Hayabusa o różnicy pokoleń: Kiedyś wychowywało podwórko, teraz internet

Hayabusa, Neo

Nie będzie lepszej okazji, aby poznać pasję swojego dziecka niż wspólna kwarantanna z powodu koronawirusa. Mówi się, że to boomersi i millenialsi mają w nieodległej przyszłości toczyć boje, zastępując na „poligonie” uczestników wojny polsko-polskiej. Wygląda jednak na to, że współcześni rodzice są w stanie szybciej zrozumieć swoje pociechy niż jeszcze kilka lat temu.

Esport, czy też gaming, nie jest branżą oderwaną od społeczeństwa i trendy, które kształtują inne dziedziny życia powinny wpływać również i na tę scenę. Boomersi vs. Millenialsi – sprawa wydaje się prosta. Rodzice (Boomersi) przez jakieś pierwsze 15 lat XXI wieku nie odróżniali esportu od gamingu. Nie można mieć tego nikomu za złe – wtedy było to całkiem nowe zjawisko. Nic dziwnego, że grające dziecko (Millenials) słyszało wtedy uwagi w stylu: „Weź się za naukę, a nie gry w głowie!” lub „Te gierki nic ci w życiu nie dadzą!”. I w tym momencie doszedłem do wniosku, że w esporcie trend jest zgoła odmienny. Dzisiaj rodzic lepiej rozumie czym jest esport i potrafi zaakceptować pasję syna lub córki. Millenials z Boomersem na tej płaszczyźnie dogada się lepiej niż rodzic z synem 20 lat temu.

Jednak jak to w życiu bywa, są wyjątki. Takim niewątpliwie była relacja Janusza „Hayabusy” Kubskiego z jego synem, Filipem „NEO” Kubskim. Wszyscy doskonale znamy tę historię. Dobrze też wiemy, że przymusowa kwarantanna jest doskonałą okazją, aby lepiej zrozumieć pasję swoich dzieci. Postanowiłem skontaktować się z tatą jednego z najwybitniejszych zawodników Counter-Strike’a w historii, który dość szybko przekonał mnie, że w esporcie diametralna różnica pokoleń wygląda trochę inaczej i nie toczy się między boomersami a millenialsami. Jak zwykle, okazało się, że diabeł tkwi w szczegółach.

****

- Zastanawiam się czy wiekowy zakres ma jakiś wpływ, bo z grubsza patrząc, pokolenie NEO, zibi, LUq czy TaZ to pokolenie graczy, które raczej do szeregu millenialsów nie pasuje. Bardziej bym powiedział, że to późniejsze, które narodziło się z LOLem. Wcześniej wymienieni gracze wyłamują się z tego zaszeregowania - mieli słaby internet albo nie mieli w ogóle, komputery były słabe i brali co było. Grali dla siebie i ewentualnie wyników, a nie dla kasy. Dopiero ci, którzy przyszli nie tyle po nich, ale gdy już tamci zdobyli sławę i zaczęli jakieś pieniądze zarabiać, zaczęli występować z "roszczeniami" nim cokolwiek zrobili. Przychodzili gracze i nim cokolwiek osiągnęli, ledwo zbudowali drużyny, pytali ile im damy za granie.

Patryk Stec: Czyli mamy klasyczny konflikt generacji Y i Z?

Janusz "Hayabusa" Kubski: Po części tak. De facto przez pierwsze 5-6 lat grania nikt z tego kasy nie miał, nie licząc nagród. Wtedy nikt nie myślał w tych kategoriach. Ja też nie. Owszem, widziałem w tym nowe medium, nowy sposób na rozrywkę, jak kino, a na rozrywce się zarabia, ale raczej nie traktowałem tego jak przyszłe źródło dochodu - gracza zawodowca.

Z Filipem po prostu razem się bawiliście?

Wiesz, jako rodzice podchodziliśmy do tego tak jak rodzice powinni. Były pewne reguły - nauka najpierw, szczególnie w tym pierwszym okresie. Ale dla nas komputer był jedną z kolejnych form rozrywki i co warto zaznaczyć - nie jedyną. Był sport - Filip grał w piłkę (grał nawet w kadrze województwa), uprawiał triathlon, trochę sporty walki, chodziliśmy do kina, czytaliśmy książki, słuchaliśmy muzyki, czy to ja, czy żona woziliśmy dzieciaki na różne zajęcia, zawody sportowe. Komputer nie był jedyną formą rozrywki. Staraliśmy się dzieci wychowywać wszechstronnie. Moją zasługą może, choć żona patrzy na to inaczej, jest patrzenie na esport jako na kolejną formę rywalizacji. To pewnie przez moją sportowa przeszłość. Grało się wtedy dla funu i dla samego faktu wygrania, nie dla kasy, ani sławy, co zresztą w moim sporcie (judo) wyglądało podobnie. Nigdy nie było kasy z jego uprawiania, więc nikt na to nie patrzył w ten sposób. Jak jeszcze rywalizowaliśmy z ARCY i byliśmy na kilku turniejach, m.in. chyba w Rydze (zajęliśmy 5. miejsce), na którym było sporo czołowych zespołów, to chyba LUq powiedział mi, że mógłby iść nawet pieszo na ten turniej, byleby tam być.

W świetle tego co Pan mówi, to jest tak, że w esporcie raczej możemy mówić o "konflikcie", innym podejściu graczy z pokolenia Filipa i tego obecnego?

Myślę że to pierwsze pokolenie było inne – pamiętaj, że wtedy nie było powszechnego internetu i komputery kosztowały kupę kasy. W sumie powiedziałbym, że pierwsi gracze byli jeszcze starsi niż to późniejsze pokolenie. Może Filip się trochę wyłamywał z tych ram wiekowych, bo ja grałem, ale dostęp do kompa nie był limitowany, ani nie był uważany za zło. Na sławę i kasę bardziej było nastawione to późniejsze pokolenie, które wchodziło tak koło 2010, a nawet później, gdy streamy były coraz popularniejsze, rozwijał się youtube. Zaczęła się liczyć sława dla sławy.

Czy wraz z rozwojem esportu w Polsce nastąpiła zmiana motywacji wśród graczy? Wcześniej nie dążyli do pieniędzy i sławy samej w sobie, bo wtedy tego w esporcie nie było. Liczyło się zwycięstwo i rywalizacja. Nowsze pokolenie ma odwrócone proporcje?

Tak mi się wydaje. To pierwsze pokolenie - wychowane na ircu, gdy zaczynało grać, miało coś w rodzaju dążenia do kontaktu. Internet był formą kontaktu - ludzie uzależniali się od grup na czacie. Gracze grali, organizowali turnieje lub jechali na nie, żeby się poznać na żywo. Spotkać z tymi, których dotąd znali tylko z internetu. Jeździło się głównie w celach towarzyskich. Taki turniej to było święto gracza. Robiło się zloty. Zjazd jednego z największych wtedy klanów o nazwie „+” (Plusy) w warszawskim Cyberlandzie to było święto. Ludzie nigdy na żywo się nie widzieli. Grali, rozmawiali, a raczej pisali, bo mikrofony w grze to trochę później się upowszechniły, i mieli okazję do spotkania. Późniejsze pokolenie wraz z wynalezieniem matchmakingów wręcz odwróciło tę tendencję - te pierwsze gry łączyły ludzi. Później to się zmieniło. Można powiedzieć, że pierwsze lata dwutysięczne były stabilniejsze. Dzieci z piaskownicy, gimbaza, roszady, częste zmiany to późniejszy problem.

Z czego to wynika? Brak cierpliwości? Wysokie ego i problem z dogadaniem się wewnątrz teamu?

Złota piątka, jeszcze z pierwszego okresu, to najlepszy przykład. Jak długo ze sobą wytrzymali, a przecież pierwsze pensje zobaczyli dopiero jakoś w 2007 roku. Powiedziałbym tak - pokolenie G5 (przyp. red. – Golden Five) musiało sobie wywalczyć wszystko, kolejne przychodziło z przekonaniem, że im się należy. Nawet jeśli niczego jeszcze nie osiągnęli, należy się - bo są.

A jak nie przychodzi to co się „należy”, to wkrada się frustracja i stąd te zmiany?

To pewnie jeszcze głębszy temat, bo to drugie pokolenie dopiero jest jakby z okresu, gdy upowszechniły się komputery i internet. Stąd to roszczeniowe nastawienie – w porównaniu do poprzednich pokoleń dorastali w całkiem zmienionej sytuacji.

W takim razie jakby Pan podzielił pokolenia graczy w polskim esporcie?

Pionierzy to ci urodzeni w latach 70, grający w Dooma, Duke Nukem i Quake i ogólnie w pierwsze gry sieciowe, w zasadzie w Polsce era przedinternetowa. Pierwsze pokolenie graczy takich już hardcorowych, to ci urodzeni w połowie lat 80, ambitni pasjonaci. Gdy urodzeni koło 1995 roku (np. mouz, Michu, Furlan) zaczynali grać w CSa, to już mieliśmy całe pokolenie 20-latków, grających na serwerach. Gracze Quake’a, którzy grali od połowy lat 90, byli już wtedy grubo po trzydziestce. Filip zaczynał grać w Counter Strike’a w 1999, gdy miał 12 lat, ale fakt, że grał niemal od przedszkola. Gdy poznaliśmy się z ekipą, z którymi założyliśmy Ster to byli gracze w wieku 22-23 lat, a więc w zasadzie już dorośli.

To w sumie wyrastają nam 3 pokolenia: urodzonych w latach 80, urodzonych w latach 1990 – 1995 i urodzeni po 1995 roku. Pierwsze dwa są do siebie podobne, ale trzecie jest całkiem inne. Dobrze rozumiem?

Powiedziałbym że jest ich nawet więcej. Pierwsze pokolenie graczy, może nie esportowców, ale pionierów esportu, to koniec lat 70-tych, początek 80-tych. Oni żyli w zupełnie innej codzienności, o której obecna młodzież nie ma zielonego pojęcia. Znasz Tadzia Zielińskiego, czyli Zooltara? On jest rocznikiem 1976, był „quakowcem”, jednym z organizatorów słynnej Gambleriady. Onegdaj nasz człowiek w RIOT.

Znam, ale nie osobiście.

Albo ekipa ze Steru, jednego z pierwszych polskich klanów, Immortal, Adrianos, JackKiller, Grynio, to właśnie ludzie urodzeni pod koniec lub na przełomie lat 70/80. Zatem pierwsze pokolenie graczy to jednak jeszcze dojrzalsi ludzie niż nam się wydaje. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy upowszechniły się komputery i internet, a scenę zalała fala bardzo młodych osób z pokolenia lat 90. Początki polskiego kapitalizmu. Ich rodzice zaczęli wtedy robić karierę, a komputer był często oddawany dzieciom, by mieć święty spokój i czas dla siebie. To w zasadzie pierwsze lata nowego wieku, a nawet jego połowa i upowszechnienie internetu – pokolenie „dzieci neostrady”. Dorośli nie mają czasu, bo myślą o sobie, karierze, fitnesie, gabinetach odnowy itp., albo są tak zajęci, że faktycznie nie mają czasu, dlatego dzieci zostawiają samym sobie. Komputer na komunię. Kiedyś mówiło się, że w takich sytuacjach dzieci wychowuje ulica. Teraz to robi internet. A zatem, gdybym miał cokolwiek dzielić, robiłbym to dekadami. Kolejno, pionierzy (urodzeni przed 1980), pasjonaci (urodzeni w połowie lat 80), dzieci neostrady (lata 90), gimbaza (pierwsze dziesięć lat XXI wieku), celebryci i youtuberzy. Spośród nich tylko niektórzy stali się prawdziwymi profesjonalistami, esportowcami.

****

Żadnej wojny pokoleń w polskim esporcie nie ma i nie będzie. Jednak musimy zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy na etapie, w którym problemem wcale nie są różnice między boomersami a millenialsami, a starym i nowym pokoleniem graczy, które dzielą poglądy. Oba spotykają się na serwerze i mają całkiem inne podejście do życia oraz gry. Gdy zaczynali grę mieli całkiem inne cele oraz motywacje. Może dlatego tak trudno w Polsce zrobić drużynę opartą o weteranów i młodych, obiecujących graczy?

Zobacz komentarze