FaZe triumfuje w Miami, Astralis przegrywa trzy razy z rzędu. Co na to zawodnicy?

FaZe Foto: Blast Pro Series

Ez4Astralis? Nie tym razem. Duńczycy zaliczyli trzykrotną porażkę, w tym 5:16 w fazie grupowej przeciwko FaZe, zwycięzcy BLAST Pro Series Miami. Zawodnicy biorą to na klatę i otwarcie mówią, co myślą o swojej grze.

Gówniany turniej w moim wykonaniu. Wracam do domu ASAP i gram w CS-a. Totalnie odstawałem indywidualnie od reszty i przepraszam fanów! GG wszystkim ekipom, graliście fantastycznie. – napisał na Twitterze Nicolai "dev1ce" Reedtz, którego drużyna pewnie weszła w turniej i pierwszego dnia wygrała starcia z Cloud9 i Natus Vincere. Coś jednak musiało się wydarzyć w przeciągu 24-godzinnej przerwy, ponieważ faworyci zaliczyli w Miami potężny upadek. MIBR pomimo nie najlepszej formy w ostatnich tygodniach upokorzyło Duńczyków 16:2. Brazylijczycy co prawda nie dotarli do finału, ale fantastycznie radzili sobie w całym wydarzeniu i wygrali nietypowy mecz złożony z pojedynków 1vs1 na specjalnej mapie przygotowanej przez organizatorów. Cieszy mnie, że takie niestandardowe formaty są ciepło przyjmowane przez graczy. Ekipa Gabriela "FalleNa" Toledo ma prawo do świętowania sukcesu, będącego małym krokiem ku powrotowi na salony.

Co jednak Astralis sądzi o swojej grze? Dev1ce odważnie przyznał się do słabej dyspozycji. To samo zrobił Peter "dupreeh" Rasmussen: – Słabo indywidualnie, współpraca też nie była najlepsza i dlatego właśnie wynik jest taki, a nie inny. Po prostu pozostałe ekipy grały lepiej niż my. – skomentował Duńczyk po odpadnięciu z fazy grupowej. Jak tu nie szanować graczy, którzy otwarcie biorą na klatę to, że zagrali słaby turniej? Tu nie ma gadki w stylu umiemy grać tylko na dobre zespoły, najlepiej strzelamy na lanach, bo w internecie zawsze jest wysoki ping. W końcu chłopaki z Danii walczyli offline z najlepszymi ekipami na świecie i są świadomi, że to od nich zależy, czy będą mistrzami, a nie od tego, jakie wymyślą sobie wymówki.

A co słychać u FaZe, zwycięzców BLAST Pro Series Miami? Panowie zrewanżowali się Liquid za przegraną 5:16 w grupie. W finale zniszczyli ich 6:16 na Mirage, a następnie 12:16 na Dust 2. Jestem w szoku i długo jeszcze pozostanę, bo Håvard "rain" Nygaard wykręcił statystyki 20/0/0! Kiedy ostatnio widzieliście człowieka, który na oficjalnym turnieju i to jeszcze w finale miał ponad 200 ADR po 9 rundach?

Choć rain zdecydowanie lśnił, to Nikola "NiKo" Kovač otrzymał tytuł MVP. Nic dziwnego, w końcu ten zawodnik wyróżnia się w praktycznie każdym spotkaniu, a w finale dogonił raina pod względem eliminacji. NiKo to zdecydowanie jeden z najlepszych graczy, jakich CS:GO widziało. Brawa dla FaZe i MIBR za fantastyczną formę w tym turnieju. Gratulacje dla Liquid za zachowanie czystego konta aż do ostatniego starcia. W obliczu BLAST Pro Series Miami trzeba sobie jednak zadać pytanie: Czy to początek końca złotej ery Astralis?

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze