć, jakie mają problemy. potrafię wyczuć, kiedy kogoś coś trapi. Do każdego zawodnika trzeba podejść indywidualnie, bo każdy z nas jest inny, ciężko tutaj generalizować.  Myślę, że bardzo pasuje do mnie określenie behaviour analyst i mental coach.

To jest teraz pani jedyne zajęcie?

Urszula Klimczak: Normalnie w biznesie prowadziłam dwa zespoły sprzedażowe i zajmowałam się ich budowaniem rozwojem oraz motywowaniem, czyli wszystkim, co robi menadżer. Z czasem starałam się ukierunkować moją karierę w kierunku esportowym, bo jednak to mnie najbardziej ciągnie.

Chciałem spytać, czy nie przeraża panią, że świat poszedł w tę stronę, ale widzę, że to nie ma sensu, bo jest pani absolutną zajawkowiczką.

Urszula Klimczak: Kocham, to co robię, więc tak, to pytanie nie miałoby sensu. Dostaję skrzydeł, gdy mogę pracować w esporcie, ten świat jest fascynujący, a możliwość adaptowania psychologii do nowego środowiska esportowego jest naprawdę niesamowita i sprawia mi bardzo dużo satysfakcji!

Tematy

esport

Zobacz komentarze

Lista artykułów

Rozwiń więcej