Mecz przerwany, na murawie lądują pady. Awantura w Szwajcarii – kibice mówią esportowi stanowcze „nie"

Young Boys Bern - FC Basel Foto: RTS Sport

Hit ligi szwajcarskiej odbił się szerokim echem nie z powodu wyniku. Young Boys Bern pokonali FC Basel 7:1, jednak w świat poszedł głównie protest, jaki zorganizowali antyfani esportu. Żądają, by ich klub nie angażował się w to zjawisko.

„Esport to g… (scheiss e-sports!)” napisali na transparencie licznie zgromadzeni ultrasi występującego w Lidze Mistrzów klubu Young Boys Bern, po czym przerwali mecz, wrzucając na murawę joysticki z wulgarnymi napisami oraz piłeczki tenisowe. Po tym wypuścili sektorówkę z symbolem pauzy (dwie pionowe kreski w kole) i głośno gwizdali. Sędzia musiał przerwać mecz. Cała sprawa mocno rozbawiła trenera gości Marcela Kollera, jednak później, po każdym z kolejnym siedmiu straconych goli, było mu coraz mniej do śmiechu. „Fani Young Boys jasno dali do zrozumienia, że wzrost zainteresowania esportem ich nie dotyczy" – napisano najłagodniej jak się da w serwisie Twin Galaxies.

Co ciekawe, ultrasi nie protestowali przeciwko poczynaniom zarządu swojego klubu, a wykorzystali mecz ze znanym rywalem do manifestacji swoich poglądów dotyczących całego zjawiska esportu. Dodajmy, że wybrali FC Basel nie bez powodu – przed niespełna dwoma tygodniami klub z Bazylei podpisał kontrakty z trzema graczami FIFA, co na rynku sportowym staje się regułą. W ten sposób Szwajcarzy chcą przyciągnąć do klubu młodych ludzi, którzy pasjonują się grami. Takie myślenie towarzyszy obecnie większości znanych drużyn piłkarskich w Europie. Wydaje się jednak, że coraz częściej taki ruch spotyka się z reakcją kibiców – inną niż się tego spodziewano. „W Szwajcarii dochodzi do tego, że czasami profesjonalnym graczom okazywana jest wręcz nienawiść” – napisano w serwisie esports.id. Co więcej, kibice FC Basel dopingowali fanów Young Boys, którzy w ten sposób obrażali przecież ich klub. Jak widać, esport w tym przypadku może łączyć, ale chyba nie w taki sposób, jak to planowano.

– Każdy dziś szuka nowych kanałów dotarcia do młodych ludzi. Gry komputerowe są do tego wręcz idealne. Dla wielu menedżerów, ale także dla rodziców i nauczycieli wciąż jest dużym zaskoczeniem to, jak dużą uwagę przyciągają elektroniczne rozgrywki. To jest po prostu niewiarygodne – tłumaczy Esportmanii Marcin Bujnowicz, który za sekcję esportu odpowiada w Piaście Gliwice.

W jednych klubach wygląda to lepiej, w innych gorzej. Dla przykładu: Manchester City dba o swój wizerunek absolutnie najlepszej drużyny w Anglii, dlatego równie wysokie standardy, co w szatni Pepa Guardioli, panują przed ekranami. Regułą staje się to też w Polsce. Dodajmy, że esport transmituje już TVP Sport. – Już po pierwszych inwestycjach w esport widzimy, że wzrosła nam liczba widzów w grupie komercyjnej – tłumaczył nam niedawno w TYM WYWIADZIE Marek Szkolnikowski, dyrektor stacji.

Young Boys Bern Foto: AFP

Jednak, jak widać, nie wszyscy są takimi entuzjastami sportów elektronicznych. Kibiców Young Boys z pewnością dobrze rozumie Uli Hoeness, prezes Bayernu, który naraził się ostatnio na spory atak środowiska, deklarując, że nie przeznaczy ani grosza na sekcję FIFA w niemieckim gigancie. „Teraz Hoeness chce pokazać, że Bayern to wyłącznie sport, a konsole i gry nie pasują do profilu tak ważnego klubu. W ten sposób pogrzebał plany wielu osób, pracujących nad projektem od dawna. On wygra te walkę, nie ulegnie presji innych klubów Bundesligi, choć niemal wszystkie mają już swoje zespoły – napisał „Bild”.

Czy nastąpi odwrócenie tendencji wzrostu inwestycji esportowych w kluby? Na razie z pewnością nie, ale incydent w Szwajcarii już zwrócił uwagę w środowisku i z pewnością zostanie zauważony i przemyślany przez kluby.

Źródło: Esportmania.pl

Zobacz komentarze