Niemcy wciąż bronią się przed esportem. „Nie jest normalną dyscypliną sportu”

Niemcy Foto: AFP

Nasi zachodni sąsiedzi konserwatywnie podchodzą do tego, co można uznać za pełnoprawny sport. Ich zdaniem, esport nie ma z nim nic wspólnego, ponieważ nie ma w nim aktywności fizycznej.

"Gdy 150 lat temu biegałeś za piłką, uznawano cię za szalonego. Gdy za 150 lat powiesz, że rozpowszechniałeś esport, nie będzie w tym nic dziwnego" - argumentują przeciwnicy decyzji Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego. Ta instytucja bowiem postawiło veto sportom elektronicznym, uznając, że nie warto się nimi zajmować.

Sprawą zainteresował się jeden z ważniejszych niemieckich dzienników, "Suddeutsche Zeitung". Jego dziennikarze opisują problem, uwypuklając skostniałe struktury w tamtejszym komitecie olimpijskim. "Nazwa >>esport<< jest już nieco myląca, ponieważ w Niemczech nie uznano tej dyscypliny oficjalnie za formę sportu. To szczególnie kłopotliwe dla obcokrajowców, którzy chcą rywalizować w w tym kraju (...). Esport oznacza rywalizację w gry wideo w warunkach konkurencji. Odgrywa dużą rolę u młodych ludzi. Coraz więcej klubów sportowych zauważa potrzebę zainwestowania w ten rynek" - czytamy w gazecie.

Szef Niemieckiego Związku Esportowego, Hans Jagnow, zauważa, że nic nie wskazuje, by w tej niezmiernie ważnej instytucji poglądy miały się zmienić. - Komitet Olimpijski widzi tylko ekrany i mówi – co za różnica, w co grają? Przecież gracze wykonują praktycznie to samo… - mówi. - Może dojść do tego, że Niemiecki Komitet Olimpijski będzie jedyną instytucją w kraju, który dostrzega, że w esporcie nie ma aktywności fizycznej - dostrzega absurd sytuacji.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że esport ma duże szanse na zostanie dyscypliną olimpijską. Jednak wieloletni prezes Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach, swoją drogą też Niemiec, stawia sprawę jasno - wydaje się pewne, że dopóki on jest osobą decyzyjną w tej sprawie, to sportów elektronicznych na igrzyskach nie zobaczymy.

Źródło: Esportmania

Zobacz komentarze