Stare panny na wydaniu, czyli co dalej z legendarnymi zawodnikami CS:GO?

StarSeries I-League
StarSeries I-League Foto: StarSeries

Czas płynie nieubłaganie także, a może szczególnie dla graczy, nawet tych profesjonalnych. To, co było kilka lat temu, dziś dla wielu jest jedynie mglistym wspomnieniem. Coraz częściej legendy Counter Strike’a chcące nadal występować na scenie nie mogą znaleźć zespołu albo zmieniają drużyny jak rękawiczki i nigdzie nie są w stanie zagrzać miejsca na dłużej. Jaka jest dla takich graczy przyszłość? Warto cały czas próbować swoich sił, czy może jednak lepiej zejść ze sceny w chwale i zająć się czymś innym? Niewykluczone, że takie pytania zadają sobie, chociażby legendy Ninjas in Pyjamas czy Natus Vincere.

Projekt Dignitas

Dignitas było kiedyś topową organizacją. Po pewnym czasie projekt się wypalił, właściciele próbowali sił w Ameryce Południowej, a nie tak dawno postanowili mimo wszystko wrócić do Europy. Wzięli w swoje szeregi między innymi legendy szwedzkiego CSa. Początkowe sukcesy, udział w turnieju Flashpoint, awans na europejskiego Minora, skład wzbudził zachwyt na scenie i przez chwilę przypomniał dawne czasy świetności w barwach Ninjas in Pyjamas. Rzeczywistość zweryfikowała projekt jednak szybciej, niż mogło się wydawać. Po dziewięciu miesiącach wspólnej gry wyniki znacznie się pogorszyły, drużyna nie była w stanie wygrywać nawet z przeciwnikami z drugiej pięćdziesiątki rankingu HLTV. Z tego też powodu podjęto decyzję, aby „GeT_RiGhT” oraz „Xizt” usiedli na ławce. Piękny projekt, który przez pewien czas wywołał falę nostalgii, nie potrwał nawet rok. Oczywiście, Dignitas dobierze dwóch nowych zawodników, ale nie będzie to już jednak ten sam skład, który na początku wzbudził tyle emocji.

Słowacki snajper

29-letnim letnim Słowakiem bez wątpienia zainteresowałyby się kluby z polskiej Ekstraklasy, gdyby tylko był piłkarzem. Niestety nie jest i z tego powodu „GuardiaN” nadal pozostaje wolny strzelcem. Przez dwa lata reprezentował on barwy FaZe Clanu, przyszedł jednak czas na zmiany kadrowe i niecały rok temu Słowak powrócił do swojej, można powiedzieć macierzystej drużyny, czyli Natus Vincere. Wydawało się, że może to być piękny powrót do korzeni, który da szansę snajperowi wrócić do swojej najlepszej dyspozycji. Nic bardziej mylnego jak rzekłby znany polski influencer. Około czterech miesięcy — tyle czasu spędził „GuardiaN” w pierwszym składzie Natus Vincere. Po tym czasie podobnie jak w FaZe spotkały go zmiany i został posadzony na ławce. Praktycznie od początku tego roku pozostaje on nieaktywnym zawodnikiem, czy ktoś jeszcze da szansę Słowakowi? Czy będzie on w stanie wrócić do swojej formy sprzed kilku lat? To pytania, które pozostają bez odpowiedzi.

Gdzie jest X GOD?

PGL Major Kraków 2017, Gambit czyniące cuda i ostatecznie wygrywające cały turniej. ”Dosia” otrzymuje nawet dedykowane graffiti na mapie de_inferno. Co się właściwie stało z tak dobrze prosperującą drużyną? Major okazał się pojedynczym wystrzałem formy, a po nim szybko nastąpił koniec Gambit. Obecnie organizacja posiada jedynie sekcję młodych talentów, pozostali zawodnicy odeszli. ”Dosia” zaliczył sporą przerwę w profesjonalnym graniu, ale około kwietnia postanowił ponownie spróbować swoich sił. Mustang Crew, czyli nowa organizacja na scenie mogła wzbudzić pewne nadzieje, ale projekt potrwał właściwie jedynie miesiąc. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Aktualnie Rosjanin jest wolnym zawodnikiem, ale znalezienie chcącej go drużyny może nie być łatwe.

Polskie legendy

HONORIS, ambitny projekt założony przez „TaZa” i „NEO” rozbudził polską scenę CS:GO. Wydawało się, że solidny skład złożony zarówno z młodych talentów, jak i niezwykle doświadczonych zawodników może stać się mieszanką wybuchową. Jednakże od samego początku wszystko szło nie po myśli HONORIS. Wyniki były fatalne, z tego powodu organizacja postanowiła coś zmienić. W składzie pozostała trójka „TaZ”, „NEO” oraz „reiko”. Jakie będą dalsze losy? Ciężko przewidzieć. Niemniej jednak pomimo szczerych chęci trzeba przyznać, że projekt legend Virtus.pro nie zażarł, tak jak powinien. Pozostaje jedynie mieć nadzieje, że w przyszłości będzie lepiej.

Część ze wspomnianych graczy raczej ma już świadomość, że powrót do ich czasów świetności będzie niezwykle trudny. Istnieją jednak pewne alternatywy. Nie tak dawno na rynek przebojem wdarł się Valorant i przyciągnął do siebie wielu byłych graczy CS:GO, szczególnie w Ameryce Północnej. Czy podobnie będzie w Europie? Niewykluczone, takim śladem podążył już „ANGE1”, czyli były kapitan HellRaisers. Być może, nowy FPS od Riot Games jest pewną okazją dla wypalonych legend.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze