Dyrektor TVP Sport: Człowiek, który znajdzie dobrą formułę telewizyjną dla esportu, zostanie okrzyknięty geniuszem. Sam mam kilka pomysłów

Telewizja Polska coraz odważniej stawia na transmisję wydarzeń esportowych. Ostatnio mogliśmy oglądać zmagania graczy Counter-Strike’a podczas turnieju w Szanghaju, a to dopiero początek inwestycji. TVP Sport chce postawić również na najmłodszych widzów i zapewnić im dobrą rozrywkę w myśl zasady „telewizja dla wszystkich Polaków”. Dyrektor kanału, Marek Szkolnikowski, tłumaczy, skąd taki pomysł na inwestycję oraz odrzuca argumenty o przesadnej brutalności niektórych gier.

Marcin Stus: Zacznijmy sztampowo. Jak to się stało, że esport w ogóle pojawił się w Telewizji Polskiej? Czy to jest odpowiedź na prośby tego środowiska, czy może pana autorski pomysł?

Marek Szkolnikowski, dyrektor TVP Sport: To był mój pomysł. Esport jest wielkim zjawiskiem społecznym; ruchem, wobec którego trudno już przejść obojętnie. Dostrzegamy ogromne przyrosty w liczbie grających ludzi, a także na rynku sponsorów. Chcemy wyjść do wszystkich, pokazać, że TVP Sport jest stacją wszystkich Polaków, że jesteśmy w stanie otworzyć się także na najmłodszych widzów. Nie ukrywajmy w końcu, że średnia wieku entuzjasty esportu to 18-24 lata, więc to osoby wchodzące w wiek komercyjny. To najczęściej ludzie, którzy nie posiadają telewizorów. Dla nich telewizja linearna jest przeżytkiem. My już po pierwszych inwestycjach w esport widzimy, że wzrosła nam liczba widzów w grupie komercyjnej.

Telewizja Polska składa się z kilkunastu kanałów. Myśli pan, że TVP Sport to najlepsze miejsce do transmisji wydarzeń esportowych? Cały czas przecież w przestrzeni publicznej krąży dyskusja czy esport to sport. Jakie jest pańskie zdanie na ten temat?

To jest dyskusja akademicka. Ale przecież odbyły się już w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim pewne rozmowy dotyczące uznania esportu jako dyscypliny sportowej. Z tego co wiem, na Azjatyckich Igrzyskach Olimpijskich esport pojawi się jako oficjalna dyscyplina sportowa. Czy TVP Sport to najlepsze miejsce do transmisji? Zdecydowanie tak! To trend widoczny na całym świecie, ale Telewizja Polska jest jednym z pionierów w Europejskiej Unii Nadawców (EBU). Transmisję robiło też BBC, telewizje skandynawskie wymyśliły format, w którym dzieci fińskie, szwedzkie i norweskie rywalizowały w Minecrafta. W EBU trwa teraz ocena naszych działań i na bazie tego ma powstać projekt esportowej eurowizji – na takich zasadach, jak eurowizja piosenkarska.

Czemu stawiacie akurat na Counter-Strike’a? Są też inne gry, które za granicą biją rekordy popularności, na przykład Fortnite.

Zaczęliśmy od wprowadzenia do TVP Sport komentarza alternatywnego do meczów piłkarskich Piotra „Izaka” Skowyrskiego (komentatora esportowego – przyp. red.) i to był pierwszy ruch. Potem zaczęliśmy transmitować FIFA, transmitując rozgrywki o mistrzostwo Polski. Oglądalność w szczytowym momencie wyniosła 75 tysięcy widzów, co jest niezłym wynikiem. Teraz pierwszy raz pokazaliśmy Counter-Strike’a, co – jak myślę – było odważną decyzją, bo po raz pierwszy w telewizji otwartej pojawiła się ta gra.

Jak esport ogląda się na państwa antenie w porównaniu do innych dyscyplin? Wiadomo, że z piłką nożną nie ma co porównywać, ale na przykład z… lekkoatletyką?

To wciąż jest bardzo duża różnica. My, transmitując esport, inwestujemy, szczególnie w młodego widza. Chodzi nam też o to, by widza stricte sportowego również nakierować na esport, pokazać, że to jest ciekawe, dlatego na przykład po meczu Virtus.Pro puściliśmy mecz towarzyskiego turnieju piłkarskiego, w którym Manchester United grał z Realem Madryt. Dochodzi do mnie wiele informacji, że ludzie, którzy w ogóle nie znają się na esporcie, włączając TVP Sport widzą coś nowego i udaje im się złamać stereotyp esportowca, który niby tylko gra przez 12 godzin i nic innego nie robi. My chcemy z tym walczyć. W Finlandii powstał nawet specjalny kanał, w którym przy rozgrywkach esportowych wypowiadają się także psychologowie, którzy mają rodzicom uświadomić jakie są zalety esportu, ale również przestrzec przed niebezpieczeństwami.

Teraz transmitowaliście turniej IEM w Szanghaju, w którym występowało Virtus Pro z Polakami w składzie. Czy skupicie się właśnie na wydarzeniach, w którym biorą udział nasi zawodnicy, czy też będziemy oglądać starcia najważniejszych ekip z zagranicy?

Zobaczymy, wszystko jest kwestią pozyskania licencji. Jak będzie możliwość, to będziemy pozyskiwać prawa, teraz staramy się o licencję do BLAST Pro. Widzimy, że Polska jest jednym z czołowych rynków, ten rozwój jest ogromny.

Czy są już wyniki oglądalności turnieju w Szanghaju?

Od kilku do kilkunastu tysięcy ludzi oglądało transmisję. Ale zwróćmy uwagę, że godzina była absolutnie nietelewizyjna, bo to była wczesna pora poranna. My nie widzimy przeciwwskazań, by esport pokazywać w ciągu dnia, ale przed środowiskiem esportowym wciąż jest wiele wyzwań. Przede wszystkim język, jakim się posługują gracze i komentatorzy powinien zostać złagodzony, prowadzący powinni lepiej posługiwać się polszczyzną i otworzyć na nowych widzów. Jeśli to będzie stricte branżowa rozrywka, gdzie będziemy mówić o headshotach, itp., to nie jest to produktywne. To, co wolno w Internecie, często w telewizji jest niedozwolone.

Nie obawia się pan, że transmitowaniu gry polegającej na zabijaniu, a Counter-Strike taką jest, może zniechęcić do państwa konserwatywną część widowni?

Uważam, że telewizję buduje się dla wszystkich. Są mecze piłkarskie dla grupy komercyjnej, są rozgrywki tenisowe dla bardziej doświadczonego widza. Staramy się docierać do wszystkich grup docelowych. W przypadku esportu to ludzie, którzy wchodzą dopiero w życie zawodowe, dopiero stając się grupą komercyjną. Gdy zaczną zakładać rodzinę, stabilizować swoje życie, to będą mieć telewizor i pierwszą stacją, o której pomyślą, będzie TVP Sport.

Kiedyś konkurencyjny dla was Polsat próbował transmitować Counter-Strike’a w normalnych godzinach, przez co firma Fantasy Expo złożyła na nich skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, argumentując, że tak brutalna gra powinna być transmitowana po godzinie 23. Pisano: „W grze wykorzystuje się wirtualne odpowiedniki broni palnych, materiałów wybuchowych, narzędzi ostrych i innych przedmiotów, które również w rzeczywistości mogą służyć do ranienia lub zabijania osób".

Nie znam dobrze tej sprawy, tam chyba był jakiś problem komunikacyjny. Ja nie widzę przeciwwskazań, by pokazywać esport. Nie nazwę tego problemem, ale pewnym zagadnieniem jest właśnie Counter-Strike. Jednak jeśli złagodzi się w nim język, wytłumaczy, jakie są zalety i zagrożenia esportu, zrobi inną oprawę telewizyjną, to wszystko może być dobrze. Już teraz nie jest tak, że na ekranie widać wyłącznie grę z perspektywy wzroku gracza – jest komentarz, widać grającego zawodnika, to nie jest świat realny. Po każdym meczu zawodnicy sobie gratulują, dziękują, przybijają piątki i cieszą się albo smucą. Widać, że to jest rywalizacja sportowa.

Przed spotkaniem z panem rozmawiałem z psycholog sportu (OPINIA PONIŻEJ). Usłyszałem, że są badania, które pokazują związek między oglądaniem przemocy a spadkiem empatii i wzrostem agresywnych zachowań. Są grupy społeczne, które mogą mieć z tym problem.

Trudno wypowiadać mi się na temat psychologii, bo nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, natomiast jeśli spojrzymy na przykład na walki MMA, gdzie leje się krew, są uderzenia kolanem w głowę czy łokciem w skroń oraz podduszanie rywala, to czy to nie może doprowadzić też do zatracenia empatii? Pewnie tak. My nie chcemy nikogo wykluczać, zależy nam, by TVP Sport było telewizją dla wszystkich, stąd przed mundialem ruch z Kapitanem Tsubasą czy pierwszy w historii polskiego internetu reportaż „Projekt Lewy”, stąd także kilka innych działań, które potwierdzają, że chcemy robić dobrą telewizję esportową, jakiej jeszcze w Polsce nie było.

Jakie jest pana osobiste zdanie na temat esportu na igrzyskach olimpijskich?

Przy każdych igrzyskach olimpijskich jest pula sportów testowanych i zawsze coś do tego dochodzi. Teraz na przykład, podczas IO w Tokio będzie wspinaczka sportowa, softball czy koszykówka 3x3. Przy esporcie działa bardzo silne lobby azjatyckie. Spójrzmy, jak szalone jest tam to zjawisko: gdy koreańscy piłkarze wygrali ostatnie spotkanie decydujące o awansie na mistrzostwa świata, do ich szatni przyszli zawodnicy esportowi, by im pogratulować. Piłkarze zaczęli sobie z nimi robić zdjęcia! Tam po kilkadziesiąt tysięcy ludzi przychodzi na stadion. Zresztą u nas też liczby robią wrażenie. W Katowicach na IEM-ie było 168 tysięcy ludzi przez dwa dni. Może ktoś pomyśleć, że to mało, ale to nieprawda. Dla porównania: na Open’er Festiwalu przez kilka dni było 120 tysięcy ludzi. Wyzwań przed esportem stoi jeszcze bardzo wiele. Człowiek, który znajdzie dobrą formułę telewizyjną dla esportu, zostanie okrzyknięty mianem geniusza i zarobi bardzo duże pieniądze. Wyjawię, że ja sam ma pewne pomysły, ale nie będę ułatwiać zadania naszej konkurencji (śmiech).

Czy przymierzacie się do transmitowania innych gier? Jak wspominaliśmy, w wielu krajach za granicą rekordy popularności biją Fortnite czy Dota 2.

Mamy doświadczenie z magazynami esportowymi. One niestety nie dotyczą tematyki polskiej. Fortnite jest bardzo znaną grą na świecie, ale w Polsce nie ma zbyt wielu fanów…

i nie ma żadnego wybitnego polskiego gracza, takiego „Małysza Fortnite’a”…

To trochę jak w sporcie. Każda dyscyplina sportu ogląda się dobrze, gdy mamy sukcesy Polaków. W tej chwili mamy Virtus Pro i kilka innych dobrych zespołów, ale nasz magazyn dotyczący światowego esportu, nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem. Żeby być fanem danej gry, trzeba w nią grać, rozumieć ją, czuć. Bardziej będziemy jednak skupiać się na aspektach polskich.

Jak drogie są prawa do takiego turnieju jak IEM w Szanghaju?

Oczekiwania kontrahentów były ogromne, to były zupełnie kosmiczne pieniądze, wykraczające poza wyobraźnię. Mówimy o setkach, nawet milionach złotych. Do tego dodajmy, że te prawa nie są na wyłączność. Świat esportu zrozumiał, że telewizja nie jest konkurencją, a partnerem, a wszyscy na tej współpracy mogą skorzystać. Telewizja tak, że pokazuje swoją nowoczesność, otwartość na widzów. Z kolei rynek esportowy będzie mieć ekspozycję i dostęp do nowych użytkowników. To prawda, że internet rośnie, ale hegemonem na rynku mediów wciąż jest naziemna telewizja cyfrowa i jeszcze przez wiele lat będzie.

I rozumiem, że tymi argumentami przekonał pan kontrahentów, że trzeba zejść z tej ceny.

Na tym polegają negocjacje.. Trend na rynku pokazuje, że esport szybko się rozwija, i że to współpraca jest korzystna dla obu stron.

***

ZDANIEM EKSPERTA

Daria Abramowicz, psycholog sportu:

Rzeczywiście od dłuższego czasu wśród psychologów i pediatrów toczy się ożywiona dyskusja na temat gier wideo i przemocy. Według danych Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego obecnie aż ponad 90% amerykańskich nastolatków w wieku 12-17 lat gra w gry wideo. Większość z nich zawiera w sobie jakieś formy przemocy, a badania wskazują, że istnieje związek pomiędzy obserwowaniem takiej przemocy, a obniżaniem się zachowań prospołecznych i empatii oraz wzrostem zachowań agresywnych. Mechanizmy te przekładają się oczywiście także na społeczeństwo polskie, a Counter Strike z pewnością możemy zaliczyć do tego rodzaju gier, w których przemoc i agresja się pojawiają.

Transmisje telewizyjne mogą zatem sprzyjać rozprzestrzenianiu się tego zjawiska. Sednem jest jednak świadomość społeczna i to, w jaki sposób dzieci i młodzież wychowywane są w kontekście popularności gier czy rozwoju esportu. To bardzo wymagający i trudny temat. Jakiś czas temu dyskusja w tym obszarze dotknęła także tego, że esport ma pojawić się w programie igrzysk olimpijskich. Podniosło się wówczas wiele głosów mówiących, że charakter wielu gier (m.in. Counter-Strike) stoi w kontrze do filozofii olimpizmu.

Tematy

esport

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej