DreamHack już jutro! Na co stać Polaków? STOMP: "Nie mamy planu minimum"

STOMP Foto: Maciej Kołek / Games Clash Masters

DreamHack Open w Atlancie, który rozpocznie się już w najbliższy piątek, jest jednym z ciekawszych wydarzeń dla polskich fanów Counter Strike’a w tym roku. Wszystko za sprawą występów dwóch drużyn z naszego kraju – Illuminar Gaming i Virtus.pro.

Przed polskimi zawodnikami z pewnością wiele ciekawych spotkań. Jednak nie możemy powiedzieć, że będą to pieknielnie trudne pojedynki. Illuminar w fazie grupowej zmierzy się ze Sprout, Triumph oraz Heroic, zaś ekipa dowodzona przez Jakuba „kubena” Gurczyńskiego spróbuje pokonać Chaos, CR4ZY i INTZ eSport. Zdecydowanie są to przeciwnicy w zasięgu polskich zespołów.

– Moim zdaniem szansa na playoffy jest, zarówno dla jednych, jak i drugich – twierdzi Kuba „Kubik” Kubiak, znany komentator CS:GO. – W teorii łatwiejszą grupę mają zawodnicy Virtus.pro, ale nie mówiłbym, że są faworytami. Trochę dziwnie to może wyglądać, ale nie zdziwię się jak Virtus.pro zajmie 1. miejsce w grupie, ale to samo powiem w przypadku czwartego miejsca. Tak w przypadku Illuminar nie wierzę w ostatnie miejsce w grupie, na pewno znajdą się w pierwszej trójce.

Zarówno Virtusi, jak i Illuminar trenowali w ostatnich dniach z myślą o turnieju w Stanach Zjednoczonych. Siłą tych drugich jest dobra atmosfera wewnątrz ekipy oraz umiejętności samych zawodników. Zwycięzcy Games Clash Masters nie narzucają sobie celu minimum. – Wykorzystywaliśmy cały wolny czas na przygotowanie się do turnieju oraz poprawę naszych błędów. Jesteśmy dobrej myśli. Nie mamy planu minimum, chcemy pokazać się z jak najlepszej strony, a celem jak zawsze jest zwycięstwo – mówił snajper zespołu, Daniel „STOMP” Płomiński.

Virtus.pro pokazało w ostatnich miesiącach, że całkiem dobrze sobie radzi podczas wydarzeń offline, w przeciwieństwie do spotkań w internecie. W ostatnim czasie po serii dobrych występów Snax i spółka zaliczyli kilka przegranych. Wiemy już także, że „Niedźwiedzie” na początku grudnia będą musiały walczyć w barażach o utrzymanie się w ESEA MDL. Słabsza forma w trakcie spotkań online może wynikać z tego, że internetowych rozgrywek jest po prostu bardzo dużo i trudno się na nie zmobilizować. Inaczej sytuacja wygląda na lanach. Podczas ostatniego turnieju V4 w Budapeszcie polscy zawodnicy zaprezentowali się ze świetnej strony, przegrywając dopiero w finale z duńskim Tricked Esport.

W słabszej dyspozycji w ostatnich tygodniach znajduje się również jedna z gwiazd Virtus.Pro - Michał „Snatchie” Rudzki. Trudno o dobry występ na wielu mapach bez snajpera w formie. Snatchie nie gra na poziomie, do jakiego przyzwyczaił kibiców. Nie widać w jego grze takiej agresji i pewności siebie, jak to bywało wcześniej. Były zawodnik AGO Esports wcześniej potrafił w decydujących momentach zdobywać ważne fragi. Ostatnio wyglądało to o wiele gorzej i ze snajperką w dłoniach częściej widzieliśmy Snaxa. – Nie zdziwię się, jak Snatchie odpoczywał sobie od AWP, po to by wrócić z nią na turniej w Altancie. Ogólnie tego typu zjawisko oglądamy często w przypadku IGL. Nie ma formy, nie ma nowych pomysłów, stąd kto inny zaczyna prowadzić, a ty po kilku tygodniach wracasz do tej roli na świeżo. W przypadku AWP tego praktycznie nie oglądamy, ale chyba właśnie taki eksperyment przeprowadza VP – uważa Kubik, który w zeszłym roku był również analitykiem w ekipie Virtusów.

Ostatni występ Virtus.pro na amerykańskiej ziemi zakończył się sukcesem. W 2017 roku Snax wraz z kolegami wygrał DreamHack Masters w Las Vegas, w finale pokonując SK Gaming. Co więcej, Virtusi wygrali każdy finał DreamHacka, w których przyszło im do tej zagrać. Jak będzie teraz? Przekonamy się już w najbliższy weekend. Pierwsze spotkania fazy grupowej zostaną rozegrane już w piątek.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze