PAD z padem. Dlaczego na ruchu Andrzeja Dudy korzystają obie strony? [5 wniosków]

Andrzej Duda, Miłosz Bogdanowski Foto: Kancelaria Prezydenta / Materiały prasowe

Prezydent Andrzej Duda, powołując Narodową Drużynę Esportową, wykonał ruch, który i tak prędzej czy później trzeba by było zrobić. Przy okazji dał branży silny impuls do rozwoju i uwierzytelnił ją swoim wizerunkiem. Postanowiliśmy przyjrzeć się sprawie i zastanowić, kto tak naprawdę na niej skorzysta. Wnioski są proste – w tym posunięciu nie ma poszkodowanych; obie strony czerpią z niej korzyści. I gracze, i sam prezydent.

1.    POLSKA WSPIERA INNOWACJE

Wizerunek prezydenta Polski sprawia, że całe środowisko jest bardziej wiarygodne. Koniec z zarzutami, że to nowa, chwilowa moda. Najważniejsza osoba w państwie z padem w rękach, stojąca obok czterokrotnego mistrza Polski w FIFA, to z całą pewnością znak, że tę branżę trzeba traktować poważnie. To także sygnał, że państwo interesuje się tym, kto gra, dlaczego, jak często. Miłosz „Miłosz93” Bogdanowski, powołany na kapitana zespołu, w rozmowie z Esportmanią wyznał, że prezydent Duda rozmawiał z nim blisko godzinę, chcąc dowiedzieć się wiele na temat funkcjonowania sceny. Do tego dodajmy wypowiedzi innej osoby z najwyższych władz państwowych, premiera Mateusza Morawieckiego, który kilka miesięcy temu zapowiedział poważne dofinansowanie tej branży, uznając ją za innowacyjną i taką, która może nas reprezentować za granicami.

2.    ESPORT Z ŁAGODNĄ TWARZĄ

Prezydent Duda na razie wykazał zainteresowanie tylko grą FIFA, ale można mniemać, że jest to próba przetarcia, sprawdzenia, na ile ten ruch spodoba się wyborcom. W końcu to tytuł, w który może grać każdy – dzieci, nastolatki, dorośli. Nie ma osoby, która nie lubiłaby rozegrać sobie meczyku. Co więcej, jest to o tyle dobrze kojarzony tytuł, że wiąże się ze sportem. Jednak niewykluczone, że wkrótce drużyna zostanie poszerzona o zawodników z innych tytułów.

3.    PAŃSTWO JEST NA BIEŻĄCO

Powołując Narodową Drużynę Esportową, prezydent Duda wykonał ruch, który i tak trzeba by było zrobić. Wcześniej czy później, ale jednak. W końcu w kilku krajach Europy podobne drużyny już istnieją, a zawsze to dobrze, gdy nie jest się za bardzo z tyłu. Esport na tyle wkroczył już na salony, że wkrótce każdy kraj Starego Kontynentu będzie miał swoją drużynę. Przyjrzymy się choćby Danii, gdzie premier Lars Løkke Rasmussen bacznie śledzi poczynania tamtejszego zespołu Astralis.

4.    ESPORT TO ZDROWIE

W naszej rozmowie z kapitanem nowopowstałej reprezentacji pojawiło się określenie, że prezydentowi Dudzie zależy na „zdrowym podejściu do esportu wśród Polaków”. To znów dobra wiadomość dla tej branży, która przecież nierzadko mierzy się z niesprawiedliwymi określeniami, że gry prowadzą do dewastacji zdrowia, osłabienia więzi społecznych, itd. „Chcemy pokazać ludziom, że to nie jest tylko siedzenie przed komputerem i marnowanie czasu. To przede wszystkim rywalizacja, a naszym celem jest udowodnienie, że można ją łączyć z aktywnością fizyczną i zdrowym trybem życia. Dokładnie tak jak w sporcie” – rozwija myśl Dudy Bogdanowski. A zatem – strony chcą dbać o dobry wizerunek gracza.

5.    BRANŻA MA SILNEGO SOJUSZNIKA

„Czynnikiem, który na pewno wpłynął na taki ruch Prezydenta RP był brak zaproszenia Polski na FIFA eNations Cup” – mówi nam Miłosz93. Tamto pominięcie naszego kraju było na tyle szeroko dyskutowane, że sprawą zajął się sam prezydent. Ten gest ma pokazać, że nie ma zgody na pomijanie Polaków, nawet jeśli chodzi tylko o grę-symulator piłki nożnej. Korzysta na tym głowa państwa jako osoba, która bierze obywateli pod obronę, ale i gracze, mając tak silnego patrona.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze