100 dni Virtus.Pro. Sprzątanie stajni Augiasza ciągle trwa

snax Foto: ESL

Zawsze się wydaje, że urodziny to musi być dzień wyjątkowy, specjalny, który będzie się wyróżniał z codziennego marazmu. Ciekawie się składa, że to właśnie w dniu kolejnej mojej rocznicy pojawienia się na świcie, mija 100 dni od powstania "nowego Virtus.Pro". Chciałbym, aby ten felieton miał inny wydźwięk, ale jak nawijał Quebonafide "Moje serce ciągle krwawi"...

Papier wszystko przyjmie

24 grudnia 2018 roku świat obiegła informacja o nowym zespole CS:GO w barwach Virtus.Pro. Rosyjska organizacja ponownie postawiła na skład złożony w pełni z polskich zawodników, choć stać ją było pewnie na wykupienie większości najlepszych graczy na świecie. Ocierając łzy po rozstaniu z Pashą i Neo, większość polskich fanów była przekonana, że gorzej niż przez dwa ostatnie lata być nie może. Wszak w nowo powstałej ekipie znaleźli się Paweł "byali" Bieliński i Janusz "snax" Pogorzelski, którzy w zestawieniu ze snatchie'm i MICHU, mieli zapewnić szybki powrót na szczyt rankingu HLTV. Piątym strzelcem w tym zespole został Mateusz "TOAO" Zawistowski, który miał być IGL-em "nowego VP". Na papierze wszystko wyglądało ładnie.

VP zrobiło jeden krok w tył, a potem jeszcze kolejne dwa

Nieco ponad 2 tygodnie po ogłoszeniu składu, Virtus.Pro dostało zaproszenie na kwietniowy lan w Belgii - Charleroi Esports 2019. Polacy mieli więc 4 miesiące na odpowiednie przygotowanie i zaznaczenie swojej pozycji w Europie. Niestety, ale z mojej perspektywy był to czteromiesięczny dzień wagarowicza. Co więcej, mam wrażenie, że dziś pozycja Virtus.Pro jest jeszcze słabsza, niż w kwietniu 2018 roku. Z całym szacunkiem do Izako Boars czy Team Spirit, ale na takie drużyny VP po prostu przegrywać nie wypada. Z resztą liczby mówią same za siebie. W ubiegłym roku Virtus.Pro w tym samym momencie plasowało się na 11. miejscu na świecie. Ktoś powie, że Polacy awansowali o blisko 60 pozycji w rankingu HLTV przez niespełna 4 miesiące. Tak to prawda, ale rok temu w tym samym momencie VP miało drużynę, która była zdolna pokonać G2 i AVANGAR czy prowadzić równorzędny pojedynek z Astralis. Czy dzisiejsze Virtus.Pro stać byłoby na powtórzenie któregoś z tych trzech rezultatów? Nie sądzę.

Jak TO miAO wyglądać?

Kolejną sprawą wartą bliższej analizy jest odsunięcie od składu TOAO. Jego forma indywidualna w momencie dołączenia do VP była co najwyżej przeciętna, ale przecież od strzelania w tym teamie miał być ktoś inny. Jeżeli wierzyć informacjom docierającym z obozu VP, to większość zagrań i taktyk jakie przez te miesiące wypracowało VP, było zależne nie od Kubena czy TOAO, ale od Snaxa. Po odsunięciu Zawistowskiego, styl polskiej ekipy nie powinien się zmienić, bo rolę głównodowodzącego przejął właśnie Pogorzelski. To jednak nasuwa się proste pytanie - po co w tym składzie był TOAO? Skoro nie dostał pełni władzy odnośnie prowadzenia i współpracy z kubenem, bo przecież nie ze względu na dobrą grę w AGO Esports?...

Za nami prawie 4 miesiące istnienia nowego składu Virtus.Pro, a ja nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie dokąd to wszystko zmierza. Mam wrażenie, że ciągle trwa tam sprzątanie stajni Augiasza, a Herkulesa nie widać na horyzoncie...

Zobacz komentarze