"Kasa, misiu, kasa". Czy w tym szaleństwie jest metoda?

Cloud9 Foto: Materiały prasowe

Większość laików tematu esportu kojarzy tę odnogę przemysłu z wielkimi pieniędzmi. Rzeczywiście gracze esportowi na zarobki narzekać nie mogą, a umowy transferowe zawierane przez największe organizacje nieraz przekraczają te znane z polskiego podwórka piłkarskiego. Tak było chociażby w przypadku Aleksa "⁠ALEXa⁠" McMeekina, który na mocy umowy wartej 1 650 000 dolarów, przeniósł się z Vitality do Cloud9.

Lepiej płakać w Ferrari

W 1994 roku Janusz Wójcik zdecydował się odejść z Legii Warszawa i przenieść do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Swoją decyzję argumentował w prosty sposób "Kasa, misiu, kasa...". Światy esportu i futbolu jak wiemy mają wiele aspektów wspólnych, ale jednym z głównych jest waga pieniądza. Zresztą można to odnieś tak naprawdę do każdej dziedziny życia. Pieniądze są ważne i zdecydowanie lepiej jest je mieć, niż nie mieć. Ciężko powiedzieć, że McMeekin zamienił Vitality na Cloud9 z powodów finansowych, wszak od pół roku siedział na ławce. Ale kiedy twoja pensja ma wynosić około 20 tysięcy dolarów miesięcznie, to na pewno nie jest to powód do rozpaczy.

Droga do...

Nowy projekt Cloud9 wygląda naprawdę obiecująco. Na ławce trenerskiej drużyny CS:GO usiądzie Aleksandar "kassad" Trifunović, czyli osoba odpowiedzialna za wprowadzenie na szczyt ekipy Renegades (obecnie 100Thieves). To na pewno odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu i jak mało kto w esportowym świecie wie, jak wydobyć największy potencjał swoich zawodników.

Wraz z nim do organizacji sprowadzono Henry'ego "⁠HenryG⁠" Greera, który jako GM dostał pełnie władzy w budowaniu nowej drużyny CS:GO pod banderą Cloud9. - C9 powierzyło mi całą swoją dynastię CS: GO i szczerze mówiąc, myślę, że jest to jeden z najodważniejszych ruchów, jakie kiedykolwiek wykonała ta organizacja” - powiedział w rozmowie z portalem Dexerto. Trudno się nie zgodzić jednak Henry to osoba od wielu lat związana ze sceną CS:GO jako gracz, a później ceniony ekspert/komentator. Problem w tym, że budowanie drużyny to proces trudniejszy niż składanie puzzli czy kolców.

Ja już to gdzieś widziałem

Z jednej strony mamy jedną z największych organizacji na świecie, dysponującą gigantycznym zapleczem medialnym, biznesowym, logistycznym i finansowym. Oczywiście to wszystko pokazali nam podpisując największą transakcję w historii sceny CS:GO, czyli sprowadzając do Ameryki cenionego prowadzącego ALEXa. Ciężko mi sobie wyobrazić, by Cloud9 dokooptowało mu do składu czwórkę utalentowanych młodziaków. Jeżeli wykupujesz takiego prowadzącego, to na pewno chcesz tworzyć drużynę tier1. To oznacza, że C9 będzie uprawiało politykę "sky is the limit". Być może ruszy lokomotywa z napisem "wykup" i do Ameryki przylecą gracze z Europy. Być może waga pieniądza skusi nawet największe gwiazdy. Tylko czy w tym szaleństwie jest metoda?

Przykład FaZe Clan udowadnia, że największe gwiazdy nie zawsze tworzą monolit. Gdy w 2017 roku Nikola 'NiKo' Kovač przeszedł z mousesports do FaZe Clan wszystkie media społecznościowe grzmiały, że FaZe buduje skład, który powali na kolana świat. Minęły 3 lata, a ja nawet nie przykucnąłem. Zresztą ostatni sukces FaZe na scenie CS:GO, to listopada 2019 roku, gdy wygrali BLAST Pro Series: Copenhagen 2019.

Więcej nie znaczy lepiej. Drożej nie znaczy pewniej. Nie krytykuję Cloud9 za ściągniecie ALEXa, nie krytykuję sumy jaką za niego wyłożono. Ostrzegam jedynie przed tym, by wolność działania Cloud9, paradoksalnie w przysłości nie ograniczyła im wolności.

Zobacz komentarze