Administrator - człowiek od zadań specjalnych

W esporcie funkcjonuje grupa niedocenianych osób, będących często na samym froncie. Nie rzadko muszą się mierzyć z frustracją graczy, będących pod wpływem silnych emocji. Słyszą wtedy najróżniejsze wulgaryzmy. Są jednymi z najbardziej zajętych ludzi podczas esportowych wydarzeń, bo tak naprawdę to od nich zależy jak sprawnie przebiegają turnieje. Mowa oczywiście o administratorach, bez których żadne profesjonalnie wydarzenie nie ma prawa się odbyć.

Napisanie, że administratorzy odpowiadają głównie za serwery w trakcie turnieju to duża niesprawiedliwość i spore uproszczenie. Ich zakres obowiązków jest dużo szerszy. Często ich praca polega na przygotowaniu całej struktury turnieju, począwszy od regulaminu, a skończywszy na terminarzu spotkań i kontakcie z zaproszonymi zespołami. Admini, z którymi miałem okazję rozmawiać odpowiadają także za podział obowiązków w zespole. Oczywiście odpowiadają również za rozwiązanie problemów, które pojawiają się w trakcie gry i są pierwszymi osobami, z którymi kontaktują się gracze w razie problemów technicznych. - Bardzo ważne w takiej pracy jest szybkie reagowanie na zaistniałe problemy i rozwiązanie ich w jak najkrótszym czasie, bo ten kto ogląda spotkania CS:GO wie jak bardzo irytujące są przedłużające się przerwy w meczu. Administrator to człowiek od zadań specjalnych i odpowiedzialny jest praktycznie za większość problemów, które powstają w trakcie trwania turnieju od strony rozgrywki - mówi o swojej pracy Łukasz "MEta" Kozłowski, główny administrator w GG League.

Oczywiście w trakcie LANów pracy jest jeszcze więcej. - Na wydarzenie offline z reguły przyjeżdża się dwa/trzy dni wcześniej - mówi head admin w ESL Polska, Wojtek Moreń. - Sprawdzamy czy miejsce rozgrywek jest odpowiednio przygotowane (wielkość pomieszczenia, odległość między zespołami, dostęp do pomieszczenia, temperatura) oraz czy sprzęt (komputery, monitory, biurka, fotele) są w pełni sprawne i pozwalają na grę na najwyższym możliwym poziomie. Podczas przygotowań każdy komputer jest oddzielnie testowany, podobnie jest z serwerem, który jest kilkukrotnie sprawdzany przed rozpoczęciem rozgrywek, a wszelkie problemy są rozwiązywane przed przybyciem zawodników. Głównym punktem przygotowań administratorów jest zapoznanie się z briefem, który wysyłany jest odpowiednio wcześniej i opisuje zasady zachowania oraz ubioru podczas wydarzenia, zakres obowiązków, co może, a czego nie może robić podczas spotkań (np na głównej scenie w Spodku) oraz jak należy postępować gdy pojawi się nieprzewidziany problem.

Łukasz "MEta" Kozłowski Foto: GG League / Marcelo Kaźmierczak

Praca administratora jest bardzo dynamiczna. W zależności od firmy, w której się pracuje, obowiązki mogą być różne. - Pracę zaczynamy tak naprawdę przed eventem, gdzie trzeba zrobić montaż stanowisk graczy. Wiadomo, mogą to zrobić inne osoby, ale najlepiej jak zrobisz to sobie sam, bo wtedy wiesz ze wszystko będzie działać na 100%. Ja na eventach zajmuję się siecią, więc muszę czuwać nad dobrą pracą sieci i wychwytywać związane z nią problemy - mówi Sebastian Stanisławski z GG League.

Problemy w tej pracy jednak są uniwersalne i tak naprawdę każdy z administratorów, z którymi rozmawialiśmy miał podobne wyzwania. Jednym z trudniejszych aspektów pracy administratora na pewno jest rozstrzyganie sytuacji spornych. W takich wypadkach prawdziwą sztuką jest tak rozwiązać sprawę, aby obie strony były naprawdę zadowolone. Najczęściej do takich sytuacji dochodzi, gdy jedna z drużyn spóźnia się na mecz.

- Tutaj zawsze pojawia się najwięcej kontrowersji, ponieważ przyczyny opóźnień są różne, czasami jest to chwilowy problem z komputerem lub grą, a nawet tak prozaiczna sprawa, jak korek, który opóźnia pojawienie się jednego z graczy. W takich wypadkach musimy trzymać się regulaminu, który dokładnie opisuje takie przypadki. Jeśli czas na to pozwala staramy się pomóc w rozwiązaniu problemu i doprowadzić do rozpoczęcia meczu, chociaż w większości przypadków tempo rozgrywek na to nie pozwala i jesteśmy zmuszeni przyznać walkower na korzyść jednej z drużyn - mówi Wojtek Moreń.

- Jakbym miał się cofnąć do lat wcześniejszych kiedy rozwiązywałem bardzo dużo konfliktów i sporów, które przynosiły wiele problemów, podstawowym był brak znajomości regulaminu przez graczy, co bardzo często przyczyniało się do tworzenia bezpodstawnych sporów. Generowało to tylko niepotrzebną pracę - wspomina MEta.

Banowanie map od kuchni Foto: GG League / Maciej Kołek

To jednak są problemy, które wynikają ze specyfiki rywalizacji. Każdy dba o interes własnej drużyny, więc stara się wywrzeć wpływ i uzyskać jak najlepsze rozwiązanie. Trudno w takiej sytuacji, aby obie strony były zadowolone. Niezbyt ciekawa sytuacja pojawia się wtedy, gdy owe niezadowolenie jest wyrażane w, delikatnie mówiąc, niezbyt wulgarny sposób. Takie sytuacje jednak zdarzają się dość często. Ostatni raz dość głośno o hejcie w kierunku administratorów było w trakcie turnieju Grarantanna Cup, gdy z powodów technicznych niezależnych od administratorów, nie wszystko działało jak należy. Doczekali się oni wielu wyzwisk od graczy, którzy w teorii byli uczniami szkół podstawowych oraz ponadpodstawowych, więc niepełnoletnich.

- Grarantanna okazała się być wyjątkowo popularnymi rozgrywkami, które przyciągnęły mnóstwo graczy na bardzo różnym poziomie, dla niektórych był to pierwsze esportowe kroki, które najczęściej okazują się bardzo bolesne z czysto sportowego punktu widzenia. Administratorzy Grarantanny mieli naprawdę ciężkie zadanie, aby poradzić sobie z tak dużą ilością pytań, problemów oraz sporów, które pojawiły się podczas wszystkich turniejów i niejednokrotnie spotkali się z przykrymi dla nich określeniami - tłumaczy wprost Wojtek Moreń z ESL.

- Na początku był strach oraz jakieś zaciekawienie graczami, ale z biegiem czasu to znikło. Niektórzy profesjonalni gracze z polskiej sceny nie szanują nowych adminów i nie traktują ich poważnie. Nawet jak za nim ktoś stoi i jest gotów do pomocy to i tak wołają tych których znają. Wyzwisk nigdy nie doświadczyłem, ale nerwówki były i to duże... Ale zawsze udało nam się znaleźć rozwiązanie z danej sytuacji. Uwielbiam tą pracę - mówi Sebastian Stanisławski z GG League.

- Co by nie było i co by się nie działo to admin zawsze jest pomiędzy młotem i kowadłem. Dosyć często musi podejmować trudne decyzje które niosą za sobą niemiłe skutki, np. bardzo modne ostatnimi czasami jest tworzenie dram na grupach społecznościowych, nie dając możliwości wytłumaczenia się z danej decyzji. Nie mówię że admin ma zawsze racje, bo każdy się myli, jednak mimo wszystko nie powinno się to w taki sposób załatwiać - MEta potwierdza słowa poprzedników.

Administratorzy w swojej pracy spotykają się naprawdę z wieloma dziwnymi sytuacjami, nie tylko związanymi stricte z ich pracą. Gracze są bardzo różni i nie raz potrafili zaskoczyć stojące za nimi na scenie lanowych wydarzeń.

- Kiedyś złapałem gracza z czołowej wtedy organizacji w Polsce na podglądaniu przeciwników na ekranie wiszącym za jego plecami. Nie było to zwykłe zaglądanie przez swoje ramię. Gracz miał smartwatcha i położył sobie go pod monitorem tak, że na tarczy odbijał się cały ekran, który był za jego plecami. Oczywiście od razu zegarek został zabrany. Najlepsze w tej całej sytuacji było to, że ten mecz był o pietruszkę, bo nie mieli już szansy nic ugrać w tym turnieju - wspomina Sebastian Stanisławski.

- Najdziwniejszą sytuacją, z którą spotkałem się podczas ostatniego turnieju na Węgrzech, był problem z czapką u jednego zawodnika, który kategorycznie odmawiał zdjęcia jej na czas spotkania półfinałowego na scenie argumentując to niekorzystnym wyglądem i problemem z włosami, mimo wszystko udało nam się dojść do porozumienia i mecz doszedł do skutku - mówi Wojtek Moreń.

- Mnie za to zawsze dziwiła znajomość software’owa jak i hardware’owa samych graczy i to dosyć często z topowych drużyn. Nie tylko polskich, ale i także zagranicznych. Ich wiedza w zakresie podstawowych ustawień gry i podzespołów pozostawiała wiele do życzenia. Jeden z graczy zapytał kiedyś: „ Admin ustawisz mi blackbarsy? Bo mi to kolega zawsze robi”. Jeszcze inny mówił: „ Admin, te kompy są do kitu, mam 100 fps”, po czym wchodzisz w ustawienia, a tam wielordzeniowość procesora wyłączona, bo tak ma w domu - wspomina Łukasz "MEta" Kozłowski.

Z pewnością praca administratora to nie jest robota dla każdego. Niezbędna jest dobra organizacja pracy oraz stalowe nerwy, bowiem nie raz trzeba schować dumę do kieszeni i po prostu robić swoje. Oczywiście admini nie są osobami nieomylnymi i także popełniają błędy, ale wszyscy się zgodzimy, że trzeba szanować każdego człowieka, niezależnie od tego jaki zawód wykonuje. Pamiętajmy o tym i pamiętajmy o adminach, którzy wykonują naprawdę pożyteczną pracę za kulisami małych turniejów online, a także wielkich esportowych scen.

Tematy

administrator cs:go

CS:GO

turniej CS:GO

Zobacz komentarze

Lista artykułów

Rozwiń więcej