Chomczyk: Nie wierzę, że w Berlinie wyskoczy królik z kapelusza

StarLadder Major Foto: Materiały prasowe

Chciałbym być oryginalnym, kontrowersyjnym ekspertem, który cudownie wywróży z fusów niespodziewanego zwycięzcę Majora w Berlinie. Prawda jest jednak taka, że obsadę finału i półfinałów można byłoby już teraz określić z 90-procentową skutecznością. Ale nie będę samolubny, dam wam żyć nadzieją i łudzić się, że StarLadder Major może nas czymś zaskoczyć.

Za górami, za lasami... przepraszam to nie ta bajka. Przecież StarLadder Major jest w Berlinie. To prawie tak, jakby był w Katowicach, bo oba miasta dzieli tylko około 500 kilometrów. Niemniej, oprócz niezbyt okazałej odległości od granic Polski, z naszym krajem będzie miał on mało wspólnego. Tylko jeden biało-czerwony zawodnik pojawi się w Verti Music Hall - Filip "NEO" Kubski, reprezentujący barwy FaZe Clan. To tak jakby Steven Gerrard był jedynym Anglikiem w finale Ligi Mistrzów. No smutno, szczególnie dla community tak żyjącego esportem, jak Anglicy futbolem.

Nie trzymajcie jednak głów zbyt długo zwieszonych, śpieszę z dobrą nowiną. Wbrew krążącym opiniom, nie wieszałbym psów na głowach zawodników prowadzonych przez YnK. Obok CR4ZY, to właśnie FaZe wskazałbym na czarnego konia turnieju. Wiem, nie jest to racjonalna opinia. Pozwólcie, że wyjaśnię...

Zaczynamy jednak od The New Challengers Stage, w którym tak naprawdę wszystko jest jasne jeszcze przed startem rozgrywek. Faworyci tj. Vitality czy NRG, nie powinni mieć większych problemów z awansem do kolejnej rundy. Tak jak wspominałem wcześniej, to w ekipie CR4ZY upatruję "czarnego konia" całego turnieju, ale też Rosjanie z forZe mogą sporo namieszać. Nie chce mi się wierzyć, aby cudownie wystrzeliła forma INTZ, HellRaisers czy Syman. Not gonna happen. Tam raczej trzeba już śpiewać kultowy przebój grupy Scorpions - "Wind Of Change".

Oczywiście pojawiają się głosy, że wszyscy są po sporej przerwie od turniejów, tak naprawdę mają czystą kartę i masę treningów ze sobą, ale powiem wam ważną sentencję. Tylko drużyny, a raczej zawodnicy, którzy znają smak wielkich porażek, potrafią przekuć go w wielki sukces. Dlatego CS:GO ma tylu weteranów, dlatego Olofmeister na każdym Majorze ma status Legendy, bo wie jak się do takiego turnieju przygotować. Nie wierzę w drugą historię typu ENCE w Katowicach. Nie wierzę, że ZywOo da radę wyciągnąć Francuzów aż do finału. Nie wierzę, że którykolwiek z uczestników New Challengers Stage zagra choćby w półfinale. Wierzę w powrót z tarczą ekipą FaZe, która do wejścia do TOP4 potrzebuje jednej rzeczy - pięciu gości w optymalnej formie. Myślę, że w miesiąc mogli to wypracować.

Majory to najważniejsze turnieje w roku i choć wszyscy wiemy, że najlepszym powija się noga, a zawsze jakaś drużyna wyskakuje jak królik z kapelusza, to nie tym razem. Chcecie wiedzieć na kogo stawiam? W moim przekonaniu czeka nas esportowa adaptacja hitu J.R.R. Tolkiena - "Władca Pierścieni: Powrót Króla".

Zobacz komentarze