Chomczyk: To najlepszy sezon ESL MP w historii CS:GO, powiem wam dlaczego

ESL MP Foto: newspix

Muszę się przyznać, że tęskniłem za wyrównaną rywalizacją drużyn na krajowym podwórku. Przed każdym dużym turniejem offline na rodzimej ziemi byłem w stanie wskazać z 99% skutecznością finalistów danych rozgrywek, a nawet czasem i zwycięzcę. Jakbyście mnie dzisiaj zapytali, kto wygra ESL Mistrzostwa Polski, odpowiedziałbym: nie wiem. To chyba najlepsza recenzja tego turnieju.

Przed rozpoczęciem rywalizacji w pierwszym sezonie 2019 roku za faworytów eksperci uznawali AGO, Virtus.Pro i devils.one/Arcy. Tymczasem okazuje się, że każda z tych drużyn zdążyła już przegrać co najmniej jedno spotkanie. Ba, Virtus.Pro ma takich porażek aż 5! Co jest jeszcze śmieszniejsze, dziś mogą dołożyć kolejne, bo czeka ich ARCYtrudny pojedynek. Mam nadzieję, że zrozumieliście tę grę słów.

Absolutną rewelacją jest x-kom team, który mimo iż rozpoczął sezon ze stand-inami (reatz i innocent zostali już oficjalnie potwierdzeni - przyp. red.), wciąż jest niepokonany, a ma za sobą m.in. dwumecz z Arcy. Nie sądzę, by oskarish i jego koledzy wygrali cały sezon, ale w finałach na pewno będą.

Chętnie poznam osobę, która uważa, że kiedykolwiek wcześniej ESL MP w CS:GO były bardziej interesujące. Sami zobaczcie, niemal za każdym razem Team Kinguin albo AGO były w finale i głównie kończyły się one wynikami 2:0. Jeszcze nudniejsze były fazy zasadnicze. gdzie niespodzianki odnośnie wyników zdarzały się rzadziej niż deszcz na Karaibach. Nie boję się tego powiedzieć – biło nudą.

ESL MP Foto: Wikipedia Commons

Dziś jednak mamy przed sobą sezon, gdzie drużyna typu ERROR 404, w której przeciętny widz nie zna ani jednego zawodnika, jest w stanie wygrać mapę z Virtus.Pro. Gdzie PACT jest w stanie zdobyć 4 punkty w rywalizacji z AGO Esports. Gdzie pod względem statystyk jednym z najlepszych graczy jest Sebastian "NEEX" Trela, zawodnik który jeszcze pół roku temu bujał się po drużynach typu EVOLVE...

Teraz przychodzimy do momentu kulminacyjnego, czyli jak to pisał poeta Ryszard Kalisz – "Dlaczego jest, jak jest?". Dlaczego dopiero teraz doszliśmy do momentu, w którym można się emocjonować starciami drużyn na polskim podwórku? Po pierwsze, odpowiedni format. Administracja ligi kilka sezonów szukała odpowiedniego formatu, który zapewni emocje i zbilansuje szanse na zwycięstwo. Wydaje mi się, że obecny jest całkiem niezły, choć zastanowiłbym się jeszcze nad kształtem turnieju finałowego. Może format BO5 w finale, może więcej drużyn na turnieju lanowym. Tutaj pole do eksperymentów jest otwarte.

Po drugie, polska scena CS:GO to stajnia Augiasza, burdel na kółkach, jak chcecie, tak nazywajcie. Tutaj nie ma logiki. Polakowi na Polaka zawsze będzie się grało łatwiej niż nawet na przeciętnego skillowo zawodnika ze sceny międzynarodowej. Dlatego nie zachłyśnijcie się za szybko dobrą formą x-kom team. Polak zawsze będzie wiedział jak przechytrzyć Polaka, jak i kiedy wejść, by zdobyć dwa fragi. To naturalne.

Po trzecie i chyba najważniejsze, deprecjacja siły i znaczenia polskich drużyn na arenie międzynarodowej. Jeżeli narzekaliście na 2018 roku dla polskiego CS:GO, to teraz dopiero jest marazm. Za nami prawie połowa 2019 roku, a jedynymi sukcesami polskich drużyn poza naszym krajem jest 2. miejsce AGO na WESG i zwycięstwo PACT na LanTrek 2019. Mało! Te niepowodzenia w różnych internetowych i lanowych zawodach sprawiły, że nawet najlepsze drużyny zaczęły w Polsce szukać szansy na jakiekolwiek trofeum i wyboostowanie się w rankingu HLTV. O tym świadczy chociażby powrót Virtus.pro na rodzimą scenę. Powiedzmy sobie szczerze, kiedyś esportowo świat gonił naszych graczy, dziś my musimy gonić innych. Nawet, jeśli trzeba to zrobić przez ESL Mistrzostwa Polski, to czy to źle? My mamy o czym pisać, kibice co oglądać. Oby finały wytrzymały tempo fazy zasadniczej, bo w przeszłości było różnie.

Zobacz komentarze