Virtus.Pro jest na zakręcie, a dwa koła mają flaka. Czas na…

Siedząc w 2014 roku na widowni turnieju Intel Extreme Masters czułem się, jak 10-latek, który widzi bohaterów spełniających marzenia. Dziś czuję się jak Mark Hughes (były trener Stoke City), który widzi znakomitych zawodników nie potrafiących przełożyć treningów na pojedynek meczowy. Od 14 miesięcy zespół Virtus.Pro nie stanął na najwyższym stopniu podium. Czy to jeszcze marazm, czy już próżnia?

Wydawało się, że gdy w marcu br. Michał „MICHU” Miller dołączył do składu w miejsce Wiktora „TaZa” Wojtasa, VP znalazło brakujący element układanki. Niestety tak się nie stało, a 3 miesiące później ze składem pożegnał się także Janusz Pogorzelski. Snax był uważany za jedno z najmocniejszy ogniw polskiej formacji, i wiadomo było, że ciężko będzie go zastąpić. To zadanie powierzono Piotrowi „morelzowi” Taterce. Ci bardziej oddani fani nadal twierdzą, że to skok na głęboką wodę, że morelz potrzebuje czasu, że jeszcze się rozwinie itd. Oczywiście, Piotrek to świetny zawodnik, bardzo dobry aimowo, co pokazał choćby podczas finałów Polskiej Ligi Esportowej. Niestety, ale Virtusi tego czasu nie mają. Pasha i NEO przekroczyli już próg 30 lat i wydaje się, że są na mecie esportowej przygody. - Po prostu brakowało mi czegoś świeżego, czegoś nad czym będzie można znowu popracować w grze. Może to źle zabrzmieć, może to być też zła cecha charakteru, ale jeśli widzę, że ktoś mało pracuje, to mi też się odechciewa, a to odbija się wtedy na całej ekipie. Chyba większość ludzi tak po prostu ma i to był też jeden z głównych powodów do zmian – powiedział Pogorzelski po swoim odejściu.

Trudno stwierdzić czy Snax mówił personalnie o Jarku i Filipie, ale takie można odnieść wrażenie. Od momentu styczniowego ELEGAUE Major w USA, czyli 17 eventów, NEO tylko 3 razy miał dodatnie statystyki na turniejach międzynarodowych. Z taką dyspozycją próżno szukać czegokolwiek na największych evetnach esporotwych. Dla porównania brazylijski zawodnik SK-Gaming Coldzera, niedawno po raz pierwszy w historii zanotował ujemne statystyki na evencie, a przecież jego zespół również ostatnimi czasy nie zachwyca. Niemniej chyba żaden z kibiców Virtus.Pro nie odważy się powiedzieć, że Filip musi zostać usunięty z drużyny. To jeden z najlepszych zawodników w historii CS’a, lider zespołu i skarbnica doświadczenia. Ale czy ktoś wyobrażał sobie Manchester United bez Wayna Rooneya? Nie, a jednak Anglik rozstał się z drużyną Czerwonych Diabłów.

NEO

W ostatnim tygodniu pojawiły się plotki, że do zespołu przymierzany jest Michał „Snatchie” Rudzki. Zawodnik AGO Esports, to bezapelacyjnie najlepszy w tej chwili snajper na polskiej scenie CS:GO. Zanim zaczniemy wyobrażać sobie Michała w koszulce VP, należy zastanowić się kto na tym transferze skorzysta. Moim zdaniem nikt. W przypadku odejścia Rudzkiego, AGO będzie potrzebować snajpera. Najpewniej pomęczy się ze standinami do grudnia, a potem weźmie Grzegorza „Szpero” Dziamałka , któremu wówczas kończy się „praca w kamieniołomach Team Kinguin”. To oznacza 4 miesiące posuchy na arenie międzynarodowej, stagnacji organizacji i pozostałych zawodników. Na to na pewno nie zgodzi się prezes AGO Jakub Szumielewicz. Przyjmując za prawdę scenariusz, że Snatchie jednak zastąpi w VP morelza, to jakie efekty ma to przynieść? Gra na dwóch snajperów? Pasha strzelający wyłącznie z riffle’ów? Nie oszukujmy się, nawet ze snatchie'm w składzie VP nie jest w stanie wyjść z kryzysu.

Jeżeli Virtus.Pro realnie myśli o walce z najlepszymi zespołami na majorze w Katowicach, to moim zdaniem pozostaje im jedno wyjście – odmłodzenie składu. Wiadomo, że nie łatwo rozstać się z takimi tuzami esportu jak NEO i pasha, ale chyba czas na… zmiany.

Tematy

Polecamy

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej