Adrian "imd" Pieper: Decyzja o rozstaniu ze mną nie była konsultowana z zespołem

IMD Foto: Maciej Kołek / x-kom team

Podczas Ł3 Gaming Convention, gdzie rozgrywany jest pierwszy, lanowy turniej kwalifikacyjny Good Game League, złapaliśmy Adriana "imd" Piepera. Były trener x-kom teamu przyjechał tu z ekipą 2K19PL, a my wykorzystaliśmy tę okazję, by porozmawiać z nim o ostatnich wydarzeniach w jego życiu. W wywiadzie z imd przeczytacie m.in. o jego rozstaniu z x-kom team i planach na dalszą przyszłość.

Spotykamy się w Warszawie, ale jesteś tutaj w nietypowej dla siebie roli. Szykuje się powrót do gry?

Adrian "imd" Pieper: Trzy dni przed tym turniejem SooN napisał do mnie czy nie chciałbym z nimi pograć. Pomyślałem, że mogę się pobawić. Wiadomo, że przyjechaliśmy tutaj osiągnąć jak najlepszy wynik, ale nie oszukujmy się, 3 dni treningów to za mało czasu by cokolwiek przygotować.

To znaczy, że teraz będziemy mogli częściej cie zobaczyć na tego typu turniejach?

Szczerze powiem, że do końca tego miesiąca jestem zakontraktowany jako trener w x-komie. Na początku kwietnia powinna się pojawić oficjalna informacja odnośnie mojej przyszłości. Przez chwilę myślałem, żeby wrócić jako zawodnik, ale jednak trenerka sprawia mi więcej radości. Myślę, że jestem w tym dobry i chcę to dalej robić.

Czyli 1 kwietnia możemy publikować news, że przechodzisz do AVEZ?

Nie będę ukrywał, że mam kilka propozycji, ale nie chcę zdradzać od kogo konkretnie. Nie zaprzeczam, nie potwierdzam, aby jedna z nich była od drużyny AVEZ. Zobaczycie w kwietniu.

Bardzo wszystkich zaskoczyło twoje rozstanie z x-kom team. To chyba były całkiem udane 2 lata?

Dołączyłem chyba miesiąc przed finałami Polskiej Ligi Esportowej w 2017 roku. Drużyna funkcjonowała jeszcze jako Venatores. Myślę, że przez ten cały okres trenowałem z 5-6 składów, sam już nie pamiętam. Dosyć często zmienialiśmy zawodników, ale po prostu szukaliśmy najlepszych rozwiązań. Niemniej były chyba dwie takie większe przebudowy, ale ta ostatnia kiedy dołączył Oskar, mono i jedqr wyszła moim zdaniem najlepiej.

Co zapamiętasz najdłużej z tego okresu pracy w x-kom team?

Myślę, że było kilka takich fajnych momentów. Na pewno zeszłoroczne finały Good Game League w Poznaniu, które udało się wygrać. Chyba tak jest, że te wygrane eventy pamiętasz najlepiej. W pamięci pozostanie mi również wyjazd na V4 na Węgrzech. To był największy turniej na jakim byłem w swoim życiu. Pula około 500 tys. euro i rywalizacja z takimi drużynami jak Virtus.Pro, mousesports czy FaZe Clan. Ciesze się, że mogłem tego doświadczyć.

Skupmy się może na ostatnich wydarzeniach. Szczerze powiem, że mocno się zdziwiłem, kiedy x-kom ogłosił rozstanie z tobą. Wydaje mi się, że ta drużyna z każdym meczem grała coraz lepiej.

Ja też uważam, że chłopaki robili systematyczny progres. Jednak wydaje mi się, że prezes x-kom teamu Michał Świerczewski nie był usatysfakcjonowany tym tempem rozwoju. On chce mieć zespół najwyższej klasy. Przez dwa lata dał mi możliwość robić zmiany, cała odpowiedzialność ciążyła na mnie i chyba nie spełniłem jego oczekiwań. Niemniej uważam, że obecna drużyna x-kom team ma ogromny potencjał. To widać z resztą po wynikach.

Mieliście jakieś wymagania co do miejsc w ligach internetowych i na turniejach lanowych?

Nie mieliśmy ustalonych konkretnych wymagań odnośnie osiągnięć. To są tylko moje domysły, w którą półkę mierzy prezes x-komu. Wydaje mi się, że Pan Świerczewski chyba stracił wiarę w moje możliwości lub metody treningu.

Czy ta decyzja była konsultowana z zespołem?

Nie mieli na to wpływu. Nikt o tym nie wiedział. Po prostu odbyło się spotkanie, na którym stawiła się cała drużyna, a Mateusz "Sówek" Kowalczyk oznajmił nam, że prezes postanowił odsunąć mnie od składu.

Teraz odpoczywasz?

Na pewno po dwóch latach intensywnej pracy, fajnie wreszcie trochę odpocząć. Od zmiany minęły jakieś 3 tygodnie i powiem szczerze, że już mi trochę brakuje tej adrenaliny, zespołu, treningów i wszystkich aspektów trenowania. Ten miesiąc to był taki reset przed kolejnym wyzwaniem.

Bycie trenerem x-kom team było dla ciebie pracą na pełen etat?

Tak. Ja nie narzekałem na warunki jakie dawała mi organizacja. Jedynie mogę powiedzieć, że nie wszystkie rzeczy, o które prosiłem były spełniane. Jeśli chodzi natomiast o warunki indywidualne, to na pewno wszystko było w porządku.

A czujesz się na siłach spróbować pracy z międzynarodowym zespołem?

Myślę, że dałbym radę. Nie mam problemów z językiem angielskim. Bardziej chodzi o to, że nie znam ludzi na tej europejskiej scenie. Zawsze siedziałem w Polsce i nie poznałem nikogo, kto mógłby mnie polecić czy zaoferować pracę. Na pewno bym rozważył, bo doświadczenie i jeżyk mam na odpowiednim poziomie.

Zobacz komentarze